Od „ogórka” po nowe pojazdy Ursusa. Polacy potrafią produkować całkiem niezłe autobusy!

11 lutego
Z innej strony

Polska jest europejskim liderem w produkcji autobusów. Niestety, nie idzie to w parze z rozwojem naszych własnych technologii.

MAN, Volvo, Scania – te znane motoryzacyjne koncerny posiadają w Polsce fabryki, w których produkują autobusy. To właśnie z nich wyjeżdżają pojazdy, trafiające później głównie do Niemiec i Szwecji. Niestety, polski wkład nie jest zbyt wielki. Ogranicza się do ciężkiej pracy. Cała koncepcja i technologia jest wymyślana gdzie indziej.

Jednak nie zawsze tak było. Kiedyś byliśmy potęgą, której namiastkę znaleźć można chociażby w niedawnej działalności firmy Solaris. Ale zacznijmy od początku.

„Stonka” i „ogórek”, czyli produkty fabryki w Jelczu

Od zakończenia drugiej wojny światowej rosło zapotrzebowanie na usługi związane z transportem publicznym. Brakowało dobrej sieci dróg, ale ludzie musieli się przemieszczać. Wobec tego narodził się pomysł stworzenia polskiego autobusu. Zajęły się tym Jelczańskie Zakłady Samochodowe. Powstały w 1952 roku na terenach byłej niemieckiej fabryki zbrojeniowej Bertha Werke, która istniała w Jelczu jeszcze w czasie wojny. Jeden z pierwszych opracowanych tam projektów to autobus zastępczy zwany „stonką”. Stworzony na bazie podwozia samochodu ciężarowego star 20, pozwalał na przewóz 25 osób.

Pod koniec 1959 roku na ulice polskich miast wyjechał jelcz 043, popularny „ogórek”. Miał charakterystyczny podłużny kształt, nieco zaokrąglony, niewiele różniący się przód i tył. Szoferka była umiejscowiona bardzo wysoko. Jelcz był wynikiem polsko-czeskiego mariażu. Model 043 był bowiem odmianą czechosłowackiego autobusu skoda 706 RTO. Nadwozie tego pojazdu stworzono z zespawanych w jedną całość zamkniętych i otwartych stalowych profili. Poszycie zewnętrze to stalowe blachy połączone nitami. Autobus przewoził 42 pasażerów. Dodatkowych 10 mogło spocząć na rozkładanych fotelach. Nad oknami bocznymi do dyspozycji pasażerów były wewnętrzne półki, które umożliwiały transport bagażu. Silnik umiejscowiony był z przodu, tuż nad osią kół przednich. Pojazd był wyposażony w 5-biegową przekładnię. Na bazie tego modelu powstały inne autobusy miejskie. Produkcję wstrzymano dopiero w 1986 roku.

PR110 już tylko w muzeum

Z fabryki w Jelczu wyjechało wiele autobusów. Niektóre do niedawna jeździły jeszcze po ulicach polskich miast. Choćby jelcze PR110. Ich produkcja ustała w 1992 roku, ale… 15 lat później można je było jeszcze spotkać na ulicach Torunia.

Od 1976 roku wyprodukowano około 12 tys. egzemplarzy tego modelu. Jeden pojazd można podziwiać w Muzeum Techniki i Komunikacji w Szczecinie. Kanciaste nadwozie, tylko dwoje drzwi i możliwość zmieszczenia na pokładzie 97 pasażerów – wszystko to sprawiło, że zaprzestano produkcji PR110.

Fot. Kerim44, Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0

Sama marka cieszyła się jednak dużym zainteresowaniem. Dlatego stworzono jelcza —autobus sanitarny, napędzany gazem ziemnym, czy zamieniony w kompletną klimatyzowaną i wygodną salę konferencyjną. Zakłady w Jelczu nadal funkcjonują i produkują samochody ciężarowe oraz części do nich.

Piękny i wiecznie młody H9

W latach 1973–2006 w Sanoku powstawały znane autobusy, takie jak choćby autosan H9. To pojazd płaski z przodu i z tyłu, z charakterystycznym załamaniem linii dachu w przedniej części. Autobus kursował pomiędzy miastami, ale był także wykorzystywany na liniach turystycznych. W tym drugim przypadku autosany były, jak na tamte czasy i standardy, ekskluzywnie wyposażone. Miały fotele lotnicze, które wpływały na lepszy komfort podróży. Co ciekawe, na tle innych autobusów H9 wyróżniało wysokie zabezpieczenie antykorozyjne, które sprawiało, że te pojazdy były wiecznie piękne i młode. Miejska odmiana tego pojazdu mogła przewieźć 70 pasażerów, z czego 23 na miejscach siedzących. Model ten podlegał wielu zmianom i modernizacjom. Dostosowywał się do wymogów czasów i potrzeb pasażerów. Modyfikowano ogrzewanie, układ wydechowy, co znacznie wpływało na ograniczenie hałasu z zewnątrz. Autobus miał kilka wcieleń. Był wykorzystywany do handlu obwoźnego, jako laboratorium badające skażenie środowiska, w służbie Instytutu Gruźlicy we Wrocławiu (z aparatem rentgenowskim) czy jako poczta na kółkach.

Fot. Lowdown, Wikimedia Commons, CC BY-SA 3.0

Sukcesy Solarisa i… sprzedaż firmy

W 1994 roku powstało przedsiębiorstwo Neoplan Polska. Założycielami spółki byli Krzysztof Olszewski i jego żona Solange. Ta firma o polskim kapitale początkowo zajmowała się wyłącznie dystrybucją produktów niemieckiego przedsiębiorstwa – Neoplanu. W 1996 roku, dzięki licencji, zaczęto produkować pierwsze miejskie autobusy marki Neoplan. Firma od początku dążyła do tego, żeby jej pojazdy w całości powstawały w Polsce. Począwszy od projektu przez prototyp aż po produkcję. To się opłaciło. Zwłaszcza po przekształceniu firmy i powstaniu marki Solaris Bus & Coach. Stało się to po wchłonięciu Neoplanu przez firmę MAN. Solaris jest obecnie największym producentem autobusów miejskich na rynku polskim i jednym z czołowych na europejskim.

Solaris posiada cztery zakłady – w Bolechowie, Poznaniu oraz dwa w Środzie Wielkopolskiej. Produkuje autobusy miejskie, tramwaje oraz trolejbusy. Firma jako pierwsza wprowadziła na rynek europejski autobus z napędem hybrydowym. Wyróżnia się on nowoczesnym designem, szkieletem ze stali nierdzewnej, a także nowatorskim wydłużeniem przedniej szyby, która dzięki asymetrii powoduje, że kierowca ma lepszą widoczność.

Fot. Matel4472, Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0

Solarisy jeżdżą nie tylko w Polsce, ale również w Europie. Spotkać je można na ulicach Niemiec, Portugalii, Estonii czy Włoch. Jednak w 2018 roku Solange i Krzysztof Olszańscy sprzedali rodzinną firmę hiszpańskiej spółce CAF, zajmującej się projektowaniem i produkcją taboru kolejowego oraz pojazdów szynowych. Wartość transakcji wyniosła ponad 300 mln euro.

Polskie konsorcjum produkuje elektryki

Polskie firmy idą z duchem czasu. Stąd elektryczne niskopodłogowe autobusy produkowane przez konsorcjum AMZ-Kutno oraz Ursus Bus. Takie jak 12-metrowy AMZ CS10E. Wyróżnia go nowoczesny design, który zaprojektowała poznańska agencja reklamowa. Dolną krawędź przedniej szyby autobusu wyprofilowano w ten sposób, że sprawia wrażenie, jakby pojazd się uśmiechał. Według producenta na jednym ładowaniu autobus przejedzie około 240 km. Co ciekawe, jest też prototypowy pojazd o napędzie wodorowym.

Fot. Karol Szadkowski (AMZ Kutno), Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0

Z kolei ursus city smile fuel cell electric bus został zaprezentowany w 2016 roku na targach motoryzacyjnych w Hanowerze. Może przewieźć 75 pasażerów, w tym 28 na miejscach siedzących. Pojazd spala 7 kg gazu na 100 km, co daje możliwość przejechania bez tankowania 450 km. Tankowanie wodoru trwa 10 minut. W ruchu miejskim to korzystne rozwiązanie. Pojazd nie hałasuje oraz nie emituje spalin.

Małgorzata Tobiasz
Z innej strony
Miej rękę na pulsie!
Najciekawsze informacje o branży TSL co tydzień na Twojej skrzynce e-mailowej
Wyrażam zgodę na przetwarzanie przez X Project sp. z o.o., moich danych osobowych w postaci adresu poczty elektronicznej w celu przesyłania mi informacji marketingowych. WIĘCEJ

Wyrażam zgodę na przetwarzanie przez X Project sp. z o.o., moich danych osobowych w postaci adresu poczty elektronicznej w celu przesyłania mi informacji marketingowych dotyczących produktów i usług oferowanych przez X Project sp. z o.o., za pomocą środków komunikacji elektronicznej, stosownie do treści przepisu art. 10 ust. 1 i 2 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną.

Szczegółowe zasady dotyczące przetwarzania danych osobowych i zgód marketingowych wyrażone są w klauzuli informacyjnej. Przed wyrażeniem zgód marketingowych prosimy o zapoznanie się z jej treścią.

Fleetguru informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies
zamknij