Żona zawodowego kierowcy musi mieć głowę na karku. I siły za dwoje. Bo inaczej…

17 czerwca
Z innej strony

Sprzątanie, gotowanie, zakupy, remonty, sprawy urzędowe, obowiązki zawodowe i… całodobowy dyżur przy dzieciach. – Nie wiem, jak żona to ogarnia – przyznaje Łukasz Treffler, kierowca z Tczewa. – Kiedy wracam, plączę się po domu. Mam wrażenie, że tylko przeszkadzam. – To prawda. Przyjeżdża i dezorganizuje – śmieje się jego żona, Magda.

– Przyzwyczaiłam się już, że wszystko robię sama – mówi Magda Treffler. – Muszę być perfekcyjnie zorganizowana, efektywna. Nawet takie drobiazgi jak przestawienie pojemnika z cukrem czy suszarki zaburzają mi system organizacji... Kiedy rano masz pół godziny, by wyszykować dzieci do szkoły, przedszkola, zrobić śniadanie, rozwiesić pranie, wyprowadzić psa – każda sekunda jest cenna. A jak mąż na weekend zjedzie do domu, to ja później nie mogę znaleźć tej cukiernicy czy suszarki.

Przekonuje, że podobnie jest w rodzinach innych zawodowych kierowców. Żony, narzeczone, dziewczyny przejmują obowiązki swoich partnerów. Na przykład gdy trzeba naprawić kran, kupić nową kosiarkę, dopilnować remontu czy po prostu pójść z synem na mecz. Muszą być wielofunkcyjne. Samodzielne, zaradne, silne.

– Jeśli ci zależy na facecie, jeśli kochasz, dasz radę – ocenia Karolina, której „facet” od prawie dziesięciu lat pracuje na międzynarodówce.

Oboje pochodzą z Małopolski. Mają pięcioletnią córkę. Niedawno zmienili mieszkanie na większe. Dobrze im się powodzi. On krąży po Europie. Zwykle w systemie 4/1. Ona pracuje w administracji samorządowej. Prosi, by nie podawać nazwiska.

– Są różne życiowe zakręty. Relacje się komplikują – przyznaje Karolina. – Nie jest łatwo być razem, a osobno. Zdarzały się samotne święta, zdarzały się urodziny na smutno.

Lepiej nie podawać dokładnej godziny

Rozstania i łzy przy choince pamięta też Olga Strugała, założycielka facebookowego fanpage’a „Żony i kobiety wszystkich kierowców zawodowych”. Michał Strugała kiedyś musiał jechać w trasę w Boże Narodzenie. Na urodziny, imieniny bliskich też nie zawsze zdąży.

– Rozłąka jest najgorsza – stwierdza Olga. – Pierwsze wyjazdy były dla nas, narzeczeństwa, bardzo trudne. Odwoziłam Michała 70 km do firmy, bo mieliśmy jedno auto, i w drodze do domu płakałam. Teraz już się przyzwyczailiśmy do rozstań. Dzięki jego pracy tak naprawdę przekonałam się, jaka jestem silna.

Podkreśla, że robota truckera wymaga zrozumienia i poświęcenia. Całej rodziny. Wspólnie pracuje się na sukces. Wspólnie rozwiązuje problemy. Kolektywna powinna być już sama decyzja o wejściu do świata transportu. Ponieważ w tej branży za dobrą comiesięczną wypłatę płaci się zdrowiem, nieprzespanymi nocami, samotnością, stresem.

– Kierowca nie jest w stanie przewidzieć tego, jak ułoży się trasa, czy planowo go załadują. Nam, żonom, wydaje się, że mąż wsiada i jedzie. Obiecuje powrót danego dnia do południa, a go nie ma. Wtedy są nerwy.

Telefony komórkowe, Internet, komunikatory i portale społecznościowe pomagają uspokoić emocje, przekazać aktualne informacje, wirtualnie zmniejszyć dystans. Ale…

– Staram się nie podawać dokładanej godziny powrotu. Bo w transporcie wszystko może się zdarzyć. Korki, wypadki. Nie chcę dodatkowo stresować moich bliskich – opowiada Łukasz Treffler.

On na autostradzie, ona na budowie

Może lepiej byłoby poszukać innego fachu? Łukasz na razie sobie tego nie wyobraża. Ciężarówki to nie tylko jego praca. To styl życia.

– Gdyby nie jeździł, to by się męczył – komentuje Magda. – Wytrzymujemy ze sobą maksymalnie dwa tygodnie – żartuje.

Widać, że rozumie truckerów. Prowadzi sklep z motoakcesoriami, gadżetami dla kierowców.

– I prowadzi dom! Nie oszukujmy się, wszystko jest na jej głowie. Nie wiem, jak to ogarnia – przyznaje Łukasz.

Olga i Michał pewnie nie powiedzieliby o sobie, że mają benzynę zamiast krwi…

– Kiedy się poznaliśmy, mąż pracował jako cukiernik – wyjaśnia żona.

Ale Trefflerów z Pomorza i Strugałów z Wielkopolski sporo łączy. Mają po dwoje dzieci, a gospodarstwem rządzą bardzo energiczne kobiety.

– Teraz pilnuję budowy domu. Niestety, czasem jestem gorsza niż kierownik – żartuje Olga. – Kupuję materiały, załatwiam formalności. W dziewiątym miesiącu ciąży woziłam przyczepką drut na budowę. Nawet sama z majstrem wylewałam strop, bo Michał był w trasie.

Jak pogodzić prace budowlane z opieką nad dwuletnią córką i niespełna czteroletnim synem? Z gotowaniem, praniem, sprzątaniem, załatwianiem spraw urzędowych?

– Do urzędów musiałam zabierać dzieciaki, bo syn dopiero od września chodzi do przedszkola. Czasami był taki „sajgon”, że ludzie mnie przepuszczali poza kolejnością – wspomina Olga. – Ale żeby pójść do fryzjera czy kosmetyczki, trzeba zorganizować opiekę nad dziećmi. Przydaje się pomoc mamy, babci. Wszystko jakoś udaje się spiąć. Żona truckera musi mieć głowę na karku i dużo sił, by pogodzić swoje obowiązki i sprawy, których mąż załatwić nie może.

Czasem przydałby się mąż stacjonarny

Magda Treffler również wie, co to znaczy nadzorować remonty, szukać glazurnika, stolarza, elektryka.

– Tamowałam krany, naprawiałam gniazdka, ponieważ fachowiec dopiero za trzy dni miał wolny termin – opowiada. – Przecież Łukasz nie wróci ekspresowo z Hiszpanii, by hydraulika wezwać. Ja wiem, gdzie szukać. Gdzie dzwonić. Wielu rzeczy się nauczyłam.

Zastanawia się też, jak to możliwe, że w domu zawsze coś się psuje, gdy mąż wyjeżdża.

– Kiedy jest na miejscu, nic się nie dzieje. Sielanka – stwierdza. – A jak tylko wyjechał, dosłownie minęły cztery godziny, odebrałam telefon ze szkoły, że syn miał wypadek. Zęby połamane. Musiałam pędzić do szkoły, później do szpitala. A młodszy syn w przedszkolu. Sam nie wróci. Ktoś go musi odebrać. W takich sytuacjach przydaje się mąż stacjonarny.

Kiedy do niej telefonujemy, znów kursuje między szkołą a szpitalem.

– Tym razem rozcięte oko – informuje. – Jak się jest matką dwóch chłopaków, trzeba się do tego przyzwyczaić. Wkrótce otrzymamy kartę stałego pacjenta SOR-u – żartuje Magda.

W taki dzień Łukasz, gdzieś na francuskiej czy niemieckiej autostradzie, może wspierać żonę tylko przez komórkę, Facebooka, Skype’a.

– Czasem jest ciężko. Magda dzwoni, mówi o problemach w domu, a ja jestem daleko – wyrzuca sobie Łukasz. – Kiedy kręcę dużą pauzę, mogę iść z kolegą na piwo. A ona jest mamą 24 godziny na dobę. Dzieci, obiady, zakupy, porządki. I jeszcze praca. Moja żona realizuje się w wielu dziedzinach. Podziwiam ją. Nasz starszy syn, Cezary, jest zrównoważony, spokojny. Ale młodszy, Juliusz, to żywioł. Żona ma z nim grubo – diagnozuje ojciec kierowca.

Święty Mikołaj wraca z trasy

Nie ukrywa, że truckerska familia musiała wypracować swój model funkcjonowania, system zarządzania, program wychowawczy.

– Kiedyś zawsze coś przywoziłem Czarkowi z wyjazdów. Tak bez okazji. Ale zmieniliśmy zasady, żeby synowie bardziej szanowali to, co mają. Za dużo już tych zabawek. Nie wiadomo, co kupić na święta czy urodziny. Teraz już wiedzą, że prezent to nagroda za coś, a nie codzienność – podkreśla Łukasz. – Jeśli tata będzie przyjeżdżał na weekend i na wszystko pozwalał, to później mama zostanie sama z problemem. Bo tatuś dobry, a mamusia zła. Dlatego w jakichś sytuacjach konfliktowych zawsze trzymam stronę żony. Staramy się być konsekwentni. Jak najlepiej wychować chłopaków.

Wyzwanie wychowawcze związane z tatusiem Świętym Mikołajem, który jest gościem w domu, podjęła też Karolina. Opowiada, że ostatnie starcie dotyczyło zabawkowego wózka.

– Księżniczka sobie zażyczyła, tatuś przez telefon obiecał, więc po jego powrocie poszli do sklepu i kupili wózeczek dla lalek za 450 zł – relacjonuje z uśmiechem i nutą irytacji Karolina.

Ojciec kierowca, podobnie jak ojciec marynarz, często próbują zrekompensować rodzinie swoją nieobecność właśnie drogimi prezentami.

– Takie bodźce działają, ale do czasu – zauważa Karolina, jakby właśnie rozmawiała z psychoterapeutą.

Czasami chodzi o błahostki, niekiedy o sprawy poważniejsze.

– Trzy lata temu córka miała podejrzenie skazy białkowej. Lekarz zalecił całkowite wyeliminowanie produktów z mleka i zrobienie testów. A tatuś przyjechał i zabrał księżniczkę na lody. No przecież jeden deser jej nie zaszkodzi – opowiada ze swadą mama pięciolatki. – Ale zgrzeszyłabym, gdybym powiedziała, że nasz mistrz kierownicy nie dba o rodzinę. Bardzo ciężko pracuje. Bardzo nas kocha. Mam tylko nadzieję, że nie będzie tak jeździł do emerytury. W transporcie są dobre pieniądze, można się odkuć, tylko że w pewnym wieku należy powiedzieć pass. Zmienić priorytety.

Zdążyć na urodziny

Motywacja finansowa „nakręca” też kolejne tysiące kilometrów pokonywanych przez Michała Strugałę. Zaczęło się sześć lat temu. Trzeba było odłożyć trochę grosza na wesele, a prawo jazdy na ciężarówki oznaczało wyższe zarobki.

– Propozycja zrobienia uprawnień i zmiany pracy padła od mojego wuja, który na autotransporterze pracuje dwadzieścia lat – wyjaśnia Olga. – To był skok na głęboką wodę. Udało się. Wspólnie. Jestem bardzo dumna z męża.

Autotransporter to ciężarówka do przewozu osobówek. Michał Strugała kursuje m.in. do fabryki Kii w Żylinie i niemieckich portów.

– Lora jest niewdzięczna. Długie kolejki do załadunków. Trudno się manewruje – fachowo objaśnia żona truckera. – Pamiętam pierwszy wyjazd męża. Schudł dziesięć kilo. Z nerwów. Teraz oczywiście ma już doświadczenie, lecz staram się mu nie przysparzać stresów. Nigdy nie było sytuacji, by musiał nagle wracać do domu, bo coś się stało. A Marcel to tak posłuszne dziecko, że jak tata prosił, żeby się urodził w niedzielę, a nie w poniedziałek, to przyszedł na świat właśnie w niedzielę.

W rodzinie Trefflerów był pilny powrót. Dwa miesiące przed terminem urodzin Juliusza.

– Było zagrożenie życia żony i dziecka – tłumaczy Łukasz. – Błyskawicznie zadzwoniłem do firmy, że muszę zjechać. To był piątek. Na sobotę załatwili mu busa i dość szybko dotarłem do szpitala.

Trucker z Pomorza nie ukrywa, że bywają dni i noce, kiedy zamiast za kółkiem powinno się siedzieć przy łóżku chorego dziecka. Albo wspierać rodzinę, przyjaciół podczas pogrzebu babci. Jednak liczona w tysiącach kilometrów odległość od Polski i obowiązki służbowe uniemożliwiają albo mocno utrudniają ekspresowy przyjazd. Trzeba dokonywać trudnych wyborów. A każdy kolejny rok takiego życia, z dala od domu i jego codziennych problemów, zaburza relacje międzyludzkie, negatywnie wpływa na psychikę.

Intruz w domu

Kierowcy z dłuższym stażem przyznają, że w mieszkaniu się duszą. Że niełatwo im dostosować się do rytmu życia innych domowników.

– Czuję się trochę jak gość. Nawet intruz. Przyjeżdżam po dwóch tygodniach i wprowadzam chaos. Plączę się. Mam wrażenie, że tylko przeszkadzam. O innych godzinach chodzę spać, inaczej planuję posiłki, nawet inaczej parzę kawę, w innym miejscu chowam worki na śmieci – wylicza Łukasz. – Takie drobiazgi stwarzają duże problemy. Totalnie burzą system funkcjonowania domu. Jeśli pracujesz na miejscu, zajmujesz się dziećmi, wspierasz żonę – jest lepiej. Podział obowiązków, codzienne rytuały.

Łukasz z dumą mówi o tym, że starszy syn stara się go zastępować. Pomaga mamie.

– Potrafi wstawić zmywarkę, rozwiesić pranie – potwierdza Magda. – Wychowuję go tak, żeby w przyszłości żona na niego nie narzekała.

CEO rodziny Trefflerów zauważa, że istotnym czynnikiem w pracy transportowca jest regularność wyjazdów.

– Mąż zmienił system pracy. Kiedyś jeździł dwa na jeden, trzy na jeden. Teraz zawsze wyjeżdża w poniedziałki, wraca zwykle po dziesięciu dniach. Czyli co drugi weekend jest w domu. Od czwartku – wyjaśnia Magda. – Mamy taką niepisaną zasadę, że wtedy ja odsypiam. Nikt nie ma prawa mnie budzić. Nikt! Pod żadnym pozorem! – śmieje się żona kierowcy.

Tłumaczy, że kiedy Łukasz jest w trasie, jej dzień pracy kończy się nawet o 1 lub 2 w nocy, a zaczyna około 6. Dopiero gdy oporządzi się dzieci, pomoże w lekcjach, zrobi kolację… można usiąść do komputera, zająć się nowymi projektami truckerskich gadżetów.

Taki układ zaakceptuje tylko kobieta?

Skąd na to wszystko wziąć siły? Jak połączyć rolę gospodyni i realizację zawodowych i artystycznych zainteresowań?

– Wymaga to samodyscypliny, dobrej organizacji. Nie można odkładać na później, bo to się nawarstwia. Nie ma później! – radzi w swoim stylu pani Treffler.

– Żona prowadzi sklep, ma swoje pasje, szykuje się do kolejnych projektów. Robi to, co lubi. Wydaje mi się, że to daje jej energię. Na pewno sytuacja wygląda inaczej, jeśli żona truckera jest mniej samodzielna. Tylko siedzi w domu, gotuje, ogląda telewizję i czeka na męża – diagnozuje Łukasz.

By czekającym przed telewizorem, ale i mocno zabieganym, przepracowanym było choć trochę lżej, Olga stworzyła grupę na Facebooku. Żony kierowców mogą tam po prostu pogadać, poprosić o rady, informacje. Truckerskie rodziny publikują tam zdjęcia, organizują różne wspólne akcje (np. zbiórki na leczenie poszkodowanych w wypadkach drogowych), umawiają spotkania na zlotach typu Master Truck.

– Często udawało nam się rozpowszechnić na dużą skalę komunikaty o zaginionych kierowcach. Kobiety pomagały w poszukiwaniach. Skutecznie. To jest siła! – stwierdza Olga.

Mówi, że aktywność na portalach społecznościowych pomogła jej przetrwać najtrudniejsze chwile. Chwali się budową wymarzonego domu. I tym, że jesienią planuje rozpocząć studia magisterskie. Długo opisuje dzieci, które przyklejone do okna czekają na tatę. Uśmiechnięte, bo coraz lepiej rozumieją, że kierowca to ktoś, kto wyjeżdża, ale zawsze wraca. Opowiada też o dziewczynach, partnerkach kierowców, które nie dały rady w takim związku.

– Spotykam się z naprawdę skomplikowanymi problemami. I nie chodzi tylko o życie na odległość, częste wyjazdy – mówi Olga.

Zastanawia się, ile jest truckerskich rodzin, w których to żona jeździ, a mąż zajmuje się dziećmi, domem, rachunkami.

– Myślę, że mało który mężczyzna poszedłby na taki układ – podsumowuje.

Tomasz Maciejewski
Z innej strony
Miej rękę na pulsie!
Najciekawsze informacje o branży TSL co tydzień na Twojej skrzynce e-mailowej
Wyrażam zgodę na przetwarzanie przez X Project sp. z o.o., moich danych osobowych w postaci adresu poczty elektronicznej w celu przesyłania mi informacji marketingowych. WIĘCEJ

Wyrażam zgodę na przetwarzanie przez X Project sp. z o.o., moich danych osobowych w postaci adresu poczty elektronicznej w celu przesyłania mi informacji marketingowych dotyczących produktów i usług oferowanych przez X Project sp. z o.o., za pomocą środków komunikacji elektronicznej, stosownie do treści przepisu art. 10 ust. 1 i 2 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną.

Szczegółowe zasady dotyczące przetwarzania danych osobowych i zgód marketingowych wyrażone są w klauzuli informacyjnej. Przed wyrażeniem zgód marketingowych prosimy o zapoznanie się z jej treścią.

Fleetguru informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies
zamknij