Nie ma rąk, ale śmiga kilkudziesięciotonowymi zestawami. I manewruje z prawdziwie mistrzowską precyzją

19 kwietnia
W drodze

Kiedy jego ciężarówkę zatrzymywała policja lub ITD, funkcjonariusze z niedowierzaniem pytali, gdzie jest kierowca. Cezary Kopiczko odpowiadał z humorem: „pewnie się gdzieś schował”. Teraz już nikt nie ma wątpliwości, że za kółkiem siedzi zawodowiec.

Czarek od prawie siedmiu lat śmiga kilkudziesięciotonowymi zestawami. Manewruje z mistrzowską wprawą, choć nie ma lewej dłoni i prawego przedramienia.

– Najgorzej jest wjechać w nieznaną wąską uliczkę i później cofać kilometr albo dwa, ponieważ ktoś zapomniał postawić znak ostrzegający o wąskim mostku czy niskim wiadukcie – śmieje się 28-letni Cezary Kopiczko. – Podczas takich eksploracji bywało, że godzinę musiałem kombinować na wstecznym. Ze złożonymi lusterkami. Tak wąsko! To nie osobówka. Że zawsze jakoś zawrócisz, gdzieś skręcisz. Na szczęście obyło się bez poważniejszych wtop.

Fot. archiwum Cezarego Kopiczki

Jak świetnie radzi sobie z trudnymi manewrami i ekonomiczną jazdą, pokazał na ogólnopolskich zawodach Renault Optifuel. Zajął drugie miejsce, pojechał na finały do Portugalii, gdzie był ósmy. Wśród 500 uczestników!

Fot. archiwum Cezarego Kopiczki

Zawsze uśmiechnięty

Branża transportowa i fani ciężkiej motoryzacji poznali go lepiej dzięki serialowi „Polscy truckersi”. Stał się jednym z ulubionych bohaterów drugiej edycji programu. Zarażał optymizmem, energią.

– Jestem pozytywny, uśmiechnięty. To mój styl życia – mówi.

Fot. archiwum Cezarego Kopiczki

Po krótkiej rozmowie z nim ma się ochotę spróbować swoich sił za kierownicą ciężarówki. Albo motocykla, bo Czarek jeździ wszystkim, co ma silnik i skrzynię biegów. Bez znaczenia – klasyczną manualną czy automatyczną.

Zaczynał od motorowerów, później były gokarty, samochody, koparko-ładowarki, wózki widłowe, ciężarówki. Chwali się rekordami na torze gokartowym. Marzy o prawdziwych rajdach.

Fot. archiwum Cezarego Kopiczki

– Wystartowałbym zawodowo, żeby się sprawdzić. Bo w takich mniej oficjalnych to się trochę latało – mówi tajemniczo.

Przyznaje, że lubi jeździć szybko. Na ciężarowych oprócz wysokich umiejętności najważniejsza jest odpowiedzialność, rozwaga, umiejętność przewidywania sytuacji drogowych. Na odrobinę fantazji można pozwolić sobie, gdy siadamy na motocykl i mamy do dyspozycji zamknięty bezpieczny tor czy wielki plac. Cezary na swoim ścigaczu potrafi wykonywać triki, które większość kierowców zna tylko z YouTube. Z dumą prezentuje zdjęcia na motocyklu.

Fot. archiwum Cezarego Kopiczki

– Nie można powiedzieć, że zawsze marzyłem o pracy kierowcy, ale motoryzacja od zawsze była moją pasją – wyjaśnia. – Nawet nie jestem w stanie stwierdzić, skąd się wzięła. W zasadzie już od małego wychowałem się w takim otoczeniu: warsztatów, samochodów, motocykli – opowiada trucker z Suwałk.

Cezary interesuje się motoryzacją już od najmłodszych lat

W warsztacie, na skuterze, przy pianinie

Mały Czarek kręcił się po hali, warsztacie rodzinnej firmy. Obserwował, naśladował, pomagał. Nie uważał się za niepełnosprawnego. Kończyny amputowano mu od razu po narodzeniu. I nauczył się bez nich żyć. Ganiał za piłką, jeździł skuterem, nawet grał na pianinie. Proste melodie, oparte na kilku nutach, ale z taką pasją, jakby to były etiudy Chopina. Droga do kabiny ciężarówki nie była oczywistym wyborem.

Po skończeniu technikum ekonomicznego zajmował się m.in. wykonywaniem projektów, rysunków technicznych. Później zrobił papiery inżyniera eksploatacji i obsługi maszyn. Współpracując z ojcem, nadzorował sprawy administracyjne, logistyczne. W końcu postanowił zdobyć uprawnienia C i E.

– Zawsze marzyłem o podróżach. Zostając kierowcą zawodowym zyskałem taką możliwość – tłumaczy. – Różne opinie są na temat tej pracy, ale przy dobrym planowaniu naprawdę zawód ten daje spore możliwości odwiedzenia ciekawych miejsc i poznania wielu osób.

Fot. archiwum Cezarego Kopiczki
Fot. archiwum Cezarego Kopiczki
Fot. archiwum Cezarego Kopiczki

Kursowanie „dużymi” po Europie to jednak nie wyjazdy turystyczne. To ciężki kawałek chleba. I wyższa szkoła jazdy.

– Prowadzenie ciężarówki nie jest tak skomplikowane czy trudne, jak niektórzy sądzą. Kwestia wyczucia gabarytu i znajomości przepisów – zapewnia Cezary. – Sama w sobie jazda jest już lekka i przyjemna, a kilometry robią się same… Kwestia przyzwyczajenia. Jak w każdym zawodzie. Z biegiem lat pokonywanie tysięcy kilometrów wiele się nie różni od codziennego wyjazdu do sklepu, a raczej codziennego chodzenia do pracy na osiem godzin.

Fot. archiwum Cezarego Kopiczki

Dłuższa droga do prawka

Wierzymy na słowo. Ale jednak uprawnienia zdobyć trudniej. Szczególnie osobie bez prawego przedramienia i lewej dłoni.

– Musiałem przebyć dłuższą drogę do uzyskania pozwolenia na uzyskanie kwalifikacji – przyznaje 28-latek. – Na początku było wiele pytań, czy sobie poradzę, lecz z każdą kolejną godziną kursu wątpliwości się rozwiewały. A sam egzamin przeszedł bardzo spokojnie, choć mały stres był.

Prawo jazdy kategorii B również zdał za pierwszym razem. Dzień po 18. urodzinach poszedł na egzamin. Tak bardzo nie mógł się doczekać.

– Kurs wspominam bardzo miło, lecz przed nim, na początku badań, też miałem parę utrudnień. Z góry byłem traktowany jak osoba, która sobie nie poradzi. Jednak dzięki uporowi udało się uzyskać niezbędne dokumenty. Chodziłem po różnych lekarzach. Jeden nie chciał się mną zająć, to szukałem innego. Najpierw trzeba było określić, jakie badania muszę przejść. A później zaliczać kolejne gabinety. Sprawdzali moją sprawność, siłę mięśniową, siłę uścisku – komentuje młody kierowca.

Nie oczekiwał ulgowego traktowania. Tylko po prostu równych szans. Przez chwilę rozważał nawet szkolenie i egzamin za granicą. Wiedział, że w przynajmniej kilku europejskich krajach osoby z podobnymi niepełnosprawnościami mogą robić prawko na ciężarowe.

– Okazało się jednak, że nie muszę wyjeżdżać. W Polsce też znaleźli się życzliwi ludzie – komentuje Cezary.

Z dystansem i humorem opowiada, jak początkowo był postrzegany w środowisku. Gdy podjeżdżał na załadunki, obsługa magazynu dopytywała: ale gdzie jest kierowca?

– Kilka razy miałem podobne przygody z policją oraz Inspekcją Transportu Drogowego. Zaglądali do kabiny i pytali: „a driver gdzie”? Odpowiadałem, że pewnie gdzieś się schował – wspomina Cezary. – Teraz to już się nie zdarza. Sprawdzają papiery i życzą szerokiej drogi.

Najczęściej jeździ na Wschód, do Rosji, na Białoruś. Dobrze zna także Niemcy i Francję. Od końca 2017 roku często kieruje się na Hiszpanię, Belgię, Holandię Nie pracuje w podwójnej obsadzie. Jest samodzielny. Potrafi nie tylko kręcić kółkiem, ogarnia też drobne naprawy. Sam załatwia wszystkie formalności, bez problemu obsługuje komputer, smartfona. Sam sobie gotuje, sprząta. Jak trzeba – nawet guzik przyszyje.

Fot. archiwum Cezarego Kopiczki

Co jest najtrudniejsze w życiu truckera?

– Chyba tylko rozłąka z bliskimi – nie ma wątpliwości.

Dostrzegać piękno życia

Lubi swoją pracę. Lubi ludzi, których spotkał na swej drodze.

– Wiem, że dobrze wykonuję swoje obowiązki – podkreśla.

Nie narzeka na zmęczenie i znużenie w trasie, brak snu, spartańskie warunki na niektórych parkingach, zmasowane kontrole służb drogowych czy kolejki na granicach.

– W każdej pracy bywają gorsze chwile. Trafi się korek czy jakaś awaria i straci się pół dnia, a później trasa się nie układa, cały dzień czeka się na rozładunek czy załadunek, bo towar był na konkretną godzinę – wyjaśnia Cezary. – Najgorzej, że nieszczęścia chodzą parami i jak wszystko się skumuluje podczas jednej trasy, to aż nie chce się wyjeżdżać w kolejną.

Kiedy jednak brakuje zleceń albo są jakieś opóźnienia, trucker z Suwałk złości się jeszcze bardziej. Mówi, że w trasie przeżył mnóstwo pięknych chwil. Nie jest w stanie ich wszystkich zliczyć i opisać. Udanych wyjazdów, życzliwych kolegów było i jest dużo więcej niż trudnych momentów.

Fot. archiwum Cezarego Kopiczki

– Trzeba tylko umieć to piękno dostrzegać. Każdego dnia – stwierdza. – Wiadomo, każdemu przytrafiają się jakieś pomyłki, wpadki, przygody, np. awaria silnika w dalekiej Rosji, w środku lasu. I znikąd pomocy. Człowiek zapomni coś zabrać w drogę albo zamyśli się i skręci nie tam, gdzie trzeba, lub o coś zaczepi. Ale nie kojarzę jakichś szczególnie przykrych zdarzeń. Chyba tylko te, kiedy nie miałem możliwości zjazdu do domu na szczególne okazje.

No tak, święta czy urodziny na autostradzie, parkingu czy w kolejce przed promem to chyba rzeczywiście najsmutniejsze chwile w życiu kierowców.

Tomasz Maciejewski
W drodze
Miej rękę na pulsie!
Najciekawsze informacje o branży TSL co tydzień na Twojej skrzynce e-mailowej
Wyrażam zgodę na przetwarzanie przez X Project sp. z o.o., moich danych osobowych w postaci adresu poczty elektronicznej w celu przesyłania mi informacji marketingowych. WIĘCEJ

Wyrażam zgodę na przetwarzanie przez X Project sp. z o.o., moich danych osobowych w postaci adresu poczty elektronicznej w celu przesyłania mi informacji marketingowych dotyczących produktów i usług oferowanych przez X Project sp. z o.o., za pomocą środków komunikacji elektronicznej, stosownie do treści przepisu art. 10 ust. 1 i 2 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną.

Szczegółowe zasady dotyczące przetwarzania danych osobowych i zgód marketingowych wyrażone są w klauzuli informacyjnej. Przed wyrażeniem zgód marketingowych prosimy o zapoznanie się z jej treścią.

Fleetguru informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies
zamknij