Dom dobrze wyposażony. Zaglądamy do kabin truckerów

15 listopada
W drodze

Zasłonki, poduszki, lampki, tabliczki, maskotki – kabina niejednej ciężarówki wygląda jak przytulny pokoik. W innej działa małe kino domowe. Jest płaski ekran, głośniki, komputer. Chodzi tylko o wygodny odpoczynek? – Nie. Mój dom świadczy o mnie – komentują truckerzy.

Auta osobowe na drogach szybkiego ruchu są jak chmary przesuwających się punkcików. Anonimowych, nijakich, bezbarwnych. W czasie jesiennej szarugi, z większego dystansu, właściwie trudno rozpoznać, czy jedzie przed nami zdezelowany kombiak, czy wypasiona bryka. Kierowcy chętnie zdjęliby tablice rejestracyjne i przybrudzili karoserię, żeby mknąć jeszcze szybciej. Nieidentyfikowalni dla policji i innych służb. Co innego czterdziestotonowe zestawy. To królowie szos. A władcy muszą odpowiednio wyglądać. Czymś wyróżniać się wśród podobnych sobie. Na przykład kolorem, oryginalnym tuningiem, logo czy herbem. Niemal obowiązkowym elementem jest – umieszczana w dolnej części szyby – tabliczka z imieniem lub ksywką.

– Popularne są też tablice z imionami żony, dzieci – podkreśla Krzysztof Zając, właściciel firmy Dromader Junior, specjalizującej się w akcesoriach dla tirów. – W eksponowanych miejscach umieszcza się też maskotki, proporczyki, chwosty.

Łapacze snów

Chwost to przestarzale ogon, kita. Współcześnie oznacza ozdobne zakończenie sznura. Po prostu supeł z nitkami, frędzlami. Może być z włókien sztucznych lub naturalnych. Prosty niczym pędzel albo poskręcany. Taka ozdoba (za 20–30 zł) służy np. do upięcia zasłonek. Ale często chwostami różnej wielkości obwieszona jest cała kabina. Mniejsze są eleganckim wykończeniem falbany, największe mocowane są pojedynczo, na przyssawkach.

– Kierowcy chcą, żeby coś im dyndało – stwierdza, porozumiewawczo puszczając oczko, szef Dromadera. – Chodzi o to, żeby nie zasnąć. Chwost się rusza, buja. Ale jest umieszczany tak, żeby nie przeszkadzał, nie ograniczał widoczności. Tak samo montowane są łapacze snów.

To magiczne określenie (znane na całym świecie jako „dream catcher”, a oznaczające indiańskie amulety – przyp. red.) odnosi się do zawieszek wykonanych z lekkiego drewna, piórek, koralików. Łapacze snów zwykle mają formę okręgu wypełnionego siecią z nitek, rzemyków. W dolnej części obręczy znajdują się sznurki z piór i paciorków.

Fot. Dromader Junior

Niech świeci!

Taki gadżet kosztuje kilkanaście złotych. Ale na specjalny wystrój kabiny kierowcy potrafią wydać tysiące. Wspomniane tablice z imionami, wykonane z dobrych materiałów, wysokiej jakości LED-ów, kosztują ok. 200 zł. Co najmniej tyle samo trzeba wydać na tzw. lustra ledowe, umieszczane w części wypoczynkowej. Najbardziej efektownie podświetlone, z logo, nazwą, datą mogą kosztować 300 zł i więcej. Modne są też tablice SMD Multicolor. Ich przednia część jest wyklejona folią, a w niej wycina się litery, cyfry, inne znaki, elementy graficzne. W tej technologii można wykonać tabliczkę imienną (150 zł), ale też minilogo na przednią szybę (15x15 cm). Za dwa takie kwadraciki, np. z marką samochodu, rachunek wynosi 150 zł. Za duży Multicolor, zwykle umieszczany nad łóżkiem, zapłacimy ponad 250 zł. Do tego może przydać się sterownik, zmieniacz kolorów, ściemniacz z pilotem (40–50 zł) i inne elektroniczne akcesoria. Dzięki nim można sterować jasnością, dostosować intensywność świecenia do warunków atmosferycznych, pory dnia.

Diodowy patriotyzm

– Imiona i nazwy miast zamawiane są najczęściej, ale od jakiegoś czasu prawie każdy pracujący na trasach międzynarodowych chce mieć też orła, biało-czerwoną flagę, różne patriotyczne akcenty – tłumaczy Mateusz Spadik, który od siedmiu lat pracuje przy ledowych gadżetach, a od dwóch i pół roku prowadzi firmę Kidaps. – Kierowcy, którzy dbają o samochód, potrafią całą kabinę pięknie odszykować, oświetlić. Ostatnio byłem na montażu u pana, który tylko w kapciach do środka wpuszczał. Serio. Wszystko tam było wychuchane, dopracowane. Kabina jest jak dom. U jednych jest czyściutko, u innych… szkoda gadać.

Fot. Kidaps

Specjaliści od akcesoriów do tirów zwracają uwagę, że nie każdy trucker lubi, żeby jego maszyna świeciła się jak choinka. Nie chce neonów na atrapie, girland na dachu, diodowych krzyży (60–80 zł) czy wielkiego godła. Stawia na oszczędną klasykę. Na szybie montuje imitację tablicy rejestracyjnej z imieniem czy ksywką albo zamawia ledową tabliczkę o wymiarach 50x13 cm.

– Powinna być wykonana ze sztywnego tworzywa o grubości około 5 mm, żeby diody nie oślepiały kierującego. Muszą być odpowiednio mocne, czytelne z daleka, nie rozmazywać się – wyjaśnia „Mario”, którego spotkaliśmy na parkingu przed przejściem granicznym w Kołbaskowie.

Informuje, że jego tabliczka kosztowała 130 zł, podkreśla przy tym, że oszczędny wystrój wcale nie oznacza skąpstwa.

– Na dywaniki i pokrowce wydałem kilka razy więcej niż te klauny obwieszone diodowymi taśmami w siedmiu kolorach – żartuje Mario, obserwując przemykające w kierunku Berlina zestawy. – Ja lubię czystą formę. Porządek. Przestronność. Poduchy i sterty maskotek to skupisko kurzu – stwierdza, jakby cytował „perfekcyjną panią domu”.

W swoim pokoju na kółkach ma tylko jeden proporczyk oraz trzy ramki z fotografiami żony i dzieciaków.

Kibicowskie szaliki i kapcie z haftem

W kabinach jego kolegów trafiają się zdjęcia drużyn piłkarskich i szaliki. Jeden lubi zdjęcia roznegliżowanych dziewczyn. Inny – grafiki z kultowymi modelami sportowych aut. O różnych stylach, upodobaniach, priorytetach i grubościach portfeli mówi też właściciel Dromadera Junior.

– Mieliśmy klienta, który zamówił właściwie tylko podstawowe rzeczy – pokrowce, zasłonki – za 4 tys. zł – wspomina Krzysztof Zając. – Nieistotna jest ilość, lecz jakość. Dobre materiały, z haftem, eleganckim wykończeniem.

Opowiada m.in. o nakładkach na kierownicę wykonanych z cielęcej skóry (ok. 70 zł) i o pantoflach dla kierowców z wyhaftowanymi imionami albo logotypami. Przy okazji tłumaczy, że największe zamawiane hafty mają wymiary pół metra na metr. Nietypowe zlecenia są wyzwaniem. Trzeba przygotować projekt, przeprowadzić analizę techniczną – co i jak można zrealizować, dopilnować wykonawców.

– Póki nie działałam w branży, nie rozumiałam kierowców, tej obsesyjnej dbałości o szczegóły, tego gadżeciarstwa, tych wszystkich lampek, zasłonek, bajerów – przyznaje pracownica Dromadera Junior. – Teraz, kiedy mam okazję z nimi pogadać, wiem, że oni po prostu chcą stworzyć sobie przyjazne miejsce. To naprawdę jest ich dom. Dbają o niego, chcą się czuć wygodnie, bezpiecznie, korzystać z nowoczesnego wyposażenia.

Jasne kolory dla długodystansowców

Na europejskich szlakach spotkać można wielu domatorów, którzy w kabinie mają kilka kocyków, imiennych poduszek i stertę maskotek. Welurowe dywaniki zdobią złote hafty, drzwi mają eleganckie, pikowane obicia, a część wypoczynkowa jest wyściełana przyjemnymi, miękkimi tkaninami i skórami.

– Jasne dywaniki i obicia zamawiają ci, którzy kursują na długich trasach – tłumaczy Krzysztof Zając. – Jeśli ktoś rozwozi towar po okolicy albo obsługuje budowy, to wybiera ciemne kolory, bardziej praktyczne. Przecież co chwilę wsiada i wysiada, często w ubłoconych buciorach. Kabina się brudzi.

Fot. Dromader Junior

Maszyna, w której się pracuje, powinna być funkcjonalna i niezawodna. Dotyczy to nie tylko silnika czy skrzyni biegów. Praktyczne podejście widać choćby w wyborze materiałów obiciowych (więcej tworzyw sztucznych zamiast tapicerki) albo zasłonek. Ostatnio dość popularne są plisowane, które składają się w idealną harmonijkę. Można umieścić na nich reklamę firmy lub pseudonim kierowcy. Kosztują 450–500 zł. W podobnej cenie jest komplet zasłon ze skaju. Choć można kupić też coś o połowę tańszego.

– Ważne, żeby łatwo było je umyć lub uprać. I żeby skutecznie chroniły przed słońcem oraz ciekawskimi spojrzeniami – tłumaczy Jurek, zawodowy kierowca z Lubina. – Kiedyś byłem gadżeciarzem. Teraz szkoda mi na to kasy. Raz na jakiś czas kupię naklejkę czy breloczek.

Proste frędzle, dużo elektroniki

Z dumą pokazuje jednak termokubek ze specjalną dedykacją, imieniem i logo. Prezent od żony. Trzeba przyznać, że naczynia termiczne ze znakami renomowanych firm samochodowych wyglądają stylowo. Fajne są też eleganckie gałki na kierownicę czy klaksony w stylu retro (trąbki). Wielu truckerów lubi też tzw. kostki szczęścia, elementy odblaskowe. Co jakiś czas wymienia też diodowe tabliczki. Po pierwsze dlatego, że ich żywotność to kilka sezonów. Po drugie – pojawiają się różne nowości.

– Tabliczka pozostanie najpopularniejszym gadżetem – przekonuje Mateusz Spadik. – Jest idealna na prezent. Łatwo poznać, czy zamówienie składa kierowca, czy jego żona lub dziewczyna. Mówi „świecąca tablica do tira”. Reszty muszę się domyślić.

– Moda się zmienia. Kiedyś wszyscy mieli zasłonki i poprzeczki z frędzlami, bąblami – śmieje się Jurek.

– Teraz najpopularniejsze są frędzle proste. Styl holenderski. 90 proc. właśnie takich sprzedajemy – informuje Krzysztof Zając.

Podkreśla przy tym, że właściciel firmy przewozowej, inwestując w akcesoria, kieruje się nie tyle względami estetycznymi, co po prostu dba o swój majątek. Pokrowce, boczki na drzwi (ok. 100 zł), tzw. cokoły (70 zł) pełnią funkcję osłony.

– Chronią fotele i inne elementy wyposażenia przed wycieraniem, zabrudzeniami – tłumaczy pan Krzysztof. – Przewoźnicy inwestują w nowoczesny tabor i chcą, by po kilku latach buda nadal wyglądała jak nowa.

Młodzi stawiają na elektronikę

Polskie firmy transportowe zdominowały europejski rynek. Widać to w jakości sprzętu. Widać po liczbie ofert pracy. Młodzi ludzie wchodzący do zawodu wnoszą do świata tirów inny design, inny ubiór (czapeczki, kurtki, smycze), inną muzykę.

– Kiedyś w budzie były duże głośniki, z których leciało disco polo, a ulubioną zabawkę stanowiło CB – ironizuje Jakub, kierowca z Trójmiasta.

W sportowej bluzie z napisem „Kubi” i grafiką ciężarówki wyjaśnia, że dla niego najważniejszym akcesoriami w budzie są: kamerki drogowe, tablet, laptop, powerbanki, dysk zewnętrzny, ładowarki i… ekspres do kawy. Ulubiona rozrywka na postoju? Oglądanie filmów, gry, dobra książka. Jeśli jest dobry net – rozmowy z bliskimi.

– Nie gromadzę gratów, a przednią szybę mam prawie całkowicie czystą – pokazuje Kubi. – Gdy jedzie się do Norwegii, lepiej nie mieć pluszaków, proporców i łapaczy snów, bo tamtejsze służby tylko czekają, by wlepić za to mandat.

Podobnie jest w innych krajach skandynawskich. W Niemczech drogówka też potrafi ukarać za zbyt bogate dekoracje. W październiku głośno było o interwencji na autostradzie A30. Policjantom nie spodobały się ozdoby i spojlery na biało-wiśniowym ciągniku. Za kierownicą siedział Niemiec. Przewoźnikiem była niemiecka spółka. Ale litości nie było. Mandat i zatrzymanie dowodu rejestracyjnego.

Ale tuning, orurowanie, malowanie to odrębne dziedziny samochodowej sztuki. Więcej o tym napiszemy już wkrótce!

Tomasz Maciejewski
W drodze
Miej rękę na pulsie!
Najciekawsze informacje o branży TSL co tydzień na Twojej skrzynce e-mailowej
Wyrażam zgodę na przetwarzanie przez X Project sp. z o.o., moich danych osobowych w postaci adresu poczty elektronicznej w celu przesyłania mi informacji marketingowych. WIĘCEJ

Wyrażam zgodę na przetwarzanie przez X Project sp. z o.o., moich danych osobowych w postaci adresu poczty elektronicznej w celu przesyłania mi informacji marketingowych dotyczących produktów i usług oferowanych przez X Project sp. z o.o., za pomocą środków komunikacji elektronicznej, stosownie do treści przepisu art. 10 ust. 1 i 2 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną.

Szczegółowe zasady dotyczące przetwarzania danych osobowych i zgód marketingowych wyrażone są w klauzuli informacyjnej. Przed wyrażeniem zgód marketingowych prosimy o zapoznanie się z jej treścią.

Fleetguru informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies
zamknij