Chwała Sparcie! I dzielnemu mistrzowi aerografu. Bo to on stworzył niezwykły obraz na kołach

16 kwietnia
Z innej strony

W świecie truckerów takie arcydzieło nie przemknie niezauważone. Piękny mercedes, a na nim Spartanie, król Leonidas, podrywający Persów do ataku Kserkses… To lekcja historii na kołach. Zafundował ją Jończyk Transport, a wykonał Ariel Kula, specjalista od wielkich ściennych malowideł.

Termopile, 300 Spartan, legendarna bitwa – ilustrowana opowieść na ciągniku z naczepą to dowód, że firmy transportowe żyją nie tylko przewozem ładunków. Dają zarobić lakiernikom, graficiarzom, specjalistom od samochodowej aerografii, czyli artystycznego malowania za pomocą miniaturowych pistoletów. Spartański mercedes actros krąży po autostradach od ponad dwóch lat. Na ścianach ciężarówki batalistyczne sceny, wielcy wodzowie, błysk mieczy, ranni wojownicy, zniszczone korynckie hełmy… Po jednej stronie król Leonidas z włócznią i tarczą. Za nim zwarte szyki falangi. Naprzeciw – władca Persów, Kserkses, dający sygnał do ataku. Na drugiej ścianie – sceny pojedynków i królowa Gorgo. Przy drzwiach kierowcy – Spartanin, w tle górska przełęcz. Po drugiej stronie – inne motywy z opowieści o najdzielniejszych z dzielnych. I słynne motto: „Wróć z tarczą albo na tarczy”.

Fot. archiwum Ariela Kuli
Fot. archiwum Ariela Kuli
Fot. archiwum Ariela Kuli

W tylnej części kabiny oraz przy górnych krawędziach naczepy logo firmy Jończyk Transport. Dość dyskretne, ale motoświat powinien wiedzieć, kto się tak postarał. Kto wymyślił, sfinansował, wykonał.

Fot. archiwum Ariela Kuli

Autorem efektownego malowania jest Ariel Kula, artysta z Inowrocławia. Twórca kilkuset murali. W przestrzeni miejskiej, restauracjach, szkołach, biurach, mieszkaniach. Jego efektowne prace są ozdobą pizzerii, kręgielni, ścianek wspinaczkowych. 300 Spartan na ciężarówce wykonał pod koniec 2016 roku. Miejmy nadzieję, że nie jest to ostatnie tak spektakularne zlecenie, które otrzymał od truckerów.

Tomasz Maciejewski: „Doskonałość jest sumą detali” – takim hasłem reklamuje pan swoją działalność. Historia Spartan na naczepie to mnóstwo detali, bardzo dużo pracy. Jak długo trwało malowanie?

Ariel Kula: Pięć tygodni. Ani jednego dnia odpoczynku. Po 8–10 godzin dziennie. Przyznam szczerze, że końcówka była bardzo trudna.

Ariel Kula/YouTube

Zmęczenie jak na polu bitwy.

Prawie. Byłem skrajnie wyczerpany. Ale efekty pracy mnie nakręcały.

To nie są zwykłe rysunki, to opowieść. Widać w niej dynamikę, dramatyzm, męstwo, wściekłość, ból.

Dziękuję. Termopile to niezwykła historia. Temat wybrał właściciel firmy transportowej. Chciał mieć na samochodzie motywy z filmu „300”. Ja sugerowałem „Pulp Fiction”. Teraz można powiedzieć, że klient miał rację…

Fot. archiwum Ariela Kuli

Ale pan świetnie wykonał swoją robotę: sceny batalistyczne, portrety, efekt głębi, oryginalna kolorystyka.

Obraz jest dość surowy, monochromatyczny. Symbolizuje to spartański rygor, oddaje grozę walki. Jest dużo szarości, czerni, ale też nasycona czerwień, ochra, szlachetne złoto, brąz.

Fot. archiwum Ariela Kuli

Za kilka lat obraz na kołach będzie wyglądał tak samo efektownie?

Jest zabezpieczony chyba siedmioma warstwami lakieru. To ochrona przez zabrudzeniami, uszkodzeniami, także przed blaknięciem.

Samochody ciężarowe pracują nieraz w ekstremalnych warunkach. Pod słońcem Hiszpanii i na lodowych pustyniach Norwegii.

Dlatego lakiernik pracował dłużej niż ja. Sześć tygodni.

Pan pracuje tylko aerografem? Nakładanie powłok lakierniczych…

Zostawiam zawodowemu lakiernikowi. Umiałbym polakierować elementy karoserii, ale nie specjalizuję się w tym. Malowanie ciężarówki to naprawdę dużo roboty. Dla kilku osób. Ja pracuję na małych ciśnieniach, technologia LVLP (Low Volume Low Pressure – przyp. red.), korzystam z mobilnej niedużej sprężarki. Aerograf ma 3,5 bara, pistolet lakierniczy 7–8 barów.

Ile musiał zapłacić artyście i lakiernikowi ten, kto wymarzył sobie spartańską ciężarówkę?

Tajemnica zawodowa i handlowa. Łączne koszty malowania i tuningu wyniosły kilkadziesiąt tysięcy złotych. Farby, taśmy, folie kosztowały 5,5 tys. zł. Nie poszło tego aż tak dużo. Więcej kosztowały aluminiowe felgi, chromy, specjalne oświetlenie. Przyczepa święci się od spodu na czerwono. To był kompleksowy projekt. Wyjątkowo efektowny. Nawet logo mercedesa miało być wymienione na znaczek omega. Ważny symbol w kulturze greckiej. Z tego, co pamiętam, miało być laserowo cięte z kwasówki (blachy nierdzewnej – przyp. red.), ale chyba czasu zabrakło. Nie chodziło o pieniądze. Po prostu auto wyjechało w trasę.

Fot. archiwum Ariela Kuli

Wyciąć logo renomowanej firmy?

Generalnie podczas tuningu usuwa się znaki, logotypy. Nawet najbardziej znanych marek. Kiedy mieszkałem w Azerbejdżanie, to widziałem porsche i inne luksusowe auta bez znaczków. W pierwszej chwili nie mogłem rozpoznać, co to za model. Firmy specjalizujące się w tuningu robią cuda! U nas też ta branża się rozwija, tylko że nie mamy tylu milionerów…

Tylu, ilu w Azerbejdżanie?

Baku to drugi Dubaj. Żyją z ropy. Są petrodolarową potęgą. Warszawa nie umywa się do stolicy Azerbejdżanu. Oficjalnie mieszka tam 2,5 mln ludzi. Nieoficjalnie – dwa razy tyle. Powstały tam imponujące biurowce, hotele, muzea, obiekty sportowe. Projekty realizowała tam Zaha Hadid, najsłynniejsza współczesna architekt.

Co Ariel Kula robił w Baku?

Też robiłem tam projekt. Mural. Z artystą z Krakowa.

Fot. archiwum Ariela Kuli

Gdzie jeszcze można oglądać pana ścienne malowidła?

Na przykład w Rzymie. Restauracje, pizzerie. Takie różne fajne widoczki, wąskie uliczki. Pokazane w perspektywie. Pracowałem także w Niemczech, Holandii, Skandynawii. W Szwecji robiliśmy mural o powierzchni 1,8 tys. mkw. Chyba w pięć osób działaliśmy wtedy. To nie było artystyczne malowanie, tylko po prostu wykonawstwo. Pracowaliśmy dla firmy, która buduje ogromne place zabaw. Wesołe miasteczka, bawialnie pod dachem. Wielkości hipermarketu. Montują urządzenia. My robiliśmy tło według projektu. Malowaliśmy zwierzątka, step, sawannę, Afrykę. Ta szwedzka firma miała kontrakt na ponad dwadzieścia takich obiektów w całej Europie. Brali dziesięciu, nawet dwunastu graficiarzy z Polski i pryskaliśmy. A to jakiś wodospad, a to las, a to jakieś samochody.

Fot. archiwum Ariela Kuli

Zjechał pan z aerografem kawał świata.

Miałem jechać nawet do Australii, Malezji, Singapuru. Ale dziecko mi się urodziło i zostałem w domu.

Teraz już chyba pracuje pan pod własnym szyldem. Nie trzeba kolorować wesołych miasteczek.

Tak. Od dwóch lat nie jeżdżę. Agencja, która nas zatrudniała, była w porządku, lecz w pewnym momencie zaczęli ściągać tańszych – Ukraińców, Białorusinów… Ja mam swoje zlecenia, swoje pomysły. Malowanie dla nich przestało się opłacać. Tym bardziej że pracownikom z Europy Zachodniej za zwykłe malowanie wałkiem płacili tyle samo, co nam za malowanie artystyczne…

Najbardziej lubi pan pracować aerografem?

Teraz idę w malarstwo cyfrowe. Kupiłem profesjonalny sprzęt, tablety. Inwestuję duże pieniądze w oprogramowanie. Najbardziej interesuje mnie właśnie digital painting, animacja. Malowanie na tablecie. A dla przyjemności maluję obrazy olejne. Tradycyjna technika, lecz nowa treść: człowiek maszyna, fantasy, surrealizm. Moje malarstwo nawiązuje do transhumanizmu. Sporo jeżdżę ze swoją wystawą „Człowiek, maszyna, tożsamość”. Zapraszają mnie na różne konkursy, festiwale fantastyki, komiksu. Jako jurora. Malowałem mural na „Pyrkonie” w Poznaniu.

Fot. archiwum Ariela Kuli

Skąd artystyczne zainteresowania? Warsztat? Uczył się pan w liceum plastycznym? ASP?

Nie. Jestem samoukiem. Kończyłem kierunki pedagogiczne. Również plastykę z pedagogiką. Można zatem powiedzieć, że mam wykształcenie trochę związane ze sztuką, natomiast nie uczyłem się rysunku, nie studiowałem malarstwa.

Którą ze swoich prac umieściłby pan na okładce katalogu? Z której jest najbardziej dumny?

Wykonałem ponad 200 obrazów. Jeśli chodzi o murale, to może chwaliłbym się Wiedźminem. Namalowanym w pokoju dla gracza, fanatyka.

Fot. archiwum Ariela Kuli

A ciężarówka ze Spartanami?

Też udana. Ale o tym, że zdobyła pucharek na Master Truck 2017, zajęła wysokie miejsce, dowiedziałem się okrężną drogą. Wiele miesięcy po imprezie.

Myślałem, że truckerzy zasypali pana zleceniami, kiedy zobaczyli Leonidasa i jego wojowników.

Były zapytania, lecz na razie bez konkretów. Całościowe ozdabianie ciężarowego to duże kwoty. I wyzwanie organizacyjne, logistyczne. Ja nie mam swojej infrastruktury, więc trzeba by wynająć halę, załatwić sprzęt. Jeśli robota jest daleko od domu, dochodzą koszty zakwaterowania. Gdyby chciał pan zatrudnić na miesiąc kilku graficiarzy, a przecież duże projekty tego wymagają, okazałoby się, że farby i robocizna stanowią zaledwie cząstkę budżetu.

Fot. archiwum Ariela Kuli

Tym bardziej warto docenić Jończyk Transport.

Tak. Bo nawet dla dużych przewoźników takie artystyczne malowanie jest sporym finansowym obciążeniem. Mnie najbardziej zdziwiło, że ten mercedes podstawiony do malowania to była nówka sztuka. Kupiona dwa miesiące wcześniej. Fajnie, że są przedsiębiorcy, którzy decydują się na spektakularne projekty. Dzięki nim na drogach nie jest nudno. Wszystkie wozy nie są takie same. Przynosi to również korzyści firmie. Staje się ona rozpoznawalna, buduje pozytywny wizerunek. Kamil Jończyk posiada dużą flotę. Chciał mieć wypasionego flagowca i taki flagowy okręt powstał. Niedawno coś mi wspominał, że planuje pomalować jeszcze jeden ciągnik. Ale jakie motywy miałyby się na nim znaleźć, to chyba jeszcze niesprecyzowane.

A osobówki można u pana pomalować?

Oczywiście. Tylko że też trzeba by wynająć halę albo większy garaż. Miałem chyba dwa pytania od właścicieli aut osobowych. Na razie jednak bez finalizacji.

Fot. archiwum Ariela Kuli

Bo do wynagrodzenia artysty dochodzi zakup taśm, folii, podkładu, farb, załatwienie jakiejś dmuchawy. Koszty zniechęcają?

Wydaje mi się, że prosty system wentylacji, ogrzewania jest do załatwienia za niewielką kasę. Może kiedyś, jak już wybuduję wymarzony dom, przygotuję również mały własny warsztacik i wtedy będę miał wielu klientów samochodziarzy. Aerografia stwarza duże możliwości ozdabiania aut. Ograniczeniem jest tylko nasza wyobraźnia.

Tomasz Maciejewski
Z innej strony
Miej rękę na pulsie!
Najciekawsze informacje o branży TSL co tydzień na Twojej skrzynce e-mailowej
Wyrażam zgodę na przetwarzanie przez X Project sp. z o.o., moich danych osobowych w postaci adresu poczty elektronicznej w celu przesyłania mi informacji marketingowych. WIĘCEJ

Wyrażam zgodę na przetwarzanie przez X Project sp. z o.o., moich danych osobowych w postaci adresu poczty elektronicznej w celu przesyłania mi informacji marketingowych dotyczących produktów i usług oferowanych przez X Project sp. z o.o., za pomocą środków komunikacji elektronicznej, stosownie do treści przepisu art. 10 ust. 1 i 2 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną.

Szczegółowe zasady dotyczące przetwarzania danych osobowych i zgód marketingowych wyrażone są w klauzuli informacyjnej. Przed wyrażeniem zgód marketingowych prosimy o zapoznanie się z jej treścią.

Fleetguru informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies
zamknij