Trzypalnikowa kuchenka zamiast zmiennika. Chmielu gotuje w trasie. I lubi się dzielić jedzeniem

22 lipca
Z innej strony

Pieczona karkówka z żurawiną, zrazy wieprzowe w sosie grzybowo-śmietanowym, grillowana pierś z kurczaka w ziołach – to nie fragment karty dań luksusowej restauracji, tylko obiady przygotowane przez truckera zwanego Chmielem. Zajrzeliśmy do najbardziej znanej kuchni na kołach. I od razu zachciało nam się jeść.

Piotr Chmiel częstuje swoich fanów za pośrednictwem widebloga tak wyszukanymi potrawami, że mamy wątpliwości, czy jest zawodowym kierowcą. Widzimy w nim utalentowanego doświadczonego kucharza, a nie truckera, który na pace ma 33 europalety, zaś w kabinie duży zapas chińskich zupek. Praca transportowców jest ciężka. Dieta zwykle też. Ciężka, niezdrowa, tłusta. Ludzie w trasie jedzą szybko, tanio, byle jak. Dania gotowe, suchy prowiant, słodycze. I oczywiście to, co oferują przydrożne bary: kebab, hamburgery, kiełbasa, golonka, żurek… Piotr też lubi żurek, gulaszową, grochówkę czy barszcz ukraiński. Tylko że własnej roboty. Gotuje, piecze, smaży, grilluje. Robi nawet ciasta i desery. Trudno zliczyć jego kulinarne popisy… Jest fasolka po bretońsku, bigos, gulasz, schabowy, ale też zrazy wieprzowe w sosie grzybowo-śmietanowym, wątróbka, kaczka z sałatką z pomidorów, czarny dorsz w koperku. Jeśli czytając nie nabraliście apetytu, wyobraźcie sobie jeszcze na talerzu młode ziemniaki, marynowane opieńki, duszone podgrzybki, buraczki na gorąco czy świeżą surówkę z białej kapusty, chrzanu i marchewki.

Chmielu burzy stereotyp truckera, który żywi się bułkami, kiełbasą i fast-foodem. Potrafi nie tylko z finezją gotować, lecz również o tym opowiadać. Ma dystans do siebie i świata transportowców. Pozdrawia hejterów, cytując ich komentarze, że „znów nasyfił w kabinie”. Kierowców spotkanych na parkingu częstuje zupą, naleśnikami albo goframi. Jeśli ktoś prosi o kulinarne porady, zawsze może liczyć na życzliwą odpowiedź. Na profilu „Gotuj z Chmielem” każdy znajdzie coś dla siebie. Nawet jeśli nie jest mistrzem kuchni i nie ma w kabinie profesjonalnych sprzętów. Wystarczy mała kuchenka turystyczna, garnuszek, podstawowe produkty.

Fot. archiwum Piotra Chmiela

„Ludziska zachwycają się daniami jednogarnkowymi, to i ja zrobiłem… Po francusku pewnie brzmiałoby wykwintniej, ale u nas to po prostu kopytka z kiełbasą czosnkową, surówka, trochę cebuli” – tłumaczy Chmielu w jednym z postów. I jak zwykle życzy „Bon apetit”.

Tomasz Maciejewski: Jesteś bardziej kierowcą czy kucharzem?

Piotr Chmiel, trucker z kulinarnym zacięciem: Zdecydowanie bardziej kierowcą. Od lat jeżdżę ciężarówkami. Gotowanie to tylko takie zamiłowanie.

Myślałem, że jednak zawód wyuczony, że była szkoła gastronomiczna?

Nie. Zawodowo nigdy nie miałem związku z gastronomią. Ja po prostu lubię jeść. A że nie akceptuję, przepraszam, gównianego jedzenia, to sam gotuję. Nie czarujmy się – wiadomo, jakie jest jedzenie w barach. Odgrzewane, tłuste, zaolejone. Z niepewnego źródła.

Ale ma jedną zasadniczą zaletę: dostajemy je gotowe.

To prawda. Gotowanie wymaga trochę pracy i czasu, tylko że ja naprawdę lubię się tym bawić. Nie tylko w porze obiadu. Nawet po całym dniu za kółkiem. O godz. 22 potrafię stanąć i kucharzyć. Takie hobby. Relaksuje mnie, daje satysfakcję.

Fot. archiwum Piotra Chmiela

I gwarantuje lepszą jakość niż przydrożna knajpa.

Moje potrawy też nie są do końca zdrowe. Musiałoby być więcej gotowanego, na parze. A ja niezbyt często tak gotuję. Ale zawsze jest świeże, smaczne. Przyrządzone, tak jak lubię.

Od kiedy Chmielu gotuje na portalu społecznościowym?

Ponad cztery lata. Wcześniej też kucharzyłem w trasie, choć trochę skromniej, na słabszym sprzęcie. W firmie mnie namawiali – koledzy, znajomi – żeby zająć się tym bardziej serio. „Robisz takie rzeczy, podziel się tym” – mówili. A ja wątpiłem w swój talent kulinarny… i telewizyjny. No bo gotować to jedno, a pokazywać to, nagrywać, opowiadać – drugie.

Wątpliwości były nieuzasadnione. „Gotuj z Chmielem” ma aż 5 tys. fanów. Tylko lajkują czy też zaczepiają na parkingach?

Czasem ktoś mnie rozpozna. Zdarza się, że w miejscu postoju po prostu gadam z innymi kierowcami, poczęstuję kogoś obiadem… I dopiero później słyszę: „Aaa, to ty jesteś Chmiel, który wrzuca jedzenie na Facebooka”. Przychodzą, oglądają nieco inaczej urządzoną kabinę, pytają. Na pewno nie jest tak, że gotuję tylko dla swoich fanów, znajomych, kolegów. Przeważnie częstuję przypadkowe osoby, które akurat zatrzymały się na tym samym parkingu.

Zmiennik też pewnie głodny nie chodzi?

Zawsze jeżdżę solo. Mam to uzgodnione z szefostwem, na piśmie. Wszyscy wiedzą, że jeżdżę sam. Nie ma żadnych podwózek.

Jedzeniem się podzielę, kabiną nie?!

Jedzeniem zawsze. W kabinie nie mam miejsca. Zrobiłem sobie tam małą chałupę. Kuchnię. Na początku, rzecz jasna, była prowizorka. Od około pięciu lat jest bardziej profesjonalnie. Kuchenkę mam w miarę fajną. Taką, jak montowane do kamperów. Trzypalnikową, z zabezpieczeniem przeciwwypływowym gazu.

Fot. archiwum Piotra Chmiela

Wyższa półka.

Ale nie cenowo. Kuchenki na jachty są dużo droższe. Moja kosztuje ok. 300 zł. Na łódkę trzeba wydać kilka tysięcy. Nawet kilkanaście. W samochodzie taka jest niepotrzebna. I niepraktyczna. Na jachtach sprzęt montuje się na stałe, w ciężarówce kuchenkę trzeba regulować, poziomować, kiedy parkuje się na jakiejś małej górce, podjeździe. Najważniejsze, żeby było więcej palników niż jeden. Żeby można było równocześnie gotować ziemniaki, mięso i na przykład surówkę na ciepło.

Brzmi apetycznie. Widziałem, że w mobilnej kuchni są nie tylko trzy palniki, ale dużo innych sprzętów. A nawet donica z kwiatami.

Wszystko jest. Szafka, blat, okap kuchenny. Mam nawet gofrownicę i prodiż do ciast, do mięs. Bardzo fajne urządzenie. Kiedyś się w tym piekło. Nasze mamy, nasze babcie robiły pyszności.

Fot. archiwum Piotra Chmiela

Prodiż ciągnie dużo prądu, a jeszcze jest przecież kilka urządzeń elektrycznych.

Jeśli chce się gotować w aucie, potrzebna jest przetwornica. Tak na 4000 W, bo przecież sam grill to 2000 W, czajnik elektryczny – 1500. Kierowcy często robią podstawowy błąd, kupując najtańsze przetwornice. Rozmawiałem ostatnio z truckerką o kuchni w trasie i ona mówiła, że fajnie jest samemu gotować, tylko że przetwornica co chwilę się przepala… No tak, jeśli kupi się taką, która w praktyce ma 800 W, a podłącza się lodówkę, czajnik, suszarkę, lokówkę.

Lepiej wydać 200 zł więcej i mieć spokój.

Tak. Trzeba doczytać, poradzić się. Odpowiedni sprzęt nie musi oznaczać wielkich wydatków. Jakiś czas temu zamontowałem dodatkowe czujniki gazu w aucie. Bezpieczeństwo za 70 zł.

Fot. archiwum Piotra Chmiela

Czy na takiej bezpiecznej, dobrze wyposażonej samochodowej kuchni można ugotować prawie wszystko? Jak w domu?

Właściwie wszystko. Jeśli jest sprzęt i chęci, można cuda przygotować. Kierowcy często mnie pytają: „Piotrek, ile ty masz lodówek?”. Odpowiadam, że jedną. Fabryczną, 30-litrową.

Nic dodatkowego nie montowałem, bo nie ma potrzeby. Przecież jesteśmy na międzynarodówce, jeździmy przez Niemcy, Francję. Tam też są sklepy. Sprzedają mięso, warzywa, przyprawy. Niektóre produkty można kupić nawet taniej niż u nas. Po co więc pakować kilkadziesiąt kilogramów mięsa na drogę?

Fot. archiwum Piotra Chmiela

Ile i co zabiera Chmiel?

Pakuję prowiant na mniej więcej tydzień. Jakąś wołowinkę, udka z kurczaka, warzywa.

Robisz krótkie trasy? Kilka dni za kółkiem i weekend w domu?

Nie. Zwykle jeżdżę trzy tygodnie. W domu jestem około dziesięciu dni i znów ruszam. Natomiast nie robię dużych zapasów, tym bardziej przy takich temperaturach jak ostatnio. Warzyw raczej nie chowam do samochodowej lodówki, bo szkoda miejsca, więc trzymam je w skrzynkach. Niedawno byłem w Montpellier, 43 stopnie w cieniu… Dziękuję. Po warzywach! A nawet jeśli je jakoś uratujemy, są jak kapcie.

Dobra rada początkujących samochodowych kucharzy: nie pakować za dużo. A co pakować? Takie absolutne „must have” kierowcy.

Trochę warzyw: ziemniaki, marchew, pietruszka, seler, koperek, ze dwa pęta kiełbasy, kawałek boczku. Jeśli chodzi o mięso – zależy, co kto lubi. Może być szynka, karkówka. Nie każdy trawi czerwone, więc wtedy bierze drobiowe. Kurczak mi osobiście średnio leży, więc zwykle kupuję piersi z indyka. A mając golonki z indyka, warzywa, ogórki kiszone można zrobić taką ogórkową, że głowa boli… Lubię w kuchni boczek, cebulę. Niektórzy się śmieją, że z cebuli robiłem wszystko. Poza naleśnikami.

Może już wkrótce… Widziałem na „Gotuj z Chmielem” wspaniałe naleśniki.

Jeszcze częściej przygotowuję gofry. Mało roboty. Mikser mam. Mleko, jajka, cukier waniliowy. Do tego świeże owoce albo chociaż dżem, żeby coś na górę położyć. Zwykle zabieram w trasę również śmietanę 30 lub 36 proc., ponieważ za granicą nie zawsze taka jest dostępna.

Fot. archiwum Piotra Chmiela

Do deserów?

Tak. Żeby zrobić bitą śmietanę. Kiedyś kupiłem jakąś niemiecką i zamiast bitej śmietany wyszło ciasto do naleśników. Pewnie wybrałem nie taką, jak należy. Znam większość popularnych marketów, dyskontów, lecz nie znam przecież wszystkich produktów, nie czytam wszystkich etykiet.

Naleśniki czy gofry z bitą śmietaną i owocami przyciągają chyba tłumy chętnych?

Wtedy jest kolejka przy samochodzie. Nad gofrownicą montuję okap, więc zapachy wydostają się na zewnątrz. Zainteresowanie jest naprawdę duże. Raz nawet wycieczka zdjęcia mi robiła. Czasami ktoś chce zapłacić, kupić.

I?

Nigdy pieniędzy nie biorę. Gotuję i częstuję. No przecież kiedy robię zupę, to wychodzi cały garnek. Mogę zostawić sobie mały słoik na następny dzień, a kilka porcji rozdać. Kiedy widzę na parkingu, że jakiś chłop je chleb na obiad, to trzeba się podzielić! Ostatnio robiłem ciasto z owocami, przecież sam jadł nie będę.

Fot. archiwum Piotra Chmiela

Zdarzają się specjalne zamówienia, specjalne okazje? Kolega ma urodziny i mówi: ja zorganizuję alkohol, ty coś wyjątkowego ugotuj?

Raczej nie. Może w przyszłości zajmę się cateringiem. Kiedyś na firmowych imprezach gotowałem barszcz ukraiński. Bo takie było zamówienie. A że to dość dużo roboty, stałem trzy godziny przy garach. Ważne, że wszystkim smakowało.

Po powrocie z trasy dla rodziny Chmiel gotuje?

Moja żona jest kochaną kobietą, ale rządzi w kuchni. Nie będę ukrywał, że w domu spodnie nosi małżonka. W rodzinach zawodowych kierowców często tak jest. Specyficzna robota: mężczyzna daleko, więc wszystkie obowiązki są na głowie kobiety. A jak obowiązki, to i decyzje.

Decyzje, kto ma wstęp do kuchni i co będzie na obiad?

Tak. Moja kochana od czasu do czasu pozwoli coś ugotować, bo jednak coś potrafię.

Fot. archiwum Piotra Chmiela

Co najbardziej smakuje żonie?

Krzyczy, że zupa gulaszowa (rozmawiamy, gdy Piotr jest w garażu – przyp. red.). Gulaszowa mi naprawdę wychodzi. Natomiast córka gustuje w pierogach. Bardzo lubi także placki ziemniaczane. Jak to się mówi: takie głupie, proste jedzenie. Tradycyjne. Dziś moje dziewczyny właśnie zrobiły pierogi. Przyjechałem na gotowe.

Pierogi w trasie kiedyś były?

Oczywiście. W aucie też robiłem.

Robiłem czy kupiłem i do wody lub na patelnię wrzuciłem?

Wszystko własnoręcznie, ciasto, farsz.

A stolnica?

Jest. Mam też duże deski. Kuchnia wyposażona prawie jak domowa. Kiedy zmieniałem samochód, szefowie dali mi dwa dni na przeprowadzkę. Nie dwie godziny, tylko dwa dni! Wszyscy w firmie życzliwie patrzą na to moje gotowanie. Wiedzą, jak wygląda kabina z kuchnią. Nie spotkałem drugiego takiego auta na drogach i parkingach w Europie.

Tomasz Maciejewski
Z innej strony
Miej rękę na pulsie!
Najciekawsze informacje o branży TSL co tydzień na Twojej skrzynce e-mailowej
Wyrażam zgodę na przetwarzanie przez X Project sp. z o.o., moich danych osobowych w postaci adresu poczty elektronicznej w celu przesyłania mi informacji marketingowych. WIĘCEJ

Wyrażam zgodę na przetwarzanie przez X Project sp. z o.o., moich danych osobowych w postaci adresu poczty elektronicznej w celu przesyłania mi informacji marketingowych dotyczących produktów i usług oferowanych przez X Project sp. z o.o., za pomocą środków komunikacji elektronicznej, stosownie do treści przepisu art. 10 ust. 1 i 2 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną.

Szczegółowe zasady dotyczące przetwarzania danych osobowych i zgód marketingowych wyrażone są w klauzuli informacyjnej. Przed wyrażeniem zgód marketingowych prosimy o zapoznanie się z jej treścią.

Fleetguru informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies
zamknij