Łódzki pomysł podbije rynek przesyłek kurierskich? Mebel naszpikowany elektroniką ma potencjał

3 kwietnia
Z innej strony

– Cieszy nas, że dostajemy dużo zapytań z zagranicy. Działamy krótko, ale odzew jest obiecujący. Dużo już się wydarzyło. Wciąż jesteśmy małą firmą, ale mamy zwrotność startupu – mówi w rozmowie z Fleetguru Marcin Ciącio, współzałożyciel łódzkiego startupu Collectomate, który odpowiada za wprowadzenie na rynek kolektomatów, czyli naszpikowanych elektroniką metalowych szaf ze skrytkami.

Jak usprawnić transfer przesyłek kurierskich? Odpowiedź jest prosta: wystarczy wstawić do biura, recepcji lub budynku mieszkalnego kolektomat, czyli naszpikowaną elektroniką metalową szafę ze skrytkami. O pomyśle, który ma ułatwić życie milionom odbiorców, przestępującym z nogi na nogę w oczekiwaniu na kuriera, rozmawiamy z Marcinem Ciąciem, współzałożycielem łódzkiego startupu Collectomate.

Mikołaj Radomski: To przypadek, że firma powstała w Łodzi?

Marcin Ciącio: Łódź to nasze miasto. Połączyła nas wszystkich, czyli Rafała Dylewskiego, Tomka Tomczaka, Jarka Bieniuka, Lecha Kaniuka i mnie. Tak samo patrzymy na nasze miasto i ludzi, a spotkaliśmy się w klubie piłkarskim Widzew Łódź. Mamy wspólny biznes, ale przede wszystkim łączą nas prywatne relacje, przyjaźnimy się, możemy na sobie polegać. Stworzyliśmy spółkę, która jest sumą naszych kompetencji i doświadczeń. Rafał Dylewski to lokalny Steve Wozniak (amerykański inżynier i wynalazca polskiego pochodzenia, projektant i konstruktor komputerów Apple – przyp. red.) z niezwykłym potencjałem i technologiczną wiedzą, Lech Kaniuk osiągnął bardzo wiele m.in. jako twórca PizzaPortal.pl, Tomek Tomczak i Jarek mają doświadczenie inwestycyjne, ja wniosłem background sprzedażowy. Dzięki temu udało się nam opakować pomysł technologią i stworzyć Collectomate.

Od lewej: Rafał Dylewski, Marcin Ciącio, Lech Kaniuk

Przypomina mi się „Ziemia obiecana” Władysława Reymonta i słynny cytat: „Ja nie mam nic, ty nie masz nic, on nie ma nic. To razem właśnie mamy tyle, w sam raz tyle, żeby założyć wielką fabrykę”. Widzisz jakąś analogię?

Nasz projekt wpisuje się w ducha „Ziemi obiecanej”, jak wszystkie startupy, lokalne pomysły na biznes, mamy w sobie pierwiastek fabrykanckiej Łodzi. Nasze miasto jest w innym miejscu – pędzi do przodu nadrabiając dekady, kiedy różnica między Łodzią a innymi aglomeracjami była widoczna gołym okiem. Musieliśmy gonić większe miasta. Zawsze traktowałem to jako atut, ponieważ Łódź musiała nadrobić dystans w krótszym czasie – i robi to! Można sympatyzować lub nie z panią prezydent, lokalnymi władzami, ale nie da się podważyć tego, jak bardzo zmieniło się miasto i jak bardzo jeszcze będzie się zmieniać. Jestem z tego dumny.

Podkreślasz lokalność firmy, ale wizję macie globalną?

Myślimy lokalnie, ale działamy globalnie. Nie zapominamy jednak, że mieszkamy w Łodzi i tu lokujemy nasze najważniejsze aktywności rodzinne, charytatywne. Staramy się być dobrymi ambasadorami miasta, niezależnie od skali projektu, w którym bierzemy udział.

To przejdźmy do rzeczy. Czym jest Collectomate? Jak to działa?

Collectomate zmienia obsługę przesyłek w biurach, budynkach mieszkalnych i użyteczności publicznej w jeden harmonijny proces. Nasze rozwiązanie oszczędza czas dzięki automatyzacji, pozwala lepiej organizować pracę, jest nowoczesne, bezpieczne i smart. To nasza odpowiedź na szukanie świętego Graala, czyli usprawnienie procesu ostatniej mili w procesie dostarczania przesyłek.

Obserwujemy zawrotne tempo wzrostu rynku przesyłek w Polsce. Postanowiliśmy ten system usprawnić. Norwegowie przeprowadzili badania, z których wynika, że jeżeli wyeliminujemy kuriera na ostatnim etapie dostarczania przesyłek, to uda się oszczędzić 48 proc. czasu. Kolektomat to Internet Rzeczy, mebel naładowany technologią, który wyprodukowała łódzka firma Mikomax Smart Office z 30-letnim doświadczeniem w produkcji mebli. Collectomate pozwala odebrać przesyłkę, kiedy chcemy i tam, gdzie jest najwygodniej, czyli w pracy, bez odbierania awizo, czekania i zjeżdżania do recepcji po odbiór paczki.

Fot. Collectomate

Czyli nie jesteście firmą kurierską.

Absolutnie nie. W Collectomate każdy użytkownik w procesie jest beneficjentem projektu: kurier, pracownik recepcji i przede wszystkim osoba, która zamawia przesyłki. To układ triple win, w którym również właściciele/zarządcy nieruchomości zyskują nową wartość dla swoich pracowników, najemców.

Oferujecie kolektomaty i aplikacje, dzięki którym można z nich korzystać?

Kolektomat to inteligentny mebel dopasowany do miejsca, w którym ma stanąć. Moduły można dowolnie konfigurować w zależności od potrzeb. W jednym kolektomacie może być od sześciu do czternastu skrytek. Moduły nie muszą stać obok siebie, można je dostawiać w czasie świątecznych pików. Całością zawiaduje specjalna aplikacja App Collectomate, pełniąca funkcję asystenta przy odbiorze i dostarczaniu przesyłek.

Takie skrytki są w urzędach pocztowych od lat...

Ale kolektomat jest bliżej, pod nosem, w miejscu pracy lub zamieszkania, a na pocztę trzeba pójść. Jest wygodniej, szybciej, odbieramy przesyłkę, kiedy chcemy. Bez ograniczeń związanych z godzinami pracy urzędu.

Fot. Collectomate

Skąd pomysł na takie rozwiązanie?

Taka jest potrzeba ludzi. Pracujemy w biurowcach i sami zaczęliśmy obserwować, jaki problem stwarzają przesyłki w recepcjach budynków. Zakupy w sieci rosną geometrycznie w każdym roku. Jasne było dla nas to, że problem będzie się zwiększał, więc spróbowaliśmy się z nim zmierzyć.

Ile czasu upłynęło od pomysłu do jego realizacji?

Collectomate to dla nas właściwie cały 2018 rok – od pomysłu do wdrożenia. W tym czasie założyliśmy spółkę i pozyskaliśmy do współpracy fundusze. To nie było łatwe.

W 2018 roku pozyskaliście 1,4 mln zł na start od funduszy Kogito Ventures i Younick Mint. Łatwo wyciągnąć pieniądze z kieszeni inwestorów?

Jeżeli masz bardzo dobry pomysł, dobrze policzony, zespół ludzi i jesteś dobrze przygotowany do rozmów, to może się udać. Cieszymy się, że nam się udało, ale zgodnie z maksymą bliskiego mi trenera Czesława Michniewicza staramy się „cieszyć krótko, a smucić jeszcze krócej”. Nie celebrujemy tego, a idziemy dalej.

Chcecie zrewolucjonizować rynek przesyłek kurierskich w Polsce?

Nie chcemy robić rewolucji, ale rozwiązywać konkretne problemy i odpowiadać na potrzeby, zmieniać codzienne życie. Collectomate może się udać, ponieważ ułatwia życie i jest smart.

Fot. Collectomate

Firmy kurierskie pewnie patrzą na was jak na wrogów?

Kurier ma siedem minut na obsługę jednego adresu. W tym czasie musi znaleźć miejsce parkingowe i dostarczyć przesyłkę odbiorcy. Jeżeli będzie mógł zostawić przesyłkę w kolektomacie, oszczędzi swój czas. Rozwiązaliśmy jego problem. Collectomate to wartość również dla firm kurierskich.

Kto płaci za ustawienie kolektomatu – odbiorca przesyłki czy firma kurierska?

Abonament za kolektomat płaci właściciel budynku lub najemca biura. Może to potraktować jako usługę dla swoich pracowników. Jest to dodatkowa wartość, podobnie jak np. pokoje z piłkarzykami. Ale jest też korzyść dla pracodawcy. Nie oszukujmy się, wszyscy zamawiamy przesyłki do pracy, także prywatne. Kurier nie musi już zostawiać przesyłki w recepcji. To ważne także w kontekście przepisów RODO. Zwiększamy bezpieczeństwo. Świadomość tego, że nie powinno się zostawiać przesyłek w recepcji, bo są na nich dane chronione, nie jest jeszcze powszechna. Kolektomat może posłużyć również jako locker pracowniczy. Można w nim zostawić też coś dla kolegi z pracy. Abonament miesięczny za korzystanie z kolektomatu wraz z aplikacją wynosi 799 zł.

Nie jest to chyba kwota nie do udźwignięcia dla firm?

To ma być rozwiązanie powszechnie dostępne, a nie bardzo drogie.

Fot. Collectomate

Podpisaliście umowę z Microsoftem. Co to dla was oznacza?

To wielkie wyróżnienie, ale nie to jest najważniejsze. Umowa oznacza, że jesteśmy w ekosystemie giganta, mamy dostęp do jego know-how, poznajemy niezwykle zdolnych i otwartych ludzi, którzy są w środku, a także mamy dostęp do klientów Microsoftu, do których sami musielibyśmy dotrzeć. Podpisanie umowy z Microsoftem nie jest proste, ale jesteśmy przykładem, że warto spróbować. To ogromna przygoda.

Współpraca z Microsoftem już się jakoś materializuje?

Nie chcę zdradzać szczegółów, ale tak, materializuje się. Dzięki zaangażowaniu teamu Microsoftu, od którego dużo można się nauczyć.

Od kiedy działacie i jakie jest zainteresowanie waszymi rozwiązaniami?

Oficjalnie spółka powstała pod koniec 2018 roku, ale praktycznie działamy od początku tego roku. Jak dotąd podpisaliśmy umowę z firmą Skanska. Collectomate działa w biurowcach Spark w Warszawie i Campus 6 w Bukareszcie. W piątek mieliśmy „wodowanie” we Wrocławiu, a już niebawem pojawią się kolejne dwie lokalizacje. Cieszy nas, że dostajemy dużo zapytań z zagranicy. Działamy krótko, ale odzew jest obiecujący. Dużo już się wydarzyło. Wciąż jesteśmy małą firmą, ale mamy zwrotność startupu. Jesteśmy w takim miejscu, że dużo i ciężko pracujemy. Chyba najlepiej opisał to Richard Branson (brytyjski przedsiębiorca, miliarder, twórca obejmującej ponad 400 firm Virgin Group – przyp. red.): „Początkowe dni ambitnego startupu są jedyne w swoim rodzaju. To okres dużej dynamiki i wysokiego ryzyka. Ze wspólnych doświadczeń rodzi się wspaniały duch współpracy, poczucie koleżeństwa, które pomogą firmie przetrwać niejedną trudną chwilę. Rzadko kiedy twój zespół będzie pracował ciężej niż w tym okresie”.

Jak łatwiej stworzyć firmę – zespołowo czy w pojedynkę?

Prowadzimy biznes oparty na relacjach. Łączą nas otwartość, zaufanie i kompetencje. Znamy się i lubimy ze sobą przebywać. Samemu byłoby zdecydowanie trudniej. Otwartość na innych jest elementem sukcesu. Nie potrzebujemy umów NDA (poufności – przyp. red.) z wysokimi karami, żeby zacząć biznes. Uważam, że relacje są najważniejsze. Biznes to ludzie. Biznes oparty tylko na Excelu na koniec dnia ma mniejsze szanse powodzenia. W zgranym zespole łatwiej radzić sobie z trudnościami i porażkami, które przychodzą. Porażki to też nieodłączny element biznesu.

Jak przebudzę się rano ze świetnym pomysłem, to lepiej się nim z kimś podzielić, czy chować go w głowie? Od czego zacząć?

Proponuję spisać swój pomysł możliwie dokładnie i obszernie. Później poszukać kogoś, kto to przeczyta, poszukać ekspertów w inkubatorze technologicznym, akceleratorze czy startupie, odważnie i otwarcie porozmawiać z jakimś aniołem biznesu. Super, jeżeli ktoś ma już ze sobą gotowy produkt. Jeżeli ma to sens, to może coś z tego wyjdzie. Nie można nosić pomysłu tylko w swojej głowie. Trzeba spróbować, ponieważ „próba może zakończyć się powodzeniem lub nie. Natomiast jeżeli nie spróbujesz, to odpowiedź wciąż brzmi nie”. To cytat z „Siły pędu” naszego wspólnika, Lecha Kaniuka. Na koniec dnia to rynek powie, czy tego potrzebuje.

Jak za rok będzie wyglądała firma?

Mam nadzieję, że za rok będę mógł pracować mniej, że uda się ustabilizować spółkę, że będziemy mieli ją „nad wodą”, że będziemy wdrażać kolejne kolektomaty, ulepszać je, dopasowywać do oczekiwań klientów. Przede wszystkim chciałbym, abyśmy nie stracili siły pędu, którą mamy teraz.

Jest w tym wszystkim czas na czytanie książek?

To chyba jedyna aktywność, której nie zaniedbałem. Niestety, wielu zapracowanych przedsiębiorców nie czyta, a to błąd. Czytam w modelu książka biznesowa przekładana inspirującą biografią. Staram się zawsze znaleźć czas na czytanie – podróż pociągiem jest świetną okazją. Wystarczy wyłączyć na ten czas komunikatory. Ważne, aby pamiętać o rodzinie i jej nie zaniedbywać. Nie zgubić tego, bo żaden fundusz tego nie zrekompensuje. Ja pracuję długo i ciężko od poniedziałku do piątku. Natomiast w weekend oddaję 100 proc. czasu mojej rodzinie. I wtedy nawet Barack Obama się do mnie nie dodzwoni.

Mikołaj Radomski
Z innej strony
Miej rękę na pulsie!
Najciekawsze informacje o branży TSL co tydzień na Twojej skrzynce e-mailowej
Fleetguru informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies
zamknij