Krejzole w akcji. Taka szalona podwójna obsada jest tylko jedna!

14 maja
W drodze

Taka podwójna jest tylko jedna – mówią o sobie. To chyba prawda. W świecie zawodowych kierowców mają tysiące fanów, ale również wielu hejterów. „Doris & Łukasz, czyli Krejzole Trakiem po Europie” pokazują, że za kółkiem nie ma nudy.

Mało kto tytułuje siebie mianem „krejzola”. Niewielu śpiewa wulgarne rymowanki Cypisa przed kamerą. Raczej rzadko pozuje się w bieliźnie. Truckerzy mają różne pomysły na autopromocję, zasilają fanpage (na FacebookuYoutube) rozmaitymi, niekiedy bardzo mocnymi, treściami. Ale Doris (czyli Dorota) i Łukasz idą krok dalej. Jeden z ich niedawnych postów, okraszony zdjęciami „w pościeli”, wywołał lawinę komentarzy. Także niepochlebnych.

– Kiedy zaczynaliśmy, bywało gorzej – wspomina Dorota. – Były „gównoburze” z piorunami.

Nic nie wskazuje na to, by ten truckerski duet złagodniał i zrezygnował z bycia kontrowersyjnym. W rozmowie z Fleetguru opowiada jednak nie tylko o tym, kto chciałby Doris spalić żywcem na stosie nienawiści, lecz przede wszystkim o życiu w trasie, domu na kółkach, zabawnych i dramatycznych przygodach. Jak np. „zagazowanie” Łukasza na parkingu w Hiszpanii czy próba aresztowania Doris przez rosyjską drogówkę.

Fot. archiwum „Doris & Łukasz, czyli Krejzole Trakiem po Europie”

Tomasz Maciejewski: Dlaczego „krejzole”?

Doris: Nieraz ktoś tak o nas pisał. Mówią też „świry”. W gronie znajomych – „czubki”. Więc chyba coś jest na rzeczy i też tak nasz fanpage został nazwany, żeby od razu wiedzieć, o kogo chodzi. Bo taka podwójna jest tylko jedna. Często mamy głupie pomysły i nie boimy się tego pokazać. Po prostu pokazujemy realne osoby i odchylenia. Lubimy się wygłupiać.

Niedawno pochwaliliście się piętnastą rocznicą związku. Niezły staż. Od kiedy jeździcie w duecie?

Doris: Jesteśmy razem piętnaście lat. Moja przygoda za kierownicą rozpoczęła się w październiku 2015 roku. Czyli jeździmy razem prawie cztery lata. Łukasz przygarnął mnie pod swoje skrzydła, gdyż on jest zawodowym kierowcą już jedenaście lat. W sumie to zostałam zmuszona do zrobienia prawa jazdy słowami: „nie robisz, nie jesz”. Marne grosze, które zarabiałam, to rzeczywiście był śmiech na sali. Więc po wielu namowach udało mu się mnie przekonać. Miałam wątpliwości. Bo gdzie ja, taka mała, chuda, po prostu chucherko, mam jeździć ciężarówką? Przecież mnie tam nawet widać nie będzie. No ale poszłam, spróbowałam i nie pożałowałam.

Fot. archiwum „Doris & Łukasz, czyli Krejzole Trakiem po Europie”

Kiedy zaczęliście razem kręcić kilometry, postanowiliście kręcić też filmiki, robić zdjęcia, pisać, pochwalić się? Kto wymyślił bloga?

Doris: A tu się zdziwicie. Na pomysł prowadzenia bloga wpadł Łukasz. I wszelkie głupie pomysły też są jego zasługą. Najpierw była to normalna strona ze zdjęciami z tras, lecz w krótkim czasie uległa przekształceniu. Dlaczego? Gdyż wiele jest stron o transporcie. Nuda była. A że my nie lubimy monotonii, więc postawiliśmy na zmianę. Postanowiliśmy być inni niż wszyscy, lecz ciągle być sobą. Nie podążamy wydeptanymi ścieżkami. Wydeptujemy swoje. Pomysły rodzą się w Łukaszowej głowie bądź są inspirowane czymś, co gdzieś się widziało. Opisy najczęściej tworzę ja, bo Łukaszowi się nie chce. On jest ten kreatywny, a ja robol. A bloga prowadzimy, żeby mieć dodatkowe zajęcie w długiej trasie. Jako urozmaicenie, dla zabawy i zabicia nudy. Ciągle musi się coś dziać.

Jak na Krejzoli reagują koleżanki i koledzy po fachu? Widziałem, że niektóre wasze wpisy wywołują burzliwe dyskusje.

Doris: Oooo, to temat rzeka… Są różni ludzie, różni kierowcy. Są tak zwani służbiści, którzy ten zawód traktują zbyt poważnie, szablonowo. To znaczy, że praca to dla nich tylko trasy, ciężarówki, rozładunki, załadunki, korki. A jak się pokazuje coś innego, tak jak my, jest się od razu krytykowanym. Często twierdzą, że takim zachowaniem, jakie my pokazujemy, „psujemy opinię innym kierowcom”. Myślę, że opinię niszczą ci, którzy się upijają, ćpają, nie kąpią, śmiecą i niszczą mienie publiczne. Ale na szczęście jest wielu wyluzowanych truckerów, którym odpowiada nasz sposób bycia i dodaje nam skrzydeł. Choć hejterzy też dają nam kopa, by tym bardziej być kontrowersyjnymi i zrobić im na złość.

Fot. archiwum „Doris & Łukasz, czyli Krejzole Trakiem po Europie”

Niedawno opublikowałaś dość odważne zdjęcia „w pościeli” i prowokacyjnie napisałaś, że czekasz na tzw. gównoburzę…

Doris: Co do „gównoburzy”, to ta była słaba, bo w końcu ludzie dali sobie spokój. Tak mi się wydaje. Ale gdy zaczynaliśmy, pojawiły się pierwsze prowokacyjne posty, „gównoburze” były. I to z piorunami. Najwięcej pretensji miała pewna grupa wzajemnej adoracji, tzw. kierowniczki. Swoją drogą to najbardziej kretyńska nazwa „pań za kierownicą”, jaką mogły sobie wymyślić! Nie znoszę tego określenia, bo kierowniczka to może być w sklepie… Tak. One, jakby mogły, spaliłyby mnie żywcem na stosie. Ich głównym argumentem było to, że psuję im opinię. Że przeze mnie nie są szanowane przez mężczyzn. Że są traktowane jak panie do towarzystwa.

Na samym początku byliśmy zdziwieni ludzką nienawiścią, zawiścią, zazdrością i dziwnym odbiorem, lecz z czasem nauczyliśmy się radzić z tego typu komentarzami. Teraz nie robią już wrażenia. Spływają po nas jak woda po kaczce. Cokolwiek by się zrobiło, ludzie i tak będą gadać! Więc należy nie przejmować się ich opinią, robić po swojemu i tak, żeby to nam samym było dobrze. Bo innym się nie dogodzi. A nikt za nas życia nie przeżyje, więc po co podążać za stereotypami? Trzeba żyć po swojemu, bo lepiej coś zrobić i żałować, że się to zrobiło, niż żałować, że się nie zrobiło, a mogło.

Obecnie tych tak zwanych gównoburzy jest mniej, gdyż nasi recenzenci wolą gorzkie żale wylewać w swoim gronie, na innych grupach, gdzieś po kątach, myśląc, że nie wiemy. Zamiast się wypowiedzieć o nas wprost. Chyba się nas boją. Powiem szczerze: większość ludzi jest mądra i odważna w tylko necie, a w starciu twarzą w twarz nikt ci nic nie powie.

Wracając do spraw czysto zawodowych: gdzie najczęściej jeździcie? Które kierunki i miejscówki lubicie najbardziej?

Doris: Do Hiszpanii, Francji, Czech. Ale zdarzają się też inne kierunki: Holandia, Belgia, Dania, Finlandia, Litwa, Węgry, Włochy, Rumunia, Szwajcaria. Kiedy się zatrudniałam, na samym początku rzuciłam się na głęboką wodę i po wyrobieniu wizy ruszyłam na trasy wschodnie. To była Rosja. Ogólnie odwiedziliśmy już wiele państw.

Naszym ulubionym krajem jest Hiszpania. Tam czujemy się jak w domu i lubimy zwiedzać ciekawe zakątki. Choć powiem szczerze, że fajnie się jeździło po Rosji.

Fot. archiwum „Doris & Łukasz, czyli Krejzole Trakiem po Europie”

Udaje się połączyć obowiązki służbowe ze smakowaniem nowych miejsc, zwiedzaniem?

Doris: Jeżeli czas, miejsce i warunki pogodowe na to pozwalają, idziemy w nieznane. Czy to w Polsce, czy za granicą. Przykładowo w zeszłym roku majówkę spędziliśmy we Włoszech w nadmorskim mieście Albenga.

Kiedy się tak krąży po całym kontynencie, zdarzają się przygody, niespodzianki, trudności.

Doris: Oj, tak. Przygody się zdarzają. Nas najlepsze spotykały właśnie w Rosji. Już podczas pierwszego kursu! Jak wiadomo, na polsko-białoruskim przejściu granicznym obowiązuje odprawa celna, więc nieraz są długie kolejki. Po kilka godzin czekania. Ale akurat podczas pierwszego naszego wyjazdu polscy celnicy strajkowali, robili blokadę. Odprawiane były pojedyncze auta. Powolutku. Staliśmy więc 20 km przed granicą! Czas oczekiwania na odprawę wyniósł ponad 60 godzin.

Innym razem po dojechaniu do tamożni, czyli urzędu celnego w Moskwie, okazało się, że nie wpuszczają tam kobiet. I było niebezpieczeństwo, że zimą, przy minus 20 stopniach, będę koczować pod bramą lub w krzakach. Jak pies. Ale po półgodzinnej wojnie Łukasza z cieciem, to znaczy ochroniarzem, zostałam wpuszczona na teren urzędu celnego, lecz z zakazem opuszczania kabiny. Do czego oczywiście się nie zastosowałam. Staliśmy tam ponad dobę. Musiałam przecież skorzystać z toalety.

Kiedyś prawie trafiłam do rosyjskiego więzienia. Łukasz zawsze mnie uczulał, że w Rosji czerwone światło i linia ciągła, zarówno na poboczu, jak i osi jezdni, to świętość! Nieważne, czy jest widoczna, czy nie. Stosowałam się do tego. Ale pewnego razu, podczas wyprzedzania przy końcu manewru pojawiła się na kilku metrach liniach ciągła, gdyż był wyjazd z pola. A dalej znów była przerywana. Widzieli to „gajowie”, taka rosyjska drogówka, i mnie zatrzymali. Za ten manewr chcieli mi zabrać prawo jazdy i zamknąć za kratki, machając mi kajdankami przed oczami. Po długich ostrych negocjacjach Łukasza, ponieważ ja „nie ponimaju”, udało się złagodzić wyrok do sporego mandatu, a raczej łapówki. Najważniejsze, że wszystko się dobrze skończyło i pojechaliśmy dalej w kierunku Woroneża.

Fot. archiwum „Doris & Łukasz, czyli Krejzole Trakiem po Europie”

No to ciekawie. I niebezpiecznie…

Doris: Od kiedy jeździmy w podwójnej, przeważały raczej wesołe przygody. Ale jak Łukasz pracował sam, zdarzały się kradzieże paliwa, a nawet ładunku. Kiedyś załadował się w Hiszpanii z rowerami do Francji. Pojechał do Vitorii na oświetlony parking ze stacją benzynową i hotelem, lecz to nie powstrzymało rabusiów. Przyjechał na parking o godz. 18, poszedł spać o 21, obudził się dopiero o 12 w południe, przytłumiony, oszołomiony. Po wnikliwej kontroli policji okazało się, że przez uszczelkę drzwi został wpuszczony gaz. Dlatego smacznie spał i nie wiedział, co się dzieje. W rezultacie skradziono pół naczepy rowerów. Innym razem, we Francji, zostało skradzione tysiąc litrów paliwa. Tak więc zdarzają się też przykre sytuacje.

W tej robocie wytrwają tylko krejzole?

Łukasz: Może nie tylko krejzole, ale tę pracę na pewno trzeba lubić. Trzeba mieć charakter. Być wytrwałym i zdecydowanym. Nie można być kierowcą z przypadku lub przymusu, ponieważ taka osoba nie będzie wykonywać swoich obowiązków z należytą starannością i zamiłowaniem. Za kierownicą dużego nie ma miejsca na błędy, bo jeden może nas sporo kosztować. Jeżeli się coś robi, trzeba to robić najlepiej, jak się da. Nie może to odbywać się na zasadzie „jakoś sobie radzę”. Chirurg, kiedy operuje, nie robi tego „jakoś”, tylko perfekcyjnie. W końcu naszym rękom jest często powierzone 40 ton, więc to nie przelewki. Często się jednak widzi, że kierowcy lekceważą to i prowadzą pojazd łokciami, trzymając w jednej ręce kubek kawy, w drugiej gruszkę CB radia, jednocześnie opierając lewą nogę na desce rozdzielczej. A do tego oglądają film na laptopie. Nie wiem: chwalą się autem w automacie? Czy tym, że mają laptopa? Zachowują się tak nieodpowiedzialnie, a mówią, że my to patologia…

Fot. archiwum „Doris & Łukasz, czyli Krejzole Trakiem po Europie”

Kiedy patrzę na kierujących czterdziestotonowymi zestawami, myślę o dwóch sprawach. Jak oni tym manewrują na ciasnych skrzyżowaniach, wąskich uliczkach? I jak funkcjonują podczas kilkutygodniowych wyjazdów? Chodzi mi o odpoczynek, jedzenie, higienę.

Łukasz: Żeby być bardzo dobrym kierowcą, trzeba mieć to we krwi. Potrzebna jest wyobraźnia, by podczas pewnych manewrów móc sobie stworzyć obraz tego, co się widziało przed chwilą. I np. bezpiecznie wycofać pojazd pod wskazane miejsce, nie widząc, co się dzieje z tyłu. Należy też przewidywać, co może się zdarzyć podczas jazdy. Chodzi mi o to, że trzeba myśleć nie tylko za siebie, ale także za innych użytkowników drogi. Inne pożądane cechy zawodowego kierowcy to na pewno refleks, dobra orientacja w terenie, umiejętność korzystania z papierowych map, dokładność i sumienność.

A co do rond, skrzyżowań, wąskich dróg – im większe doświadczenie, tym lepiej i lżej. Na początku trzeba nabrać wprawy. Przede wszystkim nie bać się, nie histeryzować, tylko uważać, obserwować, rozglądać się i myśleć logicznie.

Wierzę, że można się nauczyć cofać z kilkunastometrową naczepą, wjeżdżać „na żyletkę”. Ale jak przyzwyczaić się do życia poza domem?

Doris: Przecież ciężarówka to nasz drugi dom, tylko że mniejszy i na kółkach. Nie widzę tu nic trudnego. Fakt, to nie to samo co tradycyjny dom ze stałym dostępem do łazienki, ale teraz w trasie jest coraz więcej udogodnień dla kierowców. W kabinach mamy łóżko, by odpocząć. Na parkingach są toalety, prysznice. Raz płatne, raz darmowe. Raz jest zimna woda, raz gorąca. Bardzo często jest grzyb na ścianie, ale jest też dużo zadbanych miejsc. Co do kuchni – mamy butlę gazową z palnikiem, komplet garnków, sztućców. I preferujemy samodzielnie przygotowane posiłki. Kabinę mamy przystrojoną po swojemu, w falbanę na przedniej szybie, jakieś frędzelki, by było nam przytulniej w mobilnym domku. Tak jak mówiłam: żeby dobrze czuć się w trasie, trzeba to przede wszystkim lubić. Wtedy nic nie będzie sprawiało problemu.

Fot. archiwum „Doris & Łukasz, czyli Krejzole Trakiem po Europie”

Mężczyźni zwykle są mniej wymagający, jednak kobiety częściej potrzebują wygodnej łazienki, suszarki, lustra, kosmetyków, dwóch walizek z ubraniami…

Doris: Prawda. Dbanie o siebie zajmuje nam trochę więcej czasu. W moim przypadku głównie chodzi o ogarnianie fryzury, to jest: suszenie i prostowanie włosów. Bardzo cierpię, gdy na danej stacji czy miejscu z prysznicem nie ma kontaktu, by podłączyć suszarkę. Ogólnie urodą nie grzeszę, ale bez ogarniętych włosów to już straszę na parkingach. Co do makijażu: mnie ten temat nie dotyczy. Nie maluję się, bo po prostu nie umiem. Szczytem moich możliwości jest zrobienie prostej kreski eyelinerem na powiece i tuszowanie rzęs. Ale i tak robię to tylko podczas pobytu w domu. Garderoba? W trasie mieszczę się z Łukaszem w jednym schowku.

Jak widzicie przyszłość w jednym schowku, w jednej kabinie? Ile lat planujecie pracować na truckach? Chcielibyście jeździć do emerytury?

Doris: Tego nie wiemy. Tak daleko w przyszłość nie wybiegamy. Liczy się tu i teraz. Nigdy nie wiadomo, co los przyniesie... Jestem kobietą, więc moje łono jest płodne, Łukasz może psychicznie nie wytrzymać, zobaczymy, jak się życie potoczy.

Coś więcej o sobie. Prywatnie.

Doris: Jesteśmy ze Ślunska. Hanysy od urodzenia, mieszkający w Zabrzu. Oboje z rocznika 1988. Przed podjęciem pracy kierowcy Łukasz był elektrykiem, lecz powołanie upomniało się o niego i pochłonęło bez końca. Zew truckerskiej krwi! Natomiast ja pracowałam jako technik weterynarii, a później na produkcji. Poszłam na ciężarówki towarzyszyć Łukaszowi i go wnerwiać.

A co po pracy? Poza kabiną?

Doris: Naszą największą pasją są konie. Im poświęcamy najwięcej czasu. Poza tym Łukasz jeździ na crossie i – ogólnie – rajcują go sporty ekstremalne. Rozrywka typu kręgle, bilard, kino też nie jest nam obca.

Fot. archiwum „Doris & Łukasz, czyli Krejzole Trakiem po Europie”

Urlopy? Wakacje?

Łukasz: Spędzamy rodzinnie. Uwielbiamy podróże, ale w grę wchodzą tylko kraje egzotyczne, bo Europa jest oklepana i już nam znana. Jeśli nie wyjeżdżamy na wakacje, spędzamy czas na miejscu. Z bliskimi, przyjaciółmi i końmi.

Fot. archiwum „Doris & Łukasz, czyli Krejzole Trakiem po Europie”

Zarabiacie na truckach, żeby zrealizować jakiś konkretny cel? Kupić mieszkanie, otworzyć własną stadninę?

Łukasz: Każdy powinien pamiętać, że nie żyje się dla pieniędzy, tylko dla wspomnień. Bo pieniądze się wyda, a wspomnienia zostaną.

Tomasz Maciejewski
W drodze
Miej rękę na pulsie!
Najciekawsze informacje o branży TSL co tydzień na Twojej skrzynce e-mailowej
Wyrażam zgodę na przetwarzanie przez X Project sp. z o.o., moich danych osobowych w postaci adresu poczty elektronicznej w celu przesyłania mi informacji marketingowych. WIĘCEJ

Wyrażam zgodę na przetwarzanie przez X Project sp. z o.o., moich danych osobowych w postaci adresu poczty elektronicznej w celu przesyłania mi informacji marketingowych dotyczących produktów i usług oferowanych przez X Project sp. z o.o., za pomocą środków komunikacji elektronicznej, stosownie do treści przepisu art. 10 ust. 1 i 2 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną.

Szczegółowe zasady dotyczące przetwarzania danych osobowych i zgód marketingowych wyrażone są w klauzuli informacyjnej. Przed wyrażeniem zgód marketingowych prosimy o zapoznanie się z jej treścią.

Fleetguru informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies
zamknij