Wszystko zaczęło się od pomarańczowego rosołu. Teraz menu Kuchni Truckera jest dużo bogatsze

2 września
Z innej strony

Kiedyś z gotowaniem łączyło go tylko nazwisko, teraz jest kulinarnym drogowskazem dla wielu kierowców. Na autohofach chętnie częstuje kolegów obiadem. – Nie daję jedzenia za coś, jedynie za dziękuję. Ale goście myją gary – opowiada z humorem Marcin Marek Kucharzyk, w drogowym świecie znany z Kuchni Truckera.

Mówi o sobie zawodowy kierowca i kucharz amator. Zaczął pitrasić, ponieważ miał dość zagęszczaczy, ulepszaczy, przeciwutleniaczy, barwników, konserwantów w tzw. gotowych daniach. To, co kupował w przydrożnych barach czy marketach, było niezdrowe i nie smakowało. Postanowił więc zabierać w trasę więcej słoików jedzenia przygotowywanego przez żonę. Wreszcie, podczas weekendowej pauzy w Hiszpanii, z dwoma innymi kierowcami zapragnął ugotować rosół. Oni mieli apetyt i dwie lewe ręce przy garach. On też nie miał pojęcia o kuchni, ale nie brakowało mu motywacji. Premierowe danie nie wygrałoby konkursu kulinarnego. Rosół wyszedł mocno marchewkowy, pomarańczowy i zbyt słodki. Ale dodało mu to odwagi. Później było już tylko lepiej, bardziej kolorowo, coraz smaczniej. Kiedy znudził się rosół, w menu pojawiły się inne zupy. Marcin Marek Kucharzyk zaczął szukać coraz odważniejszych przepisów, eksperymentować, doprawiać, mieszać, smażyć, opiekać, podduszać. Zaczął też fotografować to, co na talerzu. Zrobione w kabinie przysmaki ciekawie opisywał, a kolegów z branży zachęcał do naśladowania. I dzielenia się poradami dotyczącymi diety, zakupów na drogę, gotowania do słoików, pakowania próżniowego.

Fot. archiwum Marcina Marka Kucharzyka

– Moje pomysły na jedzenie w trasie? Czasem zaskakujące, niektórzy mówią o nich „bieda”, czasem bardzo proste, czasem skomplikowane, ale zawsze dużo lepsze od gotowców typu ADR ze sklepu – wyjaśnia autor strony internetowej Kuchnia Truckera i profili na Facebooku, Twitterze oraz Instagramie.

W sierpniu reklamował wśród kierowców pastę á la carbonara (Kazimierz i Krzysztof skorzystali z zaproszenia na obiad), instruował, jak przyrządzić makaron z mięsem, cebulą, czosnkiem, w sosie śmietanowo-jajecznym. Żartobliwie tłumaczył, że jeśli w truckerskiej spiżarni nie ma wina, można wlać pół szklanki piwa. A zamiast podgardla skroić boczek.

W cyklu „Weekendowe gotowanie” Kucharzyk niedawno serwował też pikantną zupę kurkową na indyku (podobno najlepsza w jego życiu!), wieprzowinę w czerwonym tajskim sosie curry, klopsiki z indyka w sosie porowo-paprykowanym, ostrą zupę węgierską z szynką, pieczeń z pieczarkami i kurczaka z warzywami po hiszpańsku. Na fanpage’ach truckerskiego mistrza kuchni można znaleźć wiele inspirujących przepisów i poprawić sobie humor, np. oglądając filmik z trzepaczką, miską, serkiem mascarpone i śmietaną kremówką w rolach głównych.

Fot. archiwum Marcina Marka Kucharzyka

Tomasz Maciejewski: Czy naprawdę zaczęło się od rosołu? Rosołu, którego pan i koledzy na parkingu nie potrafiliście ugotować?

Marcin Marek Kucharzyk, Kuchnia Truckera: Jeśli chodzi o gotowanie w trasie, to tak. Ta historia jest opisana w skrócie na mojej stronie. Widzę, że odrobił pan zadanie domowe przed wywiadem, co mi bardzo schlebia.

Zanim zaczęło się „gotowanie na ekranie”, był pan typowym zjadaczem hamburgerów, kebabów, steków? Czy naprawdę każdy kierowca może zostać niezłym kucharzem?

Może od końca: każdy może zostać kucharzem, jeśli tylko zechce. Oczywiście nie każdy, w tym i ja, może zostać mistrzem, ale gotowanie potraw domowych to żadna filozofia. Wystarczy postępować według przepisu, a z czasem nabiera się pewnej wprawy. Trudno to, co robię, nazwać gotowaniem na ekranie, bo w wideo nie czuję się najlepiej, choć czasem zdarza mi się zrobić jakąś krótką transmisję live na Facebooku. Mam w planach zacząć nagrywanie krótkich filmików z gotowania na tzw. time-lapsie, czyli ze zwiększoną prędkością, podkładem muzycznym i napisami. Ale ciągle nie mogę się zebrać w sobie, żeby dokupić sprzęt i nauczyć się montażu. Wracając do sedna – dalej jestem typowym zjadaczem hamburgerów, kebsów i przede wszystkim „stejków”, które uwielbiam. Tyle że coraz rzadziej w popularnych sieciówkach, częściej szukam lepszej jakości jedzenia. Zdarzyło mi się już robić w kabinie cheesburgera i steki. Gdy zacząłem jeździć, dość szybko okazało się, że nie mogę jeść kupnych słoików, bo są po prostu ohydne i czuję w nich smak plastiku, a nie tego, co jest napisane na etykiecie. Poprosiłem więc żonę, żeby ugotowała mi kilka dań, które zabrałbym w trasę. Potem sam nieśmiało zacząłem coś gotować podczas weekendów i wrzucać na swój prywatny profil na Facebooku, aż wpadłem na pomysł, żeby założyć Kuchnię Truckera.

Kierowcy zwykle jedzą szybko, tanio. Może im pan coś doradzić?

Niestety, taki urok tej pracy, że często brakuje czasu, kierowcy prawie zawsze się spieszą, więc tym bardziej ważne jest dobre odżywianie się. Nie jestem dietetykiem, żeby udzielać rad, ale w mojej kuchni staram się gotować zdrowiej, niż to wynika z naszej polskiej tradycji – ciężkiej, tłustej, smażonej kuchni.

Fot. archiwum Marcina Marka Kucharzyka

Czyli nie tylko unikać fast foodów, ale też schabowego?

Teraz pewnie narażę się wielu kierowcom lubiącym zjeść kotleta przed wyjazdem z Polski i po powrocie z trasy, ale równie kiepskie jak w fast foodach jest jedzenie w większości przydrożnych barów czy restauracji. Często smakuje też fatalnie.

Ile lat zbiera pan drogowo-kulinarne doświadczenia?

Jeżdżę od połowy 2007 roku, więc stuknęło mi już dwanaście lat w trasie.

Co jest firmowym daniem Kuchni Truckera? Co jest najsmaczniejsze? A co najtrudniejsze do zrobienia?

Zanim powstała Kuchnia Truckera, to był oczywiście rosół. Pamiętam, ok. ośmiu lat temu stałem z kolegą w Hiszpanii na 45-godzinnej pauzie w środku tygodnia. Jeździliśmy chłodniami. Przed załadunkiem powrotnym trzeba było zrobić pauzę weekendową. Akurat kończyłem gotować rosół, gdy przyjechał inny kierowca z Polski. Zaprosiłem go, bo zawsze zapraszam na jedzenie, i dla żartu powiedziałem, że gotuję lepszy rosół niż jego żona. On na to odpowiedział, że jego żona gotuje na weselach i zaraz sprawdzi, czy się za bardzo nie przechwalam. Po zjedzeniu zadzwonił do żony z informacją, że jadł lepszy rosół niż jej. Swoją drogą – samobójca. Najsmaczniejsze jest to, co możemy zjeść, gdy jesteśmy głodni! A najtrudniejsze – to nie wiem. Chyba przełamanie się, zwalczenie lenia i zabranie się za gotowanie. Nie można się załamywać, jeśli nie wychodzi od razu. Pomarańczowy rosół był dobry i przełomowy.

Czy na każdym postoju pan gotuje? Czy jednak czasem się nie chce?

Gotuję głównie w weekendy, bo wtedy mam czas. W tygodniu z reguły tylko makaron, kaszę, ryż lub ziemniaki i odgrzewam do tego przygotowane wcześniej w domu słoiki. Przepisy na moje dania do słoików też są na stronie.

Odkąd założyłem Kuchnię Truckera, jeszcze ani razu nie powtórzył się żaden przepis do słoika, a niedługo miną trzy lata, odkąd ją prowadzę. Zatem pomysłów dla innych kierowców na urozmaicone posiłki jest u mnie już całkiem sporo.

Fot. archiwum Marcina Marka Kucharzyka

Na czym gotuje się w trasie? Kuchenka turystyczna? Gazowa, elektryczna? Jakiś specjalny sprzęt?

Do niedawna królowały butle gazowe dwu-, trzykilogramowe, ale w związku z restrykcyjnymi przepisami w Niemczech (nie można wozić butli w kabinie, palnik ma być odkręcony i butla zamknięta dodatkową nakrętką), coraz częstszymi mandatami za nieprzestrzeganie tego, a także z dość atrakcyjną ceną kuchenek gazowych i kartuszy butle zaczynają być wypierane przez małe, walizkowe kuchenki. Są kierowcy, którzy wożą więcej ciekawych sprzętów, np. mając „swoją” naczepę z paleciarą, można wozić większe kuchenki dwu-, trzypalnikowe i więcej innych akcesoriów. Ja co trasę mam inny ciągnik, naczepy często przepinamy, więc siłą rzeczy muszę się ograniczać. Mam dwa garnki: jeden mniejszy na co dzień i drugi większy na weekendy. Do tego trzy deski do krojenia, trzy noże, chochelkę, trzepaczkę i pudło przypraw. Ale jest jeden znany na Facebooku kierowca kucharz Piotr Chmiel „Chmielu” (Gotuj z Chmielem), który wozi solidny grill elektryczny, dużą kuchenkę, wyciąg kuchenny przystosowany do używania w ciężarówce i prodiż.

Czy kabinę trzeba specjalnie przystosować, przebudować, wyposażyć?

Można, ale nic na siłę. Od dość dawna chodzi mi po głowie zbudowanie przenośnego, składanego okapu na 24 V, którego będę mógł używać przy gotowaniu, żeby oszczędzić tapicerce w kabinie zapachów. Mam już od dawna opracowany projekt, ale jakoś nie mogę się za niego zabrać. Nie trzeba żadnego super-hiper wyposażenia, choć można znaleźć w Internecie wypasione kuchnie zbudowane np. w paleciarach – ze zlewozmywakiem, blatem, automatycznie wyjeżdżające spod naczepy.

Na stronie Kuchnia Truckera widziałem proste, szybkie dania, ale też dość wymyślne potrawy, takie jak zupa kurkowa, pieczeń, klopsiki, pierożki. Pewnie są pracochłonne i dość drogie?

Gotuję różne rzeczy. Zależy, co mi przyjdzie do głowy i czy mam możliwość zrobienia zakupów przed weekendem, bo nie zawsze tak jest. Czasem muszę „szyć” z tego, co mam, stąd najczęściej są proste i szybkie dania. Do bardziej wymyślnych muszę się wcześniej przygotować, a jeszcze wcześniej wymyśleć lub znaleźć jakąś inspirację w Internecie lub książkach kucharskich, których kilka z reguły wożę ze sobą.

Jeśli chodzi o pracochłonność, to nie jest dla mnie odstraszające, bo – jak wcześniej mówiłem – gotuję głównie w weekendy, więc czasu mam pod dostatkiem. Czas szybciej leci, tym bardziej że podczas gotowania muszę jeszcze robić zdjęcia, potem je obrobić i napisać przepis na stronę. No i lubię celebrować swoje gotowanie, choćby to był tylko makaron z tuńczykiem z puszki. Każdy może ugotować każde moje danie, o ile tylko ma chęci. Nie jestem master chefem, żeby gotować jakieś megawykwintne potrawy. Zresztą jest mnóstwo lepszych kucharzy kierowców ode mnie. Czasem od innych kierowców dostaję zdjęcia potraw przygotowanych w trasie, przy których wpadam w kompleksy. A jeśli chodzi o wydatki, zakupy – nie przygotowuję nic droższego niż to, na co stać mnie z pensji kierowcy.

Fot. archiwum Marcina Marka Kucharzyka

Czyli ile kosztuje porządny obiad w drodze?

Gotując nawet jakieś bardziej skomplikowane dania, złożone z wielu składników, to i tak koszt raczej nie przekracza 20 euro za wszystko, a jedzenia jest dla trzech – czterech osób.

Jak pana aktywność kulinarną, m.in. na portalach społecznościowych i w mediach branżowych, komentują koledzy z branży? Chwalą? Krytykują? Proszą o dwie porcje na wynos? Widziałem, że za sześciopak można dostać słoik czegoś pysznego.

Z reguły pozytywnie. Ci, którzy są mocno zainteresowani, nawet entuzjastycznie i zawsze na wesoło… Jeśli mogę, to chciałbym w tym miejscu pozdrowić dwóch sympatycznych kolegów, Słonia i Kruszynę, i ich ekipę z firmy, ale też wszystkich aktywnych na moim profilu facebookowym.

Zdarzają się też zakompleksione smutasy, którzy piszą komentarze w stylu: „Nie stać was na normalne obiady na autohofach?”. Do takich nie mam serca i szybko dostają bana. I nie chodzi o krytykę, bo przyjmę każdą, która jest konstruktywna i może mnie czegoś nauczyć. Zdarzało się, że napisałem jakieś bzdury, np. o jedzeniu wegańskim, i pouczony przez uważnych czytelników – pozdrawiam Filipa – przepraszałem i przyznawałem się do błędu… Chodzi tylko o frustratów, którzy nie umieją cieszyć się własnym życiem i próbują zatruwać je innym.

Cena sławy.

– Cha, cha, cha,… Zdarzały się sytuacje „celebrytyzm +20”, że ktoś mnie rozpoznał: „To ty jesteś tym gościem z Kuchni Truckera? Ale zaje…”. To było miłe i fajne.

No bo, chcąc nie chcąc, stał się pan się truckerskim celebrytą.

Z tym celebrytyzmem to był żart! Wolę wytłumaczyć od razu, żeby frustraci nie mieli zbyt dużo pożywki.

A z sześciopakiem to również żart?

Z tym sześciopakiem to nie do końca tak, bo dostałem czteropak. A przede wszystkim to dałem wspomnianemu już Kruszynie dwa słoiczki tajskiego curry, które obiecałem mu przez telefon, a on z własnej woli odwdzięczył się piwem. Nie daję jedzenia za coś, jedynie za dziękuję. No i ewentualnie mam taką zasadę, że jeśli ja gotuję na weekendzie dla kogoś więcej niż tylko dla siebie, to goście myją gary.

Fot. archiwum Marcina Marka Kucharzyka

Obiadek za dziękuję. Miło.

Mało kto zdaje sobie z tego sprawę, ale głównym motorem do jakiegokolwiek działania, oprócz zaspokojenia podstawowych instynktów warunkujących przetrwanie, czyli głodu i przedłużenia gatunku, jest chęć przeżycia satysfakcji, czyli przyjemność umysłowa, a nie cielesna. Odczuwam satysfakcję, gdy moje jedzenie smakowało.

Satysfakcja jest ważna, ale są też obowiązki, codzienne problemy. W jakim systemie pan pracuje? Ma pan dużo wolnego czasu? Wielu kierowców, zamiast tracić godziny na kucharzenie, pewnie wolałoby pospać, odpocząć albo po prostu pogadać przez Skype’a z dzieciakami.

Od siedmiu lat jeżdżę w jednej firmie, w systemie 3/1, ale coraz bardziej przestaje mi to pasować. Powoli rozglądam się za pracą w systemie 2/1 lub 2/2. Rozłąka z rodziną to najgorsza rzecz w naszej pracy. Syn ma dwanaście lat, a jeśli policzyć, ile dni spędziłem w domu razem z nim i żoną, to wyjdzie około czterech lat, a osiem lat poza domem. To tak, jakbym nie znał ich przez osiem lat! Żadna Kuchnia Truckera ani nikt inny nie zwróci już nam tego czasu… Żeby od razu ukrócić teksty typu „w domu byś tyle nie zarobił”, oczywiście potwierdzam: nie zarobiłbym. Ale dojrzałem już do tego, że pieniądze to nie wszystko, rodzina jest ważniejsza. Pora na zmiany.

Kiedy na dłużej zostanie pan w domu, to co będzie serwować kuchnia? Co lubi pan gotować dla najbliższych? Niedawno widziałem pyszności z grilla…

W domu częściej gotuje żona, czasem teść. Koronne dyscypliny, w których mój teść jest mistrzem świata, to krupnik, kapuśniak, bigos i fasolka po bretońsku… Ja przygotowuję głównie potrawy do słoików, w trasę, choć też często pomaga mi w tym żona. Albo raczej ja jej. A grill to inny temat. Jak dla prawdziwego Janusza z Podkarpacia, tyle że bez wąsów, grill to moje królestwo.

Fot. archiwum Marcina Marka Kucharzyka

Co „Janusz z Podkarpacia” lubi oprócz kuchni i ciężarówek? Rower? Siłownię? Wędkowanie? Książki? Muzykę?

Kiedyś rower. Siłownia – tak. Teraz brak chęci i kondycji. Do wędkowania w moim wydaniu zawsze potrzebne jest mydło i ręcznik. Lubię czytać książki, fascynuje mnie okres od końca caratu w Rosji poprzez rewolucję bolszewicką do czasów upadku ZSRR. Muzycznie to chyba podobnie jak Seba (Polski kierowca w Szwecji) – stary dobry rock’n’roll i heavy metal. Oprócz tego moją wielką pasją jest fotografia. Pomijając robienie zdjęć do Kuchni Truckera, bo kulinarne, niestety, słabo mi wychodzą, nie ruszam się w trasę bez mojego nikona i statywu. Zawsze mam jeszcze ze sobą softbox, lampę błyskową, blendę i legalne oprogramowanie do obróbki zdjęć. Takie ministudio fotograficzne.

Gdyby nie był pan truckerem, pracowałby pan jako...? Zawodowi kierowcy są z wykształcenia np. budowlańcami, ogrodnikami, cukiernikami, ale też nauczycielami czy farmaceutami.

Trzeba by sprecyzować to pytanie: gdybym nie został truckerem, czy gdybym przestał nim być? Gdybym nie został, to nie mam pojęcia, jak potoczyłoby się moje życie. To był świadomy wybór na pewnym etapie życia. Dawno temu skończyłem liceum ogólnokształcące, które – jak sama nazwa mówi – nie uczy niczego, coś ogólnie i nic poza tym. Po takiej szkole można być każdym i nikim. Humanista ze mnie żaden, wolę raczej praktyczne zajęcia, gdy coś się dzieje, ruch, dynamikę, a nie siedzenie za biurkiem. Zaś gdybym przestał być kierowcą, to chciałbym być fotografem. I prawdę mówiąc, zdradzam teraz publicznie mój cel, do którego dążę. Założyłem niedawno na Facebooku i Instagramie profil „Nieciekawe Fotografie”, na którym publikuję swoje zdjęcia. Można na nich znaleźć m.in. mój reportaż z przygotowań do zlotu ciężarówek w Holandii na parkingu Asten BIGTruck Trophy 2019, zdjęcia z wesela, które fotografowałem w czerwcu pod Lublinem i inne, głównie z trasy. A jeśli dalsze życie ułoży się według mojego planu, czego bym sobie życzył, to coś trzeba będzie zrobić z Kuchnią Truckera. Co prawda to jeszcze nie jest jakaś supermarka w Internecie, ale szkoda byłoby zamknąć stronę po kilku latach bezinteresownego prowadzenia.

Fot. archiwum Marcina Marka Kucharzyka

Na koniec, jeśli nie nadużyję zbytnio gościnności, chciałbym pozdrowić mojego znajomego – Czarka Pysznego, który zaopatruje mnie czasem w nasiona do najostrzejszych papryczek na świecie. Dziękuję również za propozycję wywiadu. Mam nadzieję, że nie zanudziłem czytelników na śmierć.

Tomasz Maciejewski
Z innej strony
Miej rękę na pulsie!
Najciekawsze informacje o branży TSL co tydzień na Twojej skrzynce e-mailowej
Wyrażam zgodę na przetwarzanie przez X Project sp. z o.o., moich danych osobowych w postaci adresu poczty elektronicznej w celu przesyłania mi informacji marketingowych. WIĘCEJ

Wyrażam zgodę na przetwarzanie przez X Project sp. z o.o., moich danych osobowych w postaci adresu poczty elektronicznej w celu przesyłania mi informacji marketingowych dotyczących produktów i usług oferowanych przez X Project sp. z o.o., za pomocą środków komunikacji elektronicznej, stosownie do treści przepisu art. 10 ust. 1 i 2 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną.

Szczegółowe zasady dotyczące przetwarzania danych osobowych i zgód marketingowych wyrażone są w klauzuli informacyjnej. Przed wyrażeniem zgód marketingowych prosimy o zapoznanie się z jej treścią.

Fleetguru informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies
zamknij