Drogowa gangsterka w Słowenii. Polska firma zapłaciła prawie… 13 tys. euro za holowanie i parking

27 września
W drodze

Dramatyczna przygoda spotkała polskiego kierowcę na autostradzie pod Mariborem. Zwykła kolizja skończyła się awanturą, przymusowym holowaniem, „aresztem” ciągnika i naczepy, a także kosmicznym rachunkiem. Słoweńska niby-pomoc drogowa nadal straszy.

To miał być standardowy transport z południa Europy do Polski. Pięć blaszanych kręgów (4,5 t każdy) na gumowych podkładach, spiętych pasami. Dobrze znana droga, doświadczony kierowca. Ale na autostradzie z Mariboru w kierunku austriackiej granicy zaczęły się kłopoty.

– Jechałem za osobówką, wykonywała dziwne manewry – relacjonuje Dariusz Kempa, który miał dostarczyć blachę do Jaworzna. – W pewnym momencie musiałem gwałtownie hamować. Ratowałem się przed uderzeniem w barierkę. I wtedy ładunek poleciał do przodu.

Przesunięte stalowe krążki wypchnęły ścianę naczepy. Wypięły się kable z powietrzem. Nie można było ruszyć. To było do naprawy, ale otoczyli mnie jak hieny. Kto? Pracownicy pomocy drogowej. Krzyczeli. Ponaglali. Przeszkadzali, kiedy próbowałem cokolwiek zrobić przy aucie. Jeden nawet mi groził i wyrwał mi z ręki telefon.

Mały mandat, wielkie nerwy

Najszybciej na miejscu kolizji byli jednak policjanci oraz ekipa DARS-u, czyli służby ds. autostrad Republiki Słowenii. Zabezpieczyli drogę, spisali protokół i wystawili mandat. 60 euro.

– Z policją trudno było się dogadać. Nie wiem, czy mnie dobrze rozumieli. Ale jeden z funkcjonariuszy był życzliwy. Wydawało się, że chce pomóc – ocenia kierowca.

Zdenerwowanego kierowcę uspokajali też drogowcy z DARS-u. Jednak równocześnie powtarzali, że trzeba jak najszybciej odholować uszkodzony pojazdy i podpisać związane z tym dokumenty.

– Papiery nie były w moim języku, więc odmówiłem. Kilka razy – podkreśla pan Darek. – Pracownicy pomocy drogowej postawili mnie jednak przed faktem dokonanym. Zaczęli ściągać ładunek z uszkodzonej naczepy, przyjechały też holowniki.

Dwa holowniki! Mimo że ciągnik był sprawny (lekka obcierka na ścianie), a przesunięte kręgi na pace – zdaniem polskiego kierowcy – też można było ułożyć prawidłowo, zabezpieczyć. I jechać w dalszą drogę. Jeden z operatorów pomocy drogowej zapewniał, że właśnie tak zrobią. Plan był jednak inny. Chytry.

– W pewnym momencie poprosili mnie do swojego samochodu, niby chcieli o coś zapytać, a w tym czasie szybko wypięli naczepę, żebym już nie miał pola manewru – stwierdza kierowca. – Unieruchomili też ciągnik, wypinając czujnik zmiany biegów. Nie mogłem odpalić. Wzięły mnie wtedy takie nerwy, że aż usiadłem. Nie wiedziałem, co robić, co się dzieje. Dlaczego i naczepę, i ciągnik zapinają do holowania? Byłem w szoku. W ogromnych nerwach podpisałem kwity.

Krzyki, groźby i zawyżone opłaty, czyli nic nowego

Jeszcze zanim odjechały holowniki, pan Dariusz szukał pomocy dzwoniąc do firmy przewozowej, do spedytora, do znajomych truckerów. Niestety, na odległość i ekspresowo nikt nie był w stanie skutecznie zadziałać.

– Ta niby-pomoc drogowa w Słowenii działa po gangstersku. Szybko, bezwzględnie. Wykorzystując zamieszanie, chaos, stres towarzyszący wypadkom czy tylko awariom pojazdów – diagnozuje Marek Mróz, doświadczony kierowca z Małopolski.

Na słoweńskich autostradach przeżył już kilka niemiłych incydentów. W lipcu pomagał znajomemu kierowcy, którego ciężarówkę bliżej nieokreślona firma holownicza chciała na siłę usunąć… z parkingu przy stacji benzynowej. Innemu koledze nie zdążył na ratunek. W jego aucie doszło do drobnej usterki, którą można usunąć w 10 minut na pasie awaryjnym, mimo to został odholowany za 1,6 tys. euro.

– Gdy tylko zobaczą, że ktoś gmera przy aucie, od razu podjeżdżają i mówią, że nie wolno wykonywać żadnych napraw na miejscu. Że trzeba odstawić samochód do serwisu. I nie ma znaczenia, czy pojazd utrudnia ruch, czy nie. Pokrzykują, wymachują rękami, wywierają presję – tłumaczy Mróz.

Ostatnia historia z Mariboru go zmroziła, mimo że jeździ po Europie od kilkudziesięciu lat i na autostradach widział już wszystko.

– Kiedy Darek zadzwonił i powiedział, na ile chcą go skasować za holowanie, to mnie zatkało – przyznaje pan Marek. – Strach jeździć do Słowenii. Jest coraz gorzej – komentuje trucker spod Krakowa.

Ofiara nie chce pogłębiać konfliktu

Strach, bo Dariusz Kempa został obsłużony przez pomoc drogową naprawdę jak w gangsterskich filmach. Zestaw holowano aż 80 km, do Celje. Tam przez prawie pięć dni ciągnik i naczepa były przetrzymywane na ogrodzonym terenie. Na dodatek – zastawione innymi pojazdami.

– Żebym jakimś sposobem nie wyjechał – mówi pan Darek. – Byłem tak zestresowany, że przez dwa dni nie wychodziłem z kabiny. Nie wiedziałem, jak się zachować, by nie pogłębiać konfliktu. Czułem się ofiarą, z której zedrą ostatnie pieniądze. Szeregowi pracownicy firmy nie mieli mi nic do powiedzenia. A ten, który na drodze mi groził i próbował zabrać telefon, okazał się jednym z szefów firmy. Przyjechał któregoś dnia eleganckim porsche i mówi: Będzie przelew, to cię wypuścimy – opowiada polski kierowca.

Kwota na przelewie? Też gangsterska. Ponad 12,8 tys. euro! Za awaryjny rozładunek, sprzątanie, holowanie, parking, przechowanie towaru w magazynie. Naprawy? Jedyne, co wykonali pracownicy pomocy drogowej, to założenie wału napędowego. Oczywiście po uregulowaniu płatności.

Teraz firma transportowa, dla której jeździ pan Darek, będzie starała się odzyskać część nieplanowanych wydatków. Samochód był ubezpieczony. Ładunek też. Czy w takich sytuacjach przewoźnicy mogą liczyć na wsparcie polskich służb konsularnych? Co robić, gdy zdarzy nam się awaria lub wypadek na Bałkanach? Zapytaliśmy o to Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Czekamy na odpowiedź.

MSZ ostrzega przed wymuszeniami

O tym, że problem szemranych firm holowniczych w Słowenii jest poważny, świadczą komunikaty, które wyszukaliśmy na stronach MSZ i Ambasady RP w Lublanie. Jedno z ostrzeżeń nosi tytuł „Uwaga – wymuszanie usług naprawczo-holowniczych”, a we wstępie czytamy, że za bezpieczeństwo i obsługę sieci płatnych dróg w Słowenii odpowiada DARS, ale dostęp do usług holowniczych mają także prywatne podmioty, działające na zasadach wolnorynkowych.

„W związku z powyższym należy zachować daleko idącą ostrożność przy korzystaniu z usług holowniczych i naprawczych prywatnych firm. W przypadku potrzeby skorzystania z usług słoweńskich firm holowniczych należy bezwzględnie pamiętać o udokumentowaniu ustaleń dotyczących przewidywanego kosztu usługi przed jej rozpoczęciem (tj. podpisanie z wykonawcą przed usługą tzw. delovni nalog zawierający informację o docelowym miejscu holowania pojazdu i całkowitej kwocie za wykonaną usługę, a nie kwocie za godzinę dokonywanych czynności. Pozwoli to uniknąć licznych nieporozumień i dodatkowych kosztów, wynikających z braku ich ustalenia przed wykonaniem usługi (w Słowenii ceny usług nie są prawnie regulowane)” – czytamy w komunikacie Ambasady RP w Lublanie.

Kto pokona drogową mafię?

Ambasada zaleca podróżującym przez terytorium Słowenii wykupienie ubezpieczenia assistance, które będzie obejmowało pomoc w przypadku nagłego, nieprzewidywanego unieruchomienia pojazdu. Porady dla kierowców podsumowuje komunikat (dużymi literami): „Ambasada zdecydowanie odradza korzystanie z usług prywatnych firm holowniczych. W przypadku próby wymuszenia takiej usługi należy bezzwłocznie skontaktować się ze słoweńską policją, nr tel. 113”.

– To jest jedna wielka drogowa mafia. Nie zawaham się użyć tego słowa. Aż trudno uwierzyć, że mogą wyciągać od kierowców tak horrendalne sumy! Mam nadzieję, że ktoś to ukróci! – apeluje Dariusz Kempa. – Nigdy wcześniej nie byłem sprawcą wypadku. W transporcie pracuję siódmy rok. Wcześniej przez wiele lat byłem instruktorem nauki jazdy. Od motocykla po ciężarówki. Zawsze lubiłem jeździć. Nie myślałem, że tak zakończy się moja kariera za kółkiem – z nutą ironii w głosie podsumowuje kierowca.

Kiedy rozmawialiśmy z nim w poniedziałek po południu, był na Węgrzech. Odliczał kilometry do kolejnej granicy. Żartował, że im bliżej Polski, tym szybciej schodzi z niego ciśnienie. I już nie może doczekać się, kiedy uściska żonę i dziecko.

Tomasz Maciejewski
W drodze
Miej rękę na pulsie!
Najciekawsze informacje o branży TSL co tydzień na Twojej skrzynce e-mailowej
Wyrażam zgodę na przetwarzanie przez X Project sp. z o.o., moich danych osobowych w postaci adresu poczty elektronicznej w celu przesyłania mi informacji marketingowych. WIĘCEJ

Wyrażam zgodę na przetwarzanie przez X Project sp. z o.o., moich danych osobowych w postaci adresu poczty elektronicznej w celu przesyłania mi informacji marketingowych dotyczących produktów i usług oferowanych przez X Project sp. z o.o., za pomocą środków komunikacji elektronicznej, stosownie do treści przepisu art. 10 ust. 1 i 2 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną.

Szczegółowe zasady dotyczące przetwarzania danych osobowych i zgód marketingowych wyrażone są w klauzuli informacyjnej. Przed wyrażeniem zgód marketingowych prosimy o zapoznanie się z jej treścią.

Fleetguru informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies
zamknij