Dzidziuś ma już dość Wysp. Kradzieże ładunków, pocięte plandeki – praca w Anglii to koszmar

28 czerwca
W drodze

– Co tydzień jeżdżę w okolice Birmingham. Próby kradzieży podejmowane są cały czas. Dlatego staram się już teraz robić przejazdy nocą i spać w dzień. Albo parkuję pod firmą, gdzie mam rozładunek. Naprawdę, jeżeli stajesz byle gdzie, możesz spodziewać się wyciętej plandeki – mówi w rozmowie z Fleetguru „Dzidziuś”, jeden z najpopularniejszych polskich truckerów.

Coraz więcej polskich kierowców zawodowych boi się wozić ładunki na Wyspy Brytyjskie. Kradzieże i napady stały się codziennością pracy truckera. Ludzie mówią, że praca tam to prawdziwy horror. Złodziejstwo na potęgę, wszystko za przyzwoleniem policji. Taką samą opinię ma „Dzidziuś Volvo”, czyli jeden z polskich truckerów najchętniej obserwowanych na FacebookuInstagramie. Zapraszamy do lektury wywiadu, którego udzielił Fleetguru.eu.

Fot. archiwum Dzidziusia Volvo

Mikołaj Radomski: Twoi znajomi nazywają cię Dzidziusiem. Pod takim pseudonimem funkcjonujesz też w mediach społecznościowych. Ale na zdjęciach wyglądasz trochę inaczej. Wysoki i nie taki młokos.

Dzidziuś Volvo: Rzeczywiście to tylko ksywka, którą dostałem prawie 30 lat temu, gdy rozpoczynałem pracę kierowcy zawodowego. Nadała mi ją pierwsza szefowa. Gdy kończyła się w Polsce komuna, miałem dziewiętnaście lat i zacząłem pierwszą pracę.

Dzięki kontaktom wujka dostałem robotę w niemieckiej firmie transportowej Lazar z siedzibą w Hamm. Właścicielka miała dwa samochody. Zostałem jej najmłodszym kierowcą. Najpierw jeździłem z nią, a potem, gdy mi już zaufała, dostałem samochód i ksywkę Dzidziuś, choć miałem 190 cm wzrostu i 100 kg wagi. I tak się to za mną ciągnie do dziś.

Fot. archiwum Dzidziusia Volvo

Rozumiem. Ale ty podpisujesz się „Dzidziuś Volvo”.

Od początku jeździłem volvo. Najpierw f12. Po komunie w Polsce takie samochody były nowością. Nikt nie wiedział, jak tym się jeździ. Musiałem się tego nauczyć. Moja szefowa wysłała mnie na szkolenie do Münster.

W sumie na 29 lat pracy 27 jeżdżę volvo. Była kiedyś scania i man na gazie, ale to nie to. Przyzwyczaiłem się do volvo i nie chciałbym się chyba już odzwyczaić. Samochód jest jak mieszkanie. Kierowca spędza w nim 90 proc. życia.

Fot. archiwum Dzidziusia Volvo

A teraz jedziesz volvo?

Tak. Mam fh z 2017 roku. Pełny komfort. I jadę właśnie po lewej stronie.

Czyli jesteś na Wyspach Brytyjskich?

Zgadza się. Od jakiegoś czasu jeżdżę do Anglii. Po 25 latach przerwy na tym kierunku. I żałuję, że wziąłem tę robotę. Dałem się namówić koledze.

Fot. archiwum Dzidziusia Volvo

Właśnie o tym chcę z tobą porozmawiać. Na twoim profilu jest dużo zdjęć przedstawiających kradzieże ładunków, widać pocięte plandeki. Chyba większość właśnie w Anglii...

Wszyscy zawsze mówili, że najgorzej jest we Włoszech. Ja też tak myślałem, ale zmieniłem zdanie. Jeszcze nigdy nie spotkałem się z tym, co dzieje się tutaj. Tu jest horror. Z chęcią wróciłbym do Włoch. W Anglii jest złodziejstwo na potęgę. I co gorsza, jest na to przyzwolenie. Ostatnio, jak okradziono mój ładunek i zadzwoniłem po służby, zapytano mnie, czy ktoś ucierpiał. Nie, nie ucierpiał – odpowiedziałem. Co usłyszałem? Że w takim razie nie ma problemu. Do kradzieży bez ofiar policjanci nie przyjeżdżają. Zapytali tylko, czy towar był ubezpieczony.

Mówisz o tym wydarzeniu z dziurą wyciętą w plandece?

Tak. To było w marcu tego roku na parkingu w serwisie. Parking był płatny, ale niestrzeżony. Przewoziłem z Holandii części do samochodów. To była grubsza sprawa. No cóż, jeżeli mają cię okraść, to okradną. I tyle. Nie jesteś w stanie nic zrobić.

Fot. archiwum Dzidziusia Volvo

Naprawdę w Anglii jest tak niebezpiecznie?

Co tydzień jeżdżę w okolice Birmingham. Próby kradzieży podejmowane są cały czas. Dlatego staram się już teraz robić przejazdy nocą i spać w dzień. Albo parkuję pod firmą, gdzie mam rozładunek. Naprawdę, jeżeli stajesz byle gdzie, możesz spodziewać się pociętej plandeki.

Gdzie jest najmniej bezpiecznie?

Paradoksalnie niebezpiecznie jest na parkingach płatnych. Płacisz 32 funty i wyjeżdżasz pocięty. Kamery nie przeszkadzają złodziejom w robocie. Nie zawsze zresztą są włączone. Czasem nie działają.

Jak wygląda taka kradzież?

Najczęściej w nocy podjeżdża bus. Wysiada kilku mężczyzn. Zazwyczaj wybierają samochód, który stoi w środku i nie może ruszyć ani do przodu, ani do tyłu. Jeden złodziej obserwuje kabinę i ewentualnie daje znaki, że lepiej, żebyś dalej odpoczywał. A pozostali wycinają, sprawdzają, co jest w środku i zabierają. Bądź nie. Aha, są perfumy, to bierzemy... Nie ma szans, żeby nie usłyszeć, że cię okradają. Chyba że cię zagazują w kabinie. Ale to nic nie zmienia. Nie robisz nic. Nikt dla ładunku nie będzie ryzykował życia czy kalectwa. Nie ma na to siły.

Fot. archiwum Dzidziusia Volvo

A inni kierowcy nie pomogą.

Siedzą w kabinach i tylko się cieszą, że to nie ich wybrali. Nikt nie pomoże. To są sprawy, o których się nie mówi. Kiedyś było inaczej. A teraz każdy myśli tylko o sobie. Widać to na postojach. Cały weekend nie wysiadają z kabiny, siedzą z nosami w telefonach. Dopiero jak któryś ma w poniedziałek ruszyć i nie może, to wysiada i prosi o pomoc.

Kto dokonuje kradzieży w Anglii?

Najczęściej jakieś miejscowe opryszki. Ale pewnie zdarzają się zorganizowane grupy, które wiedzą, kogo mają okraść, śledzą go, na przykład ładunki z AGD. Policja angielska się tym nie interesuje, jakby dawała przyzwolenie. Policjanci nie przyjeżdżają i nie spisują protokołu. Może się boją. Może nie chce im się tego problemu rozwiązać. Faktem jest, że kradzieże na Wyspach stały się codziennością pracy truckerów. Na przykład w Austrii do takich złodziejskich incydentów praktycznie nie dochodzi, bo policja działa i korzysta z kamer. Anglia jest niby krajem, w którym jest najwięcej kamer w Europie, ale złodziejstwo na parkingach kwitnie.

Fot. archiwum Dzidziusia Volvo

Twój profil na Facebooku śledzi prawie 10 tys. osób. Kiedy pojawiłeś się w mediach społecznościowych, dlaczego i o czym opowiadasz?

Konto założyli mi syn i chrześniak. Nie pamiętam, kiedy, ale wiele lat temu. Piszę i wrzucam zdjęcia z drogi, z życia kierowcy. Myślę, że sukces wynika z tego, że twardo stąpam po ziemi. Mam doświadczenie, 29 lat na drogach Europy Zachodniej, jednak nie udaję, że wszystko już wiem, jak ci młodzi. Oni pojeżdżą dwa, trzy lata i cwaniakują. Do dziś się uczę. Jeżeli mnie ktoś pyta, to daję rady, dyskutuję. Jestem tradycjonalistą. Na przykład zawsze mam ze sobą mapę i atlas drogowy. Nawigację dostałem dopiero sześć lat temu.

Młodzi kierowcy bez nawigacji raczej nie wyjadą z firmy…

No właśnie. Czasem jeżdżą ze mną młodzi kierowcy. Uczę ich orientacji bez nawigacji, korzystania z mapy, np. gdy na autostradach robią się korki. Są zdziwieni, że można objeżdżać zakorkowane w szczycie drogi. Zawsze uważałem, że tradycyjne mapy są niezbędne i każdy młody kierowca powinien się uczyć, jak zrobić z nich użytek.

Mikołaj Radomski
W drodze
Miej rękę na pulsie!
Najciekawsze informacje o branży TSL co tydzień na Twojej skrzynce e-mailowej
Wyrażam zgodę na przetwarzanie przez X Project sp. z o.o., moich danych osobowych w postaci adresu poczty elektronicznej w celu przesyłania mi informacji marketingowych. WIĘCEJ

Wyrażam zgodę na przetwarzanie przez X Project sp. z o.o., moich danych osobowych w postaci adresu poczty elektronicznej w celu przesyłania mi informacji marketingowych dotyczących produktów i usług oferowanych przez X Project sp. z o.o., za pomocą środków komunikacji elektronicznej, stosownie do treści przepisu art. 10 ust. 1 i 2 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną.

Szczegółowe zasady dotyczące przetwarzania danych osobowych i zgód marketingowych wyrażone są w klauzuli informacyjnej. Przed wyrażeniem zgód marketingowych prosimy o zapoznanie się z jej treścią.

Fleetguru informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies
zamknij