Wigilia przy choince, nie przy kierownicy. Tego życzyliby sobie truckerzy

24 grudnia
W drodze

Na święta wszyscy się spieszą do domu. Ale czy wszyscy zdążą? O której godzinie zasiądą przy wigilijnym stole? Czy pomogą w strojeniu choinki i lepieniu pierogów? Ilu truckerów jeszcze 24 grudnia będzie miało do przejechania setki kilometrów?

Jest jeden wieczór w roku, kiedy ulice pustoszeją. To oczywiście wigilia świąt Bożego Narodzenia. Czy z takim samym zjawiskiem mamy do czynienia na autostradach, przejściach granicznych, w centrach logistycznych? Przecież zawodowi kierowcy chcą spędzić Boże Narodzenie z rodziną, a nie na przydrożnym parkingu. Inni pracownicy branży transportowej również nie mają ochoty dyżurować 24 czy 25 grudnia. Czy można zorganizować pracę tak, żeby w świąteczno-noworoczny czas ciężarówki nie krążyły po Europie?

– Krąży ich dużo mniej – komentuje Dariusz Kopeć, logistyk z kilkudziesięcioletnim stażem. – Zależy, jakie kierunki się obsługuje, co się wozi, dla kogo. Ale generalnie ostatnie załadunki planowane są tak, żeby auta zjeżdżały 21 czy 22 grudnia. Przecież klienci firm transportowych też chcą mieć spokojną Wigilię i przynajmniej kilka dni wolnego. Kontrahenci, z którymi pracowałem, zawsze starali się tak organizować, żeby dopiero 2 czy nawet 6 stycznia wejść na normalne obroty.

Oczywiście nie w każdej branży jest to możliwe. Sklepy w Wigilię są otwarte do popołudnia, większość normalnie funkcjonuje od 27 do 31 grudnia. Fabryki nie wygaszają produkcji. Hurtownie potrzebują towaru. Kopalnie, huty, elektrownie pracują.

– Ostatnie dostawy robimy w niedzielę. W poniedziałek będzie kocioł przy sklepowych kasach, ale w magazynie już nie – mówił nam w zeszłym tygodniu Mariusz, kierowca obsługujący popularną sieć dyskontów. – Poświąteczne dni zwykle są spokojne. Dlaczego? Bo półki nadal zawalone towarem, ludzie mają pełne lodówki. Sprzedaż spada, a to przekłada się na zlecenia transportowe. Jest taki martwy okres.

Nawet „na pusto”, ale wrócić

W branży spożywczej górka jest od początku grudnia. Wtedy markety szaleją z promocjami. Realizowane są ogromne zamówienia. Tysiące ciężarówek robi „kółka” Polska – Hiszpania, Polska – Włochy, Polska – Wielka Brytania. Ale kilka dni przed Wigilią karuzela wyraźnie zwalnia. Zdarzają się nawet powroty „na pusto”, co dla przewoźnika, a właściwie jego klientów, oznacza podwójne koszty.

– Unika się takich sytuacji, ale jeśli dostawa musi być 23 grudnia, to wiadomo, że na powrót raczej nic się na znajdzie. I wtedy trzeba płacić za podwójny fracht – tłumaczy Jurek, właściciel firmy z Bydgoszczy. – Duże znaczenie ma również to, jakich klientów obsługujesz. Z jaką częstotliwością. Czy wozisz ryby, sałatę, leki, czy konstrukcje stalowe.

Rodzaj ładunku determinuje pracę spedytorów i logistyków. Ale istotna dla optymalizacji łańcucha dostaw jest też ogólna liczba zleceń realizowanych w danym tygodniu czy miesiącu, wielkość floty, liczba kierowców, infrastruktura dostępna w miejscu załadunku/rozładunku, dobra współpraca z nadawcami i odbiorcami. Korzystnym dla firmy przewozowej rozwiązaniem, które jednocześnie ucieszy truckera i jego rodzinę, może być pozostawienie ciężarówki w holenderskim porcie lub niemieckim magazynie. Ewentualnie – na strzeżonym autohofie. Wóz zostaje, a kierowcy organizuje się transport do kraju. Oczywiście po świętach trzeba ogarnąć przerzut, żeby ktoś znów uruchomił silnik, podjął ładunek i wykonał kolejne zlecenie.

– Wielokrotnie ściągaliśmy ludzi do domu na święta. Nie wyobrażam sobie, by kogoś zostawić w Wigilię na parkingu pod Hanowerem czy Berlinem – stwierdza Jurek.

– U nas w firmie też to się nie zdarza – potwierdza Marek Mróz, stary trucker z Małopolski. – Jakby co, wysyłają busa. A najczęściej wraca się z którymś kolegą.

Mówi, że pomagają sobie nie tylko zaprzyjaźnieni kierowcy z tej samej firmy. Obcy też podwiozą.

– Żeby nikt nie spędzał świąt w kabinie – podkreśla pan Marek. – Kiedyś na wesele nie zdążyłem, ale na święta zawsze jakość udało się wrócić.

– Licencja kierowcy jest jak książeczka autostopowicza. Zawsze ktoś z autohofu zabierze – dodaje Kopeć.

Wybierz rodzinę, nie śmierdzącą kabinę

…radzą uczestnicy przedświątecznych dyskusji na branżowych forach internetowych. Pokrzepiają się. Oferują podwózkę. Opowiadają o swoich bliskich. Nie wstydzą się łez. Piszą o samotności i tęsknocie. Świąteczny nastrój wyraźnie udziela się truckerom, mimo że na co dzień bywają dla siebie bardzo, ale to bardzo niemili. Gorzej bywa z właścicielami firm, którym bożonarodzeniowe zwyczaje mogą kolidować z intratnymi zleceniami.

– Rok temu w Wigilię jeszcze krążyliśmy między Londynem i Liverpoolem, bo szef miał z tego dobrą kasę – wspomina Damian, który dziesięć lat temu wyemigrował, ale pracuje w polskiej firmie transportowej. – Nawet nie marzyłem o dwutygodniowym urlopie i przyjeździe na święta, na sylwestra do Polski, ale kilka dni wolnego by się przydało. Żona, dzieci, zakupy… W tym roku będzie lepiej, bo jeżdżę tylko do 21 grudnia.

Przez kilka sezonów pracował dla największych przewoźników. Zna też małe rodzinne firmy transportowe. Mówi, że – paradoksalnie – korporacje, międzynarodowi operatorzy bardziej szanują kierowców niż tzw. small business. Drobni przedsiębiorcy, którzy sami kiedyś siedzieli za kółkiem, a później kupili kilka aut i stali się prezesami.

– Wiadomo, że są ludzie i ludziska. Ale kierowców często się poniewiera – ocenia Damian.

Brakuje szacunku dla pracownika. A szacunek dla tradycji?

– Słowo „szacunek” nie klei mi się z branżą transportową. Przynajmniej nie w relacjach pracodawca – pracownik. Bywało, że chłopak miał kończyć 24 grudnia rano, ale szef kazał mu jeszcze zrobić kółeczko, bo zarobił na tym 500 funtów. A później mówił: co narzekasz, przecież na Wigilię byłeś w domu! No był. O godzinie 20. Na pasterkę zdążył – ironizuje logistyk.

Przyznaje jednak, że dla niektórych kierowców świąteczne czy noworoczne kursy nie są problemem.

– Jeśli ktoś nie ma żony, dzieci, nie obchodzi świąt, nie przywiązuje do tego wagi, a chce zarobić, to bierze takie zlecenia – podsumowuje Dariusz Kopeć.

Ucieczka przed teściową

– Ja mógłbym co dwa lata brać robotę w Wigilię. Wtedy, kiedy na pierogi i barszczyk mam jechać do teściowej – żartuje Mariusz. – Święta spędzamy na przemian u rodziny żony i u moich rodziców. Kiedy latałem na południe Europy, mówiłem szefowi: w tym roku możesz mi 18 grudnia wymyślić jakąś Walencję albo Marsylię i będę miał alibi. Przecież nie dam rady wrócić wcześniej niż na sylwestra.

Nazwiska jednak nie chce podać. Boi się żony i teściowej. Tego problemu nie ma Paweł Kiela, który prowadzi transportowy biznes w okolicach Pułtuska.

– Wracam. Rodzice i siostry czekają. Mam nadzieję, że dojadę na sobotę. Najpóźniej na poniedziałek – informuje pan Paweł, kiedy łapiemy go telefonicznie na francuskiej autostradzie.

Jest środa. Południe. Jasne niebo. Temperatura sporo powyżej zera. Pogoda dobra do jazdy.

– Jestem w okolicach Lyonu, jeszcze lecimy do Madrytu, ale w podwójnej obsadzie, więc powinniśmy zdążyć – stwierdza właściciel KielaTrans. – Kiedy zbliżają się święta, kiedy widzisz pięknie przystrojone ulice, sklepy, kiedy znajomi rozmawiają o choince i prezentach, a ty jesteś gdzieś w trasie, daleko od domu, robi się trochę przykro.

Boże Narodzenie jest najbardziej radosnym, najbardziej lubianym i najbardziej rodzinnym świętem nie tylko w Polsce. Na całym kontynencie realizacja usług transportowych, przeładunkowych pod koniec grudnia jest utrudniona. Dlatego świadomie, planowo redukuje się listy zamówień, załadunków, przewozów.

– Dwa tygodnie przed świętami mieliśmy 56 ładunków na kołach. Ale w weekend przed Wigilią ogarniamy już tylko dwie lufy – zdradza Jurek.

Różnica w kalendarzach ułatwia funkcjonowanie

Lufa to slangowe określenie naczepy załadowanej towarem. Wspomniane dwie lufy do Bydgoszczy przyciągną kierowcy ze Wschodu. Różnice między kalendarzem gregoriańskim a juliańskim, który wyznacza rok liturgiczny w Kościele prawosławnym, bardzo ułatwiają funkcjonowanie branży TSL. Truckerzy z Ukrainy, Białorusi, Rosji, Serbii przy świątecznym stole zasiadają dwa tygodnie później. A szacuje się, że w polskich przedsiębiorstwach jeździ już ok. 40 tysięcy Ukraińców.

– Im nie stanowi, czy 24 grudnia będą w Gdańsku, Rotterdamie czy Trieście – komentuje Mariusz. – Za to w styczniu będą chcieli być jak najbliżej Lwowa, Kijowa, Odessy, żeby choć na kilka dni skoczyć do domu.

Polskim truckerom, którzy krążą po Europie, zależy na tym, by w najbliższy weekend być już blisko Wrocławia, Poznania, Szczecina. Albo przynajmniej Hamburga, Drezna, Pilzna.

– Im bliżej granicy, tym większe szanse na Boże Narodzenie w domu. Niektórzy przyjadą tylko na Wigilię i pierwszy dzień świąt. Ale przecież nawet na kilka godzin warto – podsumowuje Dariusz Kopeć.

Tomasz Maciejewski
W drodze
Miej rękę na pulsie!
Najciekawsze informacje o branży TSL co tydzień na Twojej skrzynce e-mailowej
Wyrażam zgodę na przetwarzanie przez X Project sp. z o.o., moich danych osobowych w postaci adresu poczty elektronicznej w celu przesyłania mi informacji marketingowych. WIĘCEJ

Wyrażam zgodę na przetwarzanie przez X Project sp. z o.o., moich danych osobowych w postaci adresu poczty elektronicznej w celu przesyłania mi informacji marketingowych dotyczących produktów i usług oferowanych przez X Project sp. z o.o., za pomocą środków komunikacji elektronicznej, stosownie do treści przepisu art. 10 ust. 1 i 2 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną.

Szczegółowe zasady dotyczące przetwarzania danych osobowych i zgód marketingowych wyrażone są w klauzuli informacyjnej. Przed wyrażeniem zgód marketingowych prosimy o zapoznanie się z jej treścią.

Fleetguru informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies
zamknij