Masz już dość? Zamień tira na „gruszkę”. Tak zrobił „Łysy”. I nie narzeka

23 września
W drodze

– Jeśli wystąpi jakiś nagły problem, w każdej chwili mogę zerwać się z roboty na godzinę czy przyjść do pracy na drugą zmianę i załatwić coś w mieście bez potrzeby brania dłuższego wolnego. Generalnie uważam, że dzisiaj moje życie wygląda dużo normalniej niż wtedy, kiedy znikałem na cały tydzień – tak o zaletach zamiany tira na „gruszkę” mówi w rozmowie z Fleetguru Daniel, znany jako „Łysy Polska”.

Codziennie wraca do domu, śpi w swoim łóżku i może zresetować się u siebie przed kolejnym dniem w pracy. Nawet jeśli zachoruje, nie męczy się w robocie, będąc półprzytomny, na lekach, z gorączką i bolącą głową. Jego życie wygląda dużo normalniej niż kiedyś. O kim mowa? O Danielu („Łysy Polska”), który porzucił tira na rzecz „gruszki”.

Fot. „Łysy Polska”

Mikołaj Radomski: To, że kierowcy tirów mają mnóstwo fanów w mediach społecznościowych, nikogo już dziś nie dziwi. Ale kierowca… betoniarki?

Daniel, „Łysy Polska”: To złożona kwestia. Kiedyś jeździłem tirem i wtedy mój profil przyciągał największą liczbę ludzi. Ale i teraz nie narzekam. Może ludzie obserwują mnie, bo robię coś innego niż inni? Nie pokazuję tylko rozładunków, załadunków i parkingów przy autostradach. Ale to tylko moje przypuszczenia. Bo w sumie nie wiem, dlaczego oraz co konkretnie przyciąga ludzi. Ale chcą mnie oglądać. Bardzo się z tego cieszę!

Ile lat jeździłeś tirem?

Cztery lata. Woziłem kontenery morskie, głównie z Hamburga do klientów w Polsce. Ale tak naprawdę z „puszkami” zjechałem niemal całą Europę. No, w sumie to dalej jeżdżę. Bo wciąż zdarza mi się, w przerwach od mojego aktualnego zajęcia, wyskoczyć gdzieś w trasę na tydzień lub dwa. Mam wyrozumiałego kierownika. A jak wiadomo, ciągnie wilka do lasu. Traktuję więc takie wyjazdy jako coś w rodzaju urlopu. W końcu jeżdżenie wciąż sprawia mi przyjemność.

Fot. „Łysy Polska”

Czyli nie miałeś dosyć, były inne powody, że wsiadłeś za kierownicę betoniarki?

Trudno jednoznacznie stwierdzić, dlaczego. Ale na pewno kiedy pracujesz w międzynarodówce na pełen etat, gdy tak naprawdę w domu bywasz dwa dni w tygodniu, daje o sobie znać zmęczenie. Czymś zgoła innym jest okazjonalny wypad raz na kwartał. Zacząłem chyba widzieć w tej robocie więcej wad niż zalet. To był znak, żeby coś zmienić. A że swoją karierę za kierownicą zaczynałem w wieku dziewiętnastu lat na „gruszkach”, wybór dalszej drogi zawodowej był dla mnie prosty.

Można mieć frajdę, jeżdżąc na „gruszce”? Oglądając twoje filmiki, mam wrażenie, że jest wesoło.

No, na pewno nie można się nudzić. Choć trzeba przyznać, że w dużej mierze to zasługa naszej wesołej załogi. Bo praca sama w sobie jest dość ciężka. Potrafi zdenerwować. To jak odbierasz robotę, zależy głównie od nastawienia. Jeśli chcesz się dobrze bawić, możesz mieć frajdę nawet z kręcenia „gruszką”.

Fot. „Łysy Polska”

Jakie problemy, kłopoty mogą najbardziej denerwować w tej robocie? Wydawałoby się, że napełniasz gruszkę, zawozisz towar, opróżniasz i… fajrant.

To byłoby zbyt piękne. Po pierwsze, trzeba pamiętać o tym, że nie wozisz wody, tylko beton. On w końcu zastygnie, a rozładunki nie zawsze trwają 10 minut. Duża część dostaw jedzie na dźwig, gdzie, koszem do betonu, który często zabiera nie więcej niż pół metra sześciennego mieszanki, zalewa się różne dziwne szalunki. Czasem opróżnianie gruszki może zająć nawet cztery godziny. W tym tygodniu miałem okazję postać mniej więcej tyle, zalewając studzienki przed wyłożeniem drogi asfaltem. Musisz wtedy pamiętać, żeby odpowiednio pielęgnować beton specjalną chemią, bądź wodą, którą wozimy ze sobą w specjalnych zbiornikach, a tył zabudowy myć w nie za długich odstępach czasu. Bęben gruszki bardzo łatwo zabetonować, szczególnie gdy na dworze upał. A potem to już tylko młotek w dłoń i naprawdę ciężka robota...

Po drugie – budowy. Nie każda ma piękną drogę dojazdową ułożoną z płyt. A wtedy fajnie jest, gdy na dworze mamy dobrą pogodę, a grunt jest suchy. Jak trochę popada, zaczynają się schody. Jeśli jestem załadowany, ważę 32 tony. Łatwo sobie wyobrazić, co się dzieje, kiedy czymś takim wjedziesz na grząski teren…

Po trzecie i czwarte, a może nawet piąte i szóste – znalazłoby się jeszcze multum rzeczy, ale takich mniej istotnych. Jak to w każdej branży, sporo minusów. Ale to fajna praca!

A jakie najtrudniejsze zadanie, transport miałeś jak dotąd do wykonania?

Jeśli chodzi o beton, było takich kilka, ale oprócz ciasnego wjazdu czy trudnego terenu nie różniły się one niczym szczególnym od łatwych. Trudno wybrać jeden szczególny. Tak naprawdę każdego dnia robię coś, co ktoś spoza branży mógłby nazwać trudnym zadaniem.

A z czasów, kiedy woziłem jeszcze kontenery, pamiętam trasę Hamburg – Gorzów Wielkopolski w lipcu 2013 roku. Z perspektywy czasu to nie było nic strasznego, ale wtedy…. Jechałem po raz pierwszy zestawem. Sam.

Fot. „Łysy Polska”

Siedząc za kółkiem, nie nudzisz się, lubisz swoją pracę. Jakie dziś widzisz plusy wynikające z tego, że tira zamieniłeś na „gruszkę”?

Zdecydowanie! Miałem już kilka propozycji, żeby wysiąść z kabiny na dłużej, ale nie wyobrażam sobie robić niczego innego.

Najważniejszym plusem, tu raczej nikogo nie zaskoczę, jest to, że codziennie wracam do domu, śpię w swoim łóżku i mogę się zresetować u siebie przed kolejnym dniem w pracy. Mogę zachorować, a potem nie męczyć się w robocie półprzytomny, na proszkach, z gorączką i bolącą głową.

Jeśli wystąpi jakiś nagły problem, mogę w każdej chwili zerwać się z roboty na godzinę czy przyjść do pracy na drugą zmianę i załatwić coś w mieście bez potrzeby brania dłuższego wolnego. Generalnie uważam, że dzisiaj moje życie wygląda dużo normalniej niż wtedy, kiedy znikałem na cały tydzień i wszystkie problemy musiały rozwiązać się tu, na miejscu, bez mojego udziału.

To pokrzepiające, szczególnie dla kierowców, którzy chcieliby odpuścić wyjazdy w trasy, jednak boją się, że nie znajdą innego zajęcia. Dajesz przykład, że można i warto.

Warto, warto. I wcale nie wiąże się to z jakąś dużą stratą finansową. Kwestia dobrego researchu i wybrania odpowiedniej firmy, tu, na miejscu. Dziś przedsiębiorstwa produkcyjne i lokalni przewoźnicy borykają się z podobnymi problemami, jak międzynarodowi. Też brakuje kierowców, przez co wynagrodzenia rosną. Pracując na miejscu też da się zarobić godziwie!

Czyli jest to wyjście dla tych, którzy mogą mieć dosyć. Na koniec zapytam cię o pseudonim. Dlaczego taki?

Dobre pytanie, szczególnie że nigdy nie byłem łysy. Zaczęło się od podstawówki. Kiedyś przyszedłem od fryzjera ostrzyżony krócej niż zwykle i tak zaczęli do mnie mówić. A Polska? To chyba jasne. Tu się urodziłem, tu umrę, tu jest mój kraj i jestem z niego dumny!

Mikołaj Radomski
W drodze
Miej rękę na pulsie!
Najciekawsze informacje o branży TSL co tydzień na Twojej skrzynce e-mailowej
Wyrażam zgodę na przetwarzanie przez X Project sp. z o.o., moich danych osobowych w postaci adresu poczty elektronicznej w celu przesyłania mi informacji marketingowych. WIĘCEJ

Wyrażam zgodę na przetwarzanie przez X Project sp. z o.o., moich danych osobowych w postaci adresu poczty elektronicznej w celu przesyłania mi informacji marketingowych dotyczących produktów i usług oferowanych przez X Project sp. z o.o., za pomocą środków komunikacji elektronicznej, stosownie do treści przepisu art. 10 ust. 1 i 2 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną.

Szczegółowe zasady dotyczące przetwarzania danych osobowych i zgód marketingowych wyrażone są w klauzuli informacyjnej. Przed wyrażeniem zgód marketingowych prosimy o zapoznanie się z jej treścią.

Fleetguru informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies
zamknij