Był jednym z „Polskich truckersów”, teraz pokazuje swoje życie w Internecie. Bez ściemy i koloryzowania

15 kwietnia
W drodze

– Na moich profilach w mediach społecznościowych zobaczysz życie prawdziwego kierowcy. Takie, jaki jest, bez koloryzowania i reżyserowania. Nikt nie powie mi, że to jest ściema – mówi w rozmowie z Fleetguru Michał Lezner, jeden z najpopularniejszych polskich truckerów.

Michał Lezner to trucker, który zdobył dużą popularność dzięki udziałowi w programie „Polscy truckersi”, emitowanym na kanale Discovery. Ale fani o nim nie zapomnieli. Głównie dzięki temu, że jest bardzo aktywny w mediach społecznościowych. Prowadzi swój profil na Facebooku, Instagramie, kręci filmy, które pojawiają się w serwisie YouTube. O czym? Jak żartobliwie pisze o „życiu typowego Janusza w świecie transportu”.

Fot. archiwum Michała Leznera

Mikołaj Radomski: Na twoim facebookowym proflu znajduje się taka oto zajawka: „życie typowego Janusza w świecie transportu”…

Michał Lezner: W każdym z nas jest trochę typowego Janusza.

Słownikowa definicja „Janusza” brzmi: „to mężczyzna w średnim wieku, z wąsem, ubrany w biały podkoszulek, czarną skórzaną kurtkę oraz koniecznie białe skarpetki i sandały, trzymający reklamówkę z dyskontu. Ukazuje małomiasteczkowość, ignorancję oraz święte przekonanie, że «ja wiem lepiej»”. Taki właśnie jesteś?

Podchodzę do tego na luzie. Nie biorę tego tak do końca na poważnie. Raczej nie wyglądam tak, jak opisałeś.

Fot. archiwum Michała Leznera

To co chcesz przez to powiedzieć? Co chcesz przekazać przez media społecznościowe, w których jesteś aktywny?

Chcę pokazywać prawdziwe życie kierowców, gdy jesteśmy w drodze. Że ciężko pracujemy i często nie ma nas w domu. Nagrywałem filmiki, w których opowiadałem o swojej ciężarówce, o jej budowie, częściach. Teraz trochę przystopowałem, bo ktoś „życzliwy” podesłał jeden z nich policji i dostałem mandat.

Za nagrywanie? Mógłbyś rozwinąć wątek?

Tak. Ktoś zauważył, że na filmiku jadę w dzień i w nocy. Myślał, że nie zrobiłem przerwy, więc doniósł. Policja wystąpiła o filmik do firmy, w której pracuję. Zapis tachografu potwierdził, że nie popełniłem wykroczenia. Natomiast policjanci zauważyli, że prowadziłem bez zapiętych pasów. No i dostałem mandat.

Trzeba uważać, co się wrzuca do sieci.

Tak, teraz zanim coś opublikuję, dokładnie sprawdzam. Kiedyś robiłem to spontanicznie i się nie zastanawiałem. Takie czasy… Teraz zresztą wrzucam mniej filmików, bo robię stałą trasę Gdynia – Francja. Czekam na Norwegię, by coś nagrać.

Twój fanpage na Facebooku liczy ponad 18 tys. osób. Twój profil śledzi ponad 19 tys. Skąd taka popularność? Jak to się zaczęło?

Wszystko zaczęło się kilka lat temu. Kolega kierowca Maciek Tkaczyk miał fanpage, na który wrzucaliśmy filmiki. Któregoś dnia odezwała się do nas jakaś kobieta z propozycją udziału w programie telewizyjnym, pokazującym życie kierowców. Myśleliśmy, że to żart, ale okazało się, że to poważna propozycja. Nakręciliśmy kilka odcinków, które były emitowane w Discovery jako „Polscy truckersi”.

Kadr z filmu „Polscy truckersi” Discovery

Program pokazywał prawdziwe życie kierowców czy sytuacje były reżyserowane?

Oczekiwano od nas, że będzie dużo emocji i ciągle będzie się coś działo. Więc tak było. Chłopacy trochę nas wyśmiali, bo z byle pierdoły mieliśmy robić awarię, wzywać holowanie. Nie mieliśmy żadnego doświadczenia telewizyjnego, dlatego tak to wyglądało. Później nie chcieliśmy wystąpić w kolejnym sezonie, ale otrzymaliśmy zapewnienie, że będzie już inaczej, więc wystąpiliśmy. Telewizja czyni cuda. Jak były z nami kamery, mogliśmy robić wszystko, np. na promie. Nie musieliśmy czekać na rozładunek pod firmą. Po przygodzie z telewizją zacząłem prowadzić własny fanpage.

Co można zobaczyć na twoich profilach?

Zobaczysz życie prawdziwego kierowcy. Takie, jakie jest, bez koloryzowania i reżyserowania. Nikt nie powie mi, że to jest ściema.

Fot. archiwum Michała Leznera

No właśnie, na jednym z filmików mówisz: „kierowca nie musi być brudasem, pijakiem i dziwkarzem. Starzy kierowcy się wykruszają i trzeba się do tego przyzwyczaić. Młody człowiek dba o siebie, dba o auto”.

Tak jest. Czasy się zmieniły. I kierowcy też. Samochody są naszpikowane elektroniką. Nie ma czasu na niezaplanowane postoje. Niestety, obraz kierowcy w społeczeństwie się nie zmienia. Nadal jesteśmy postrzegani stereotypowo. Nie służy temu informacja w mediach. Ostatnio mieliśmy nagonkę na kierowców, którzy wyprzedzają na autostradzie A2. To są obiegowe i krzywdzące opinie.

Na twoim fanpage’u jest filmik, w którym padają słowa: „kierowcą tira zostajesz, jak nie potrafisz w życiu robić nic”. Tak jest?

To jest właśnie nieprawda. Dziś, aby zostać kierowcą tira, trzeba przejść długą drogę, szkolenia, badania lekarskie. Zawód się sprofesjonalizował. Byle kto nie może siąść za kółko. Miałem takiego kolegę, co wymyślił sobie, że będzie kierowcą, bo to dobre pieniądze. Ale nie czuł tego. Raz zgubił naczepę, innym razem jeździł 40 km/h na autostradzie.

A ty zostałeś kierowcą, bo…

Od dzieciaka kręciłem się przy autach. Dziadek był kierowcą autobusu miejskiego, a wujek miał ciężarówkę.

Jaki jest największy koszt w tym zawodzie?

To rozłąka z rodziną. Co innego, gdy się jest kawalerem, a co innego, gdy jest rodzina, żona i dzieci. Jak wyjeżdżam, to mój synek prosi: „Tato, zostań”. To trudne.

Fot. archiwum Michała Leznera

Występowałeś w telewizji, jesteś rozpoznawalny?

Właśnie niedawno miałem taką śmieszną przygodę. Wracaliśmy na pusto z Francji, przekroczyliśmy granicę polską, zatankowaliśmy i ruszyliśmy w stronę Gdyni. Kolega prowadził i mówi, że jakiś tir na węgierskich tablicach nas goni, gdzie może, próbuje wyprzedzać. I tak przez jakieś 40 km. Było ciemno, więc pomyśleliśmy, że może coś się stało, opona wystrzeliła albo idą iskry z tylu – po ciemku nie widać. Zatrzymaliśmy się na parkingu, a ta węgierska ciężarówka za nami. Wysiadł z niej węgierski kierowca i trochę po angielsku, trochę po polsku mówi do mnie: „Michał, ty byłeś w tej telewizji, bo te odcinki teraz na Węgrzech lecą w Discovery. Czy mogę zrobić z tobą zdjęcie?” Zrobiliśmy wspólną fotkę.

Zauważył cię na stacji?

Poznał moją ciężarówkę.

Jest charakterystyczna?

Tak, to scania trzyosiowa przygotowana na warunki norweskie. Kabina jest specjalnie docieplona wełną, a szyby są podwójne i zespolone. Napęd jest standardowy, na jedną oś, ale z tyłu mam trzecią oś, którą mogę podnieść, gdy na drodze jest dużo lodu, żeby wciągać się pod gorę. Naczepa jest biała. Kabina – granatowa z charakterystycznymi pomarańczowymi światełkami. Dodatkowo na szybach są podświetlone napisy „Michał” oraz „Gdynia”. Pośrodku nazwa firmy, w której pracuję – Gadus. W środku podświetlone logo Scanii. Można ją rozpoznać. Jest charakterystyczna.

Fot. archiwum Michała Leznera

A o czym będzie filmik z Norwegii? Chciałbyś wrócić do telewizji?

Czekam na Norwegię. Tam jest co nagrywać. Są ekstremalne warunki. Nie każdy tam pojedzie. Trzeba mieć duże umiejętności. Wystąpiłbym jeszcze w telewizji pod warunkiem, że dostałbym jakieś zadanie, np. jakiś trudny region do przejechania, jak w programie „Ciężarówką przez Wietnam”.

Mikołaj Radomski
W drodze
Miej rękę na pulsie!
Najciekawsze informacje o branży TSL co tydzień na Twojej skrzynce e-mailowej
Fleetguru informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies
zamknij