Jeździł dziadek, teraz robi to ojciec i dziewięciu wujków. Czy Zibi mógłby być kimś innym niż kierowca zawodowy?

14 czerwca
W drodze

– Jeszcze zanim się urodziłem, jeździłem w trasy. Bo mama do siódmego miesiąca ciąży, dopóki dawała radę z brzuchem wchodzić do kabiny, wyruszała razem z tatą. Po urodzeniu musiałem odczekać jakiś rok, może półtora. Wtedy pojechałem w swoją pierwszą trasę z rodzicami. Dużo jeździłem także w wieku przedszkolnym – mówi w rozmowie z Fleetguru Kamil Opler, znany jako Zibi1541.

Chciałoby się powiedzieć, że zamiłowanie do ciężkich pojazdów wyssał z mlekiem matki. Gdy miał piętnaście lat, nagrywał filmiki z tirami w roli głównej i wrzucał na YouTube. Rok później pierwszy raz prowadził zestaw. W wieku 22 lat został mistrzem świata kierowców zawodowych UICR. Jeździ ukochaną starą „magnumką”, publikuje filmy z trasy, a w wolnych chwilach składa modele... ciężarówek. Trudny przypadek. Poznajcie Kamila Oplera, czyli Zibiego1541.

Fot. archiwum Kamila Oplera

Mikołaj Radomski: Zawód kierowca. Mogło być inaczej?

Zibi1541: Raczej nie. Dziadek jeździł, tato jeździ. Dziewięciu wujków jeździ. Nawet bracia dziadka jeździli. Byłem u mamy w brzuchu, a już uczestniczyłem w pierwszym swoim zlocie truckerów. Było to w 1992 roku w miejscowości Chróścina Opolska. Wtedy impreza nazywała się Trucker Country. Tato został na niej nawet najlepszym kierowcą roku.

Jeszcze zanim się urodziłem, jeździłem w trasy. Bo mama do siódmego miesiąca ciąży, dopóki dawała radę z brzuchem wchodzić do kabiny, wyruszała razem z tatą. Po urodzeniu musiałem odczekać jakiś rok, może półtora. Wtedy pojechałem w swoją pierwszą trasę z rodzicami. Dużo jeździłem także w wieku przedszkolnym. To z tatą i dziadkiem – zamiast chodzić do przedszkola.

Fot. archiwum Kamila Oplera

Dzieciństwo spędziłeś w kabinie? Nie wolałeś bawić się z innymi chłopcami samochodzikami na dywanie w przedszkolu?

Nie, mogłem jeździć naprawdę. Miałem cudowne dzieciństwo, które do dziś miło wspominam. Nie żałuję tego, że nie chodziłem z rodzicami za rękę do przedszkola. I tak zostało mi do dziś. Kocham to, co robię. Kocham jeździć. Lubię swoją pracę. Jak wracam do domu, chwilę posiedzę i już zaczyna mnie nosić. Już chcę wyjeżdżać w trasę. Pracuję w rodzinnej firmie. Po zrobieniu uprawnień, kiedy już było pewne, że będę jeździł zawodowo, rodzice i dziadkowie próbowali mnie odwieść od tego zamiaru. Bo to zawód trudny, niedoceniony i niebezpieczny. Chcieli, żebym został na miejscu i ogarniał interes w domu, ale to nie dla mnie.

Fot. archiwum Kamila Oplera

Opowiesz coś więcej o rodzinnych tradycjach?

Dziadek zawodowe prawo jazdy ma od 1961 roku. Pracował w Transbudzie w Opolu. Początkowo jeździł żukiem jako pilot. Przewozili ważące 50 ton pierścienie do pieców obrotowych z Katowic do Bydgoszczy. Kilka lat później dostał skodę z przyczepą. Woził rzeczy związane z budowlanką. Począwszy od żwiru przez cement, cegły po płyty na bloki. Potem odebrał prosto z fabryki nowego jelcza, następnie dostał steyra. W tamtych czasach większość aut miała zabudowę skrzyniową i materiały sypkie, jak np. żwir, rozładowywało się ręcznie. Dziadek sam przerobił sobie tę zabudowę, tak że pod podłogą zamontował siłowniki i mógł kiprować ładunek podnosząc podłogę. Nie mógł zrobić typowej podnoszonej zabudowy na wzór wywrotki. Dlaczego? Bo auta te były wciągnięte na listę rezerw wojskowych. Nie mogły mieć zabudowy samowyładowczej przez to, że w razie wojny miały przewozić ludzi.

Fot. archiwum Kamila Oplera

Oprócz tego jeździł większością modeli aut z tamtego okresu: krazem, kamazem, starem, żubrem, ifą, roburem, gazem, zisem, ziłem. Oprócz ciężarówek było też kilka autobusów. Tymczasem tato, po skończonej praktyce w warsztacie, również zaczął pracować jako kierowca. Jego kariera także zaczęła się od żuka. Później, w listopadzie 1983 roku, dziadek poleciał do Iraku na kontrakt. Pracował jako kierowca przy budowie autostrady. Był tam nieprzerwanie do lipca 1987 roku. W tym czasie tato dostał steyra po dziadku. Po otwarciu granic jako jeden z młodszych kierowców i jako pierwszy z firmy pojechał tatrą balastową z cementem do Berlina. W tamtych czasach taka trasa zajmowała tydzień, a na przejściach granicznych stało się nawet po cztery dni.

Fot. archiwum Kamila Oplera

Po powrocie dziadka z Iraku razem jeździli za granicę w podwójnej obsadzie. Na początku wspomnianym już steyrem, później dostali renault R390 V8. W tamtych czasach był to straszny przeskok technologiczny. Jak gdzieś zajechali, ludzie nie mogli się napatrzeć na ten samochód. Później państwowe firmy zaczynały podupadać. Tato zaczął pracować u prywaciarza, dziadek jeździł dalej – dafem ati.

Fot. archiwum Kamila Oplera

Mniej więcej w tym momencie przyszedłem na świat i powoli zacząłem wkręcać się w ten zawód. Potem Transbud, razem z niektórymi zestawami, przejął prywaciarz i dziadek jeździł u niego aż do emerytury.

Fot. archiwum Kamila Oplera

Dziadek, pracując w Transbudzie, został wyróżniony wieloma odznaczeniami i dyplomami. W 1976 roku od ministra budownictwa i przemysłu dostał odznakę „Zasłużony dla budownictwa i przemysłu materiałów budowlanych”. Trzy lata później zajął czwarte miejsce w walce o tytuł najlepszego kierowcy PTSB Transbud Opole. W drugim kwartale 1979 roku Wojewódzka Rada Narodowa w Opolu odznaczyła go odznaką honorową „Zasłużony Opolszczyźnie”. Został także wyróżniony odznaką „Zasłużony pracownik PTSB Transbud Opole”. W 1980 toku zajął drugie miejsce w zawodach o tytuł najlepszego kierowcy. Cztery lata później Prezydium Miejskiej Rady Narodowej w Opolu odznaczyło go „Za zasługi dla miasta Opola”. A nie są to wszystkie jego wyróżnienia.

Fot. archiwum Kamila Oplera

W lutym 1999 roku tato założył swoją firmę. Dziadek po przejściu na emeryturę nie umiał się rozstać z jazdą. Jeszcze ponad dziesięć lat pracował u taty.

Ile miałeś lat, gdy sam zacząłeś jeździć?

Nie powinienem o tym mówić, bo było to nielegalne. Pierwsze próby podejmowałem, gdy miałem dwanaście lat. Oczywiście pod okiem ojca lub dziadka. Zaczynałem od jazdy po placach firm. To były pierwsze manewry, cofania pod rampę.

Fot. archiwum Kamila Oplera

Miałem jedną ulubioną rampę w cementowni, trzeba było cofnąć do niej pod kątem 90 stopni na niewielkim placu. Jak się wytrenowałem, robiłem to za pierwszym razem. Kiedyś Czech ładujący się przed nami miał spory problem, żeby cofnąć pod tę rampę. Wózkowy, który nas znał, bo jeździliśmy tam często, powiedział do niego: „Patrz, jak zrobi to młody”. Miałem wtedy trzynaście lat.

Gdy miałem czternaście lat, pozwalali mi już prowadzić zestaw po mniej uczęszczanych drogach. Dwa, trzy lata później praktycznie jeździłem już wszędzie. Zdarzało się, że sam potrafiłem przejechać całą trasę pod okiem dziadka. On bacznie się wszystkiemu przyglądał i dawał cenne wskazówki. Pod koniec gimnazjum podczas wakacji potrafiłem sam przejeździć 5–6 tys. km! Prawo jazdy robiłem z marszu. Kategoria po kategorii. W wieku 18 lat miałem już kategorie A, B i C. Mając 19 lat do kompletu dołączyłem uprawniania na E. Wszystko zdane za pierwszym razem. Poszło szybko. Po szkole, w wieku dwudziestu lat, przez wakacje zrobiłem kwalifikację wstępną i od 1 września już oficjalnie siadłem za kierownicę.

Fot. archiwum Kamila Oplera

A kiedy zacząłeś nagrywać filmiki?

Z aparatem i kamerą zacząłem latać w 2007 roku, czyli jak miałem piętnaście lat. Kręciłem filmiki z trasy, gdy zabierałem się z tatą, robiłem relacje ze zlotów i chodziłem na polowania – czyli łapanie ciężarówek w obiektyw. Utworzyłem kanał na YouTube i publikowałem. Teraz nazywa się to truck-spotting, a truck-spotterzy mają swoje fanpage’e i grupy na Facebooku. Za moich czasów zdjęcia publikowało się w swoich fotogaleriach na forach związanych z tą tematyką.

Dziś chyba co drugi kierowca prowadzi wideobloga, nagrywa i publikuje.

Wtedy byłem jednym z pierwszych. W 2007 roku było nas, wideoblogerów, może sześciu w całej Polsce. To Rafał Nolibab, Truckmaniac, KD Truck, Tkaczykowski i ja. Potem dołączyła do nas Iwona. Zaczynaliśmy na forach, tworzyliśmy kanały, nie było jeszcze mody na fanpage’e. Znaliśmy się wszyscy, bo grono było wąskie. Dziś rzeczywiście praktycznie każdy, w większym lub mniejszym stopniu, coś nagrywa i publikuje.

Fot. archiwum Kamila Oplera

Tobie to nie minęło. Twój profil na Facebooku obserwuje prawie 6,5 tys. osób.

A na pierwszym profilu było ponad 12 tys. Niestety, został usunięty i musiałem założyć nowy. Fanpage mam od 2011 roku. Kanał na Youtube – od 2007. Teraz publikuję głównie na Instagramie, bo to najwygodniejsze. Nie robię tego dla popularności, na rekordy czy liczby wyświetleń. Publikuję dla przyjemności. Dużo ludzi, którzy pamiętają mnie właśnie z tamtych lat, w dalszym ciągu mnie obserwuje.

O czym opowiadają twoje filmiki?

To zwykłe zajęcia kierowcy: trasa, załadunek, zabezpieczanie ładunku. Nic szczególnego. Publikuję to, co widzę. Pokazuję pracę kierowców, nie ubarwiam niczego, ale i nie ukrywam. Opowiadam o naszych samochodach, nagrywam też filmiki ze zlotów. Czasem zdarzają się też filmy z testowania samochodów, które dostaniemy do firmy.

Fot. archiwum Kamila Oplera

Zwykłe filmy, które mają ogromną publikę.

Nie wiem, dlaczego. Uważam się za zwyczajnego kierowcę. Może przez to, że, tak jak już wspominałem, zaczynałem publikować w czasach, gdzie takich kierowców była garstka. Ludzie oglądali wtedy wszystkich, którzy coś dodawali.

Internauci znają cię pod nickiem Zibi1541. Co to oznacza?

To login z podstawówki. Używałem go zawsze na forach. I tak zostało. Nie ma szczególnego znaczenia.

Miałeś też przygodę z telewizją.

Zaczęło się od tego, że jeszcze za czasów szkolnych zostałem zaproszony na nagranie programu „Na Osi”. Pokazywano tam modyfikowane ciężarówki, więc była to dobra okazja, by je sfotografować i dodać do swojej fotogalerii na forach.

W końcu zostaliśmy zaproszeni, ale już ze swoim ciągnikiem. Oprócz zapowiedzi nagrań programu raz zrobiono materiał z naszymi samochodami do serii „Kierowca i jego ciężarówka”. Wystąpiłem tam razem z tatą. Później, kiedy już jeździłem zawodowo, nagrywaliśmy także testy ciężarówek, które mieliśmy w firmie.

Fot. archiwum Kamila Oplera

W 2014 roku zostałeś mistrzem świata kierowców zawodowych. Ale wygrywałeś już wcześniej.

Pierwszy raz wygrałem w 2009 roku w kategorii super młode wilki na Trakerskim Spotkaniu w Krakowie. Miałem wtedy szesnaście lat. Była to kategoria przeznaczona dla osób bez prawa jazdy. Trzy lata później udało się zdobyć kolejną nagrodę. Tym razem w kategorii młode wilki, dla osób posiadających uprawnienia. Rok później znów znalazłem się na podium i tym samym zakwalifikowałem się do mistrzostw świata w 2014 roku. Tam zwyciężyłem w swojej kategorii wiekowej.

Fot. archiwum Kamila Oplera

Jakie umiejętności sprawdzali?

Był test ze znajomości przepisów, teoretyczny i praktyczny sprawdzian z pierwszej pomocy, z mocowania ładunku, stanu technicznego samochodu. No i oczywiście najważniejsze, czyli manewry na torze przeszkód.

Fot. archiwum Kamila Oplera

Reprezentowałeś Polskę poza granicami kraju?

Był taki plan, że miałem bronić tytułu w 2016 roku w Finlandii, ale z racji kosztów przeważnie na mistrzostwa za granicę nie zabierali osób z najmłodszej kategorii wiekowej. Była opcja wyjazdu, lecz musiałbym opłacić go z własnej kieszeni. Niestety, chodziło o sporą sumę.

Jakie jest twoje hobby?

Sklejam modele ciężarówek w skali 1:24. Mam także kolekcję modeli w skali 1:87. Do tego są jeszcze pojedyncze sztuki w innych skalach i modele RC. Pokazywałem też mój model scanii serii 4 z chłodnią na wystawach modeli. Udało się nawet zdobyć kilka nagród. Poza ciężarówkami interesuję się też mniejszą motoryzacją. Mam zmodyfikowanego volkswagena polo 6N, który od pięciu lat jest wyłącznie autem hobbystycznym. Wyjeżdża tylko na zloty lub przejażdżki – jak jest ładna pogoda.

Fot. archiwum Kamila Oplera
Fot. archiwum Kamila Oplera

Czym jeździsz w pracy?

Mam renault magnum z 1999 roku. To stary i poczciwy samochód. Nie zamieniłbym go na żaden inny. Jestem do niego bardzo przywiązany, bo jeździ w naszej firmie od czternastu lat. Już w gimnazjum powtarzałem, że będę nim kierował. Nie było innej opcji, w końcu zacząłem nim jeździć.

„Renia” raczej ma już u mnie dożywocie. Jeśli trzeba będzie przesiąść się do nowszego samochodu (choć nie chciałbym tego, bo uwielbiam starą motoryzację), w planach mam odrestaurowanie jej i zostawienie jako hobby trucka.

Fot. archiwum Kamila Oplera

Do niedawna mieliśmy jeszcze rodzynka, czyli renault AE z przełomu 1990 i 1991 roku. I to z nim wiązałem swoje plany restauratorskie. Był to jeden z pierwszych modeli, który wyróżniał się wyżej zamontowanymi ramionami lusterek, silnikiem Berliet i nazwą. Dopiero następne, z silnikami Renault i Mack, które miały już zamontowane normalne ramiona, czyli tak jak w każdej późniejszej „magnumce”, nazwano renault magnum AE.

Strasznie było mi jej szkoda, ale kwota, którą trzeba wydać na odrestaurowanie ciągnika, jest ogromna. Na tę chwilę nie mogliśmy sobie na to pozwolić. Stała i czekała na lepsze czasy dobrych kilka lat. Aż zainteresował się nią mój znajomy i niedawno ją odkupił.

Masz jakieś truckerskie marzenia?

Jednym z nich jest odrestaurowanie mojego aktualnego ciągnika. Od pierwszej śrubki. Swego czasu chciałem też kolekcjonować wszystkie modele magnum. Prawie się to nam udało, bo jeszcze kilka lat temu mieliśmy na placu aż cztery generacje z pięciu. Najstarszy model AE, integral, E-Tech i dxi. Do pełni szczęścia brakowało nam ostatniego modelu produkowanego w latach 2008–2012. Dużą dobrze wyposażoną halą też bym nie pogardził. Tam mógłbym powoli zabrać się za restaurację mojej „magnumki”. A ona potem w suchym i ciepłym miejscu mogłaby czekać na sezony zlotowe.

Opowiesz o największej przygodzie w swojej truckerskiej karierze?

Chyba najbardziej zaskoczony byłem ze zdobycia tytułu mistrza świata kierowców zawodowych UICR. Gdy oglądałem przejazdy innych uczestników, nie byłem w stanie jednoznacznie ocenić, komu poszło lepiej. Do samego końca nie liczyłem na to, że uda się wygrać podwójne złoto. Bo wygraliśmy także w konkursie drużynowym. Są też przygody, których nie wspomina się miło. Jak wiadomo, w trasie nie zawsze jest kolorowo. Czasami nie idzie tak, jak chcielibyśmy. Miałem już w swojej siedmioletniej karierze kilka takich przygód. Przykład? Około 2.30 na czeskiej autostradzie, przed granicą słowacką, urwał się bieżnik opony w naczepie. Była to wina wadliwej produkcji. Pech chciał, że było to ostatnie koło z prawej strony. Kręcący się urwany bieżnik robił wokół siebie spustoszenie. Urwał błotnik i znajdujące się tuż za nim zawory. Podczas jazdy zablokowało mi koła w naczepie, bo uciekło całe powietrze z układu. Ależ byłem zestresowany. Martwiłem się, żeby nikt nie jechał zaspany lub nie zagapił się i nie wjechał mi w tył. Na szczęście do zjazdu nie było daleko. Po ocenie uszkodzeń powolutku stoczyłem się na stację. Wypatrzyłem ją tuż za zjazdem, jeszcze kiedy stałem na poboczu autostrady. Stwierdziłem, że mam dość atrakcji. Poszedłem spać, a za naprawę wziąłem się dopiero rano.

Zmiana uszkodzonego koła to był najmniejszy problem. Trzeba było zaślepić wszystkie zerwane przewody układu pneumatycznego, żeby nie uciekało powietrze. Kiedy już udało mi się uszczelnić układ, dojechałem 40 km na miejsce przeładunku. Potem wróciłem ze Słowacji do domu bez hamulców w naczepie, powietrza w poduszkach zawieszenia i świateł pozycyjnych. Dobrze, że w dzień nie potrzebowałem świateł, i miałem lekko. Bo wracać do domu z ciężarem przez górskie serpentyny w Czechach mogłoby być trudno. Cieszę się, że byłem uczony, jak radzić sobie na drodze. W dzisiejszych czasach piętnuje się takie zachowania, które jeszcze parę lat wstecz były chwalone i doceniane. Kierowca na drodze podczas awarii, jeśli było to możliwe, radził sobie sam, żeby tylko wrócić do domu. Teraz zdarzają się truckerzy, którzy potrafią narzekać nawet na to, że muszą sami zmienić koło. Wszędzie tylko serwis i serwis. Ja na szczęście nie należę do tej grupy kierowców i bardzo się z tego cieszę! Poza tym jestem bardzo wymagający i dokładny. Jeszcze się nie zdarzyło, żebym po naprawie w serwisie był w stu procentach zadowolony...

Mikołaj Radomski
W drodze
Miej rękę na pulsie!
Najciekawsze informacje o branży TSL co tydzień na Twojej skrzynce e-mailowej
Wyrażam zgodę na przetwarzanie przez X Project sp. z o.o., moich danych osobowych w postaci adresu poczty elektronicznej w celu przesyłania mi informacji marketingowych. WIĘCEJ

Wyrażam zgodę na przetwarzanie przez X Project sp. z o.o., moich danych osobowych w postaci adresu poczty elektronicznej w celu przesyłania mi informacji marketingowych dotyczących produktów i usług oferowanych przez X Project sp. z o.o., za pomocą środków komunikacji elektronicznej, stosownie do treści przepisu art. 10 ust. 1 i 2 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną.

Szczegółowe zasady dotyczące przetwarzania danych osobowych i zgód marketingowych wyrażone są w klauzuli informacyjnej. Przed wyrażeniem zgód marketingowych prosimy o zapoznanie się z jej treścią.

Fleetguru informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies
zamknij