Tańcząca truckerka. Niezwykła historia baletnicy, która przemierza USA ciężarówką

21 lutego
W drodze

Dziewięć lat spędziła w szkole baletowej w Poznaniu, z niemieckimi musicalami objechała Europę, w rodzinnej Jeleniej Górze prowadziła szkołę tańca, a teraz… objeżdża Amerykę kilkudziesięciotonową ciężarówką. Na liczniku ma 100 tys. mil rocznie! Swoim nowym życiem dzieli się na blogu „Od tancerki do truckerki”.

Gdy nastoletnia Rozalia całe dnie spędzała na sali z wielkimi lustrami i pianinem, zapewne w myślach wędrowała po najsłynniejszych światowych scenach, takich jak The Metropolitan Opera w Nowym Jorku. Ale nie przyszło jej do głowy, że kiedyś tam zamieszka i będzie stamtąd ruszała w kilkutygodniowe trasy po USA… wielką ciężarówką.

Fot. archiwum Rozalii Banasiak

Zaśnieżone Utah i bezkresne przestrzenie Oregonu

Rozalia Banasiak od prawie trzech lat pracuje jako kierowca ciężarówki. Zjechała Amerykę wzdłuż i wszerz. Od Pensylwanii po Kalifornię. Od Alabamy po Oregon. Woziła czereśnie z Zachodniego Wybrzeża do Charleston w Karolinie Południowej, później paczki do Portland, warzywa do Filadelfii. Przemierzała zaśnieżone Utah i Wisconsin, budził ją wschód słońca w Kolorado, zachwycały bezkresne przestrzenie Oregonu i przyroda Georgii. Odwiedzała Nowy Meksyk, Tennessee, Karolinę Północną, Arkansas, Montanę, Idaho, New Jersey, Pensylwanię, Ohio. Przed ostatnimi wakacjami zaliczyła rekordowe tournée: ponad 40 tys. mil, czyli ok. 64 tys. km. W duecie.

– Truck odstawiony do warsztatu. Czeka go przegląd, wymiana oleju i inne przyjemności. Zasłużył sobie na odpoczynek. To była najdłuższa nasza trasa. Spędziliśmy w trucku osiem tygodni! – raportowała tancerka-truckerka. – Gdyby ktoś wcześniej powiedział mi, że będę w drodze prawie dwa miesiące, w życiu bym nie uwierzyła.

Fot. archiwum Rozalii Banasiak

Komu w drogę, temu truck. Welcome to Alabama!

Takich wojaży w 2018 roku było więcej. Tuż przed Wigilią Rozalia zakończyła siedmiotygodniowy objazd USA. O ostatnim rozładunku i powrocie do domu – jak zawsze – informowała z uśmiechem. By za kilka dni znów rzucić hasło „Komu w drogę, temu truck”.

W podróży zawsze znajduje czas i chęci, żeby sfotografować lokalne atrakcje i piękne krajobrazy, odwiedzić ciekawe miejsca. W ubiegłym roku miała okazję zobaczyć rozśpiewane Nashville, skosztować burrito w Teksasie, odwiedzić słoneczne Phoenix i miasteczko Jacka Danielsa – Lynchburg, gdzie znajduje się XIX-wieczna destylarnia słynnej whisky.

– Osobiście nie przepadam. Podobno do tego trzeba dorosnąć. Ja widocznie jeszcze nie dorosłam – komentowała z humorem.

Obiecała, że o rodzinie i znajomych pamięta. Zrobi zapasy. Coś na rozgrzewkę przydałoby się jej niedawno w Illinois. Mocno tam przymroziło, ale – na szczęście – w połowie lutego Rozalia miała też kurs do Alabamy.

– Już prawie wiosna – napisała 16 lutego pod zdjęciem, na którym pozuje przy tablicy „Welcome to Sweet Home Alabama”.

Baletnica, która przemierza USA ciężarówką, tak nas zainteresowała, że postanowiliśmy z nią porozmawiać. Poznać historię życia…

Fot. archiwum Rozalii Banasiak

Tomasz Maciejewski: Skąd u tancerki miłość do samochodów?

Rozalia Banasiak, autorka bloga „Od tancerki do truckerki”: Nigdy nie powiedziałabym, że czuję miłość do samochodów, chociaż nie ukrywam, że serce czasem szybciej zabije na widok i dźwięk pięknego pojazdu. Może mam to we krwi? Tata oraz dwóch braci kochają motoryzację. Rodzice posiadają kilka aut kolekcjonerskich i zabytkowych. Chyba te tendencje mimochodem zakodowały się w moim DNA.

Prawo jazdy robiła pani jeszcze w Polsce?

Tylko na samochody osobowe.

Czyli życie truckerów poznała pani dopiero za oceanem? Pewnie po naszych nowych autostradach czy niemieckich autobahnach nie było okazji pojeździć ciągnikiem z naczepą?

W Europie nigdy nie miałam okazji jeździć ciężarówką. Gdyby ktoś mi wtedy powiedział, że zrobię prawo jazy na trucki, uznałabym go za niespełna rozumu. Zresztą nie sądzę, żeby ktoś śmiał wówczas w ogóle tak pomyśleć.

No to jakim cudem stała się pani zawodowym kierowcą? I to w Stanach Zjednoczonych?

Z mężem wyjechaliśmy do USA, ponieważ postanowiliśmy coś zmienić w naszym życiu. Zamknęliśmy nasze biznesy. Ja miałam szkołę tańca w Jeleniej Górze, przylecieliśmy tu z nadzieją na łatwiejsze życie. To było pod koniec 2013 roku. A zawodowe prawo jazdy? Nikt mnie do tego nie namawiał, ponieważ nikt nie sądził, że to zrobię. W sumie to wszystko wyszło trochę przypadkowo. Mój mąż zrobił wcześniej CDL (commercial driver license – zawodowe prawo jazdy – przyp. red.). Kiedyś w żartach powiedział, że może ja bym też zrobiła, to byśmy razem jeździli w teamie. Stwierdziłam, że mogę spróbować. Spróbowałam i zdałam za pierwszym razem.

Fot. archiwum Rozalii Banasiak

Czyli łatwo poszło.

W moim przypadku był to bardzo szybki proces, chociaż nie powiem, że to była bułka z masłem. Żeby zrobić prawo jazdy w USA, trzeba mieć tutaj legalny pobyt. Zieloną kartę dostałam pod koniec 2015 roku. Jeśli przebywa się tutaj już nie w celach turystycznych, żeby prowadzić samochód, należy zdać prawko od początku, nie można go przetransferować z innego kraju. Jak najszybciej zapisałam się więc na egzamin, bo w Nowym Jorku okres oczekiwania jest nieco wydłużony. Uprawnienia na samochody osobowe dostałam w lutym i od razu zapisałem się na kurs oraz egzamin na ciężarówki. W połowie kwietnia już miałam prawo jazdy kategorii A (kategoria B pozwala prowadzić mniejsze auta dostawcze – przyp. red.), tak zwane CDL.

Jak wyglądało szkolenie?

Kiedy przyszłam na swoją pierwszą jazdę, mój instruktor, były żołnierz marines, chyba myślał, że ktoś chce mu zrobić dowcip. Nie wierzył, że zdołam przejechać chociaż kawałek tą wielką ciężarówką. Dodam tylko, że w Nowym Jorku nie ma czegoś takiego jak place manewrowe. Od razu wyjeżdża się w miasto. Dodatkowym utrudnieniem dla wielu jest to, że ciężarówki tutaj nie mają zsynchronizowanej skrzyni biegów. Należy przerzucać biegi przez tzw. podwójne wysprzęglanie. Dla wielu jest to trudne do skoordynowania, tym bardziej że większość kierowców w USA jeździ samochodami z automatyczną skrzynią biegów.

W skrócie: żeby zmienić bieg, trzeba wcisnąć sprzęgło dwa razy przy wrzuceniu na luz i zmianie na następny bieg. Biegów jest dwanaście! Gałka skrzyni biegów ma sześć pozycji i mały pstryczek, który po przełączeniu do góry aktywuje następnych sześć – od 7 do 12.

Fot. archiwum Rozalii Banasiak

Jak udało się to ogarnąć?

Ja już mniej więcej wiedziałam, o co biega w tych biegach. Mąż mnie uprzedził, jak to wszystko działa. Moja koordynacja ruchowa i siła w nogach bardzo się przydały…

Warto tańczyć zawodowo, by później jeździć zawodowo.

Skończyłam Ogólnokształcącą Szkołę Baletową im. Olgi Sławskiej-Lipczyńskiej w Poznaniu. Uczyłam się tam dziewięć lat. Już jako dziesięcioletnia dziewczynka musiałam zamieszkać z dala od rodziny, w internacie. Myślę, że dlatego taka twarda ze mnie sztuka.

Fot. archiwum Rozalii Banasiak

Instruktor z przeszłością w marines od razu wiedział, z kim ma do czynienia.

Po pierwszej godzinie jazdy powiedział, że wsiadało tu wielu twardych facetów i znaczna część, niestety, pierwsze godziny kończyła w ciężkich bólach, a nawet z płaczem, bo nie dawała sobie rady z biegami. A ja jestem lepsza od nich wszystkich. Zapytał, ile godzin kursu sobie wykupiłam. Odparłam, że wzięłam największy pakiet godzinowy. A on na to, że wystarczy mi połowa z tego. No nic, i tak wyjeździłam wszystkie zakupione godziny. Pojechałam na egzamin, który również odbywa się w akompaniamencie żywego nowojorskiego ruchu, i zdałam za pierwszym razem. Do tej pory nie wierzę, że tego dokonałam.

Ile tysięcy mil jest już na liczniku tancerki-truckerki? Ile robi się tygodniowo, miesięcznie, rocznie?

Z tymi milami jest różnie. Team jest w stanie przejechać 5 – 6 tys. mil tygodniowo. Czasem mniej, czasem więcej. Daje to około 22 tys. mil miesięcznie. Zakładając, że przejeżdżamy dziewięć miesięcy w roku, odliczając wolne dni, to będzie około 200 tys. mil rocznie. Mila to 1,6 km.

Fot. archiwum Rozalii Banasiak

Czyli około 320 tys. kilometrów.

Jeśli przeliczamy na osobę, na jednego kierowcę, to oczywiście trzeba wszystko podzielić na pół.

Gdzie jeździcie? Gdzie jeszcze nie udało się dotrzeć?

Jeździmy po całych Stanach, nie byliśmy tylko na Alasce i Hawajach.

Czy są miejsca w USA, których truckerzy unikają?

Bardzo wielu kierowców woli unikać północnej części kraju ze względu na ciężkie warunki pogodowe i górzyste ukształtowanie terenu. Pamiętam, jak na przykład dwa lata temu, w połowie maja, w Montanie, musieliśmy zakładać łańcuchy na koła. Zatrzymała nas śnieżyca. Ja najbardziej lubię przejeżdżać przez południowo-zachodnie stany. Moim ulubionym jest Arizona.

Fot. archiwum Rozalii Banasiak

Czy praca rodzinnego teamu transportowego to głównie stałe trasy? Dobrze znane miejsca załadunku i rozładunku? Ściśle określone grupy towarów?

Nie. Każde zlecenie jest inne. Pracujemy w takim systemie, że nie mamy stałych ładunków i tras. Każda trasa i ładunek są dla nas niespodzianką. Ma to swoje dobre i złe strony. Przynajmniej nie ma monotonii. Co wozimy? Owoce, warzywa, mrożonki, mięso, nabiał, jajka, napoje, półprodukty spożywcze, przesyłki pocztowe, części samochodowe, podzespoły do maszyn, farby, sadzonki drzew, leki, karmę dla zwierząt i wiele innych.

Jak w środowisku truckerów przyjęto tancerkę?

W tej branży pojawia się coraz więcej kobiet, jednak zdecydowana większość to wciąż panowie, a oni zazwyczaj mają proste skojarzenia co do tancerki. Oczywiście odnoszę się do tego z dystansem, ale nie ukrywam, że czasem mnie to denerwuje.

Może koledzy z branży zazdroszczą, podziwiają, lecz trudno im to przyznać?

W Ameryce jeździ bardzo dużo kobiet, jednak nierzadko inni kierowcy czy pracownicy magazynów patrzą na mnie z lekkim zdziwieniem, a czasem nawet z niedowierzaniem, że ja jestem „truck driver”! Może wynika to z tego, że większość truckerek to Afroamerykanki lub – delikatnie rzecz ujmując – kobiety starsze i większej postury. Jednak nie spotkałam się tutaj nigdy z dokuczliwymi lub niewybrednymi komentarzami. Są to raczej miłe komentarze typu: „You’re the prettiest truck driver I have ever seen” (jesteś najśliczniejszą truckerką, jaką kiedykolwiek wiedziałem – tłum. red.). To jest najczęstszy, jaki słyszę zazwyczaj.

Fot. archiwum Rozalii Banasiak

Praca zawodowego kierowcy jest specyficzna, trudna. Brak snu, brak prysznica i innych wygód.

Co do sanitariatów, to na szczęście tutaj nie ma z tym żadnego problemu. Gorzej z wygospodarowaniem czasu, aby z nich skorzystać. Do życia w drodze jestem przyzwyczajona. Przez kilka lat tańczyłam w niemieckich produkcjach musicalowych, z którymi mieliśmy tournée po całej Europie.

Fot. archiwum Rozalii Banasiak
Tomasz Maciejewski
W drodze
Miej rękę na pulsie!
Najciekawsze informacje o branży TSL co tydzień na Twojej skrzynce e-mailowej
Wyrażam zgodę na przetwarzanie przez X Project sp. z o.o., moich danych osobowych w postaci adresu poczty elektronicznej w celu przesyłania mi informacji marketingowych. WIĘCEJ

Wyrażam zgodę na przetwarzanie przez X Project sp. z o.o., moich danych osobowych w postaci adresu poczty elektronicznej w celu przesyłania mi informacji marketingowych dotyczących produktów i usług oferowanych przez X Project sp. z o.o., za pomocą środków komunikacji elektronicznej, stosownie do treści przepisu art. 10 ust. 1 i 2 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną.

Szczegółowe zasady dotyczące przetwarzania danych osobowych i zgód marketingowych wyrażone są w klauzuli informacyjnej. Przed wyrażeniem zgód marketingowych prosimy o zapoznanie się z jej treścią.

Fleetguru informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies
zamknij