Wschód lepszy niż Zachód. Paliwo tanie, nie ma kradzieży i... wysokich mandatów

11 października
W drodze

W Niemczech ogromne korki, we Francji plaga kradzieży, w Holandii wysokie mandaty. A na Białorusi i w Rosji już na ciężarówki nie napadają, paliwo tanie, łapówki też. Tak wygląda współczesna Europa z kabiny zawodowego kierowcy.

Przemierzają tysiące kilometrów tygodniowo, znają każdą niemiecką autostradę, najlepsze parkingi za holenderską czy francuską granicą, najtańsze stacje paliw w Hiszpanii.

– Zna się każdy zakręt, każdy wiadukt, każde zwężenie – przyznaje Mariusz, kierowca z Poznania. – Jeśli sto razy pokonasz tę samą trasę do Calais, Marsylii czy Alicante, czujesz się, jakbyś prowadził autobus komunikacji miejskiej.

Różnica polega na tym, że kurs w jedną stronę to nie dwadzieścia przystanków, a np. 2,5 tys. kilometrów. I powrót jest dwóch tygodniach.

A2, czyli polnische autobahn. Zakorkowana

Polskie firmy są transportowym liderem Europy. Szacuje się, że obsługują 30 proc. przewozów samochodowych. Ciągniki i naczepy z tablicami PL spotkać można w każdym zakątku kontynentu. Po niemieckich autostradach jadą stadami.

– Przecież A2 nazywana jest polnische autobahn – zauważa Robert, właściciel dużej firmy z Olsztyna.

Trasa z Berlina przez Hanower na zachód Europy to najpopularniejszy samochodowy szlak. Słynne niemieckie autobahnen – szerokie, równe, bezpłatne – kiedyś polskich kierowców zachwycały. Teraz irytują.

Dirk Vorderstraße/Flickr

– Korki, korki, korki – wyjaśnia Przemysław Jabłoński z Włocławka. Od 1996 roku w ciężarówkach.

– Niemcy to kraj tranzytowy. Bardzo duże natężenie ruchu, dużo wypadków. W wielu miejscach są remonty, objazdy, różne utrudnienia, więc się stoi – przyznaje Roman Dudek, logistyk szczecińskiej firmy USP Transport. – Kierowcy na to bardzo narzekają, ale trudno nie korzystać z tych tras, kiedy jedzie się do Holandii, Francji, Hiszpanii.

– W dzień jest bardzo tłoczno. Najgorsze są przebudowywane odcinki i obwodnice dużych miast – podkreśla Sebastian Smoliński, współwłaściciel firmy transportowej z Kalisza. – A jak zdarzy się wypadek, można utknąć na kilka godzin.

Pauza, czyli gdzie by tu przekimać

– Nieobliczalny kraj, jeśli chodzi o czas dostawy – potwierdza pan Przemek. – Jak duży tam jest ruch widać też na… parkingach. Około godz. 20 trudno znaleźć miejsce.

Place postojowe przy autostradach wypełniają dziesiątki, a nawet setki ciężarówek. Podróżujący autami osobowymi często narzekają, że wielkie naczepy utrudniają wjazd na MOP-y (miejsca obsługi podróżnych z toaletami, oświetleniem, turystyczną infrastrukturą), parkują poza wyznaczonymi stanowiskami, na tzw. jezdniach manewrowych czy nawet pasie zieleni.

– No cóż. Po szychcie jest pauza. Czasem parkuje się byle jak – przyznają nasi rozmówcy. – Zmusza nas do tego ściśle określony czas pracy, warunki drogowe, ekonomia – tłumaczą.

Dlaczego ekonomia? Bo płatne, dozorowane, lepiej wyposażone parkingi sporo kosztują.

– Za autohofy płaci się od 12 do 20 euro – informuje kierowca z Włocławka.

Tablice reklamowe z hasłami „Autohof”, „Truckstop” widać przy każdej drodze szybkiego ruchu. Z branżowych informatorów wynika, że jest ich w Niemczech kilkaset. I nadal za mało. Kilka lat temu eksperci od transportu międzynarodowego obliczyli, że biorąc pod uwagę liczbę pojazdów poruszających się każdego dnia po tym kraju brakuje prawie 11 tys. miejsc postojowych dla tirów (!). Krytycznie oceniono też wyposażenie niektórych autohofów. Relację jakości usług do cen.

– Warunki są spartańskie, a i tak za wszystko trzeba dodatkowo płacić – narzekają kierowcy. – Toaleta? Płać. Prysznic? Płać. Prąd? Płać. Bar? Ceny z kosmosu. Dobrze, że wi-fi jest za darmo – dodają z humorem.

Zawodowi kierowcy radzą więc sobie, jak umieją. Kąpiel pod natryskiem musi zastąpić mycie w misce. A restauracyjne menu – suchy prowiant. Ci, którzy kręcą tysiące kilometrów tygodniowo, wiedzą, gdzie warto się zatrzymać. Czego unikać, gdzie jest taniej, bezpieczniej, gdzie wyższy standard...

– Każdy ma swoje ulubione, sprawdzone miejsca – zauważa Roman Dudek. – Jeden nie wyobraża sobie życia bez prysznica, dla innego nie będzie to tak ważne. Ale nie chcę oceniać, że jeżdżą i czyścioszki, i brudasy – komentuje z humorem logistyk.

Chyba dla wszystkich najważniejsze jest to, by na parkingu były miejsca i podstawowa infrastruktura. Istotne są ceny paliwa na pobliskich stacjach albo bliskość dyskontu ze spożywką.

– Często jeździ się na Venlo. To popularna miejscówka w Holandii przy granicy z Niemcami – mówi właściciel firmy transportowej z Olsztyna.

Ocenia, że infrastruktura przydrożna u naszych zachodnich sąsiadów jest kiepska. Na tle Francji, Hiszpanii, Holandii… Polski.

– Proszę porównać choćby stacje paliw. Niemcy to trzeci świat – stwierdza przedsiębiorca.

Znać niemiecki jak Goethe

Tranzyt przez Niemcy męczy nie tylko z powodu korków, niższej jakości usług czy braku tak pysznych hot-dogów, jak na stacjach w Polsce.

– Od kilku lat trwa tam wielkie polowanie. Polowanie na kierowców – irytuje się Przemysław Jabłoński. – Ściągają nas z drogi, kontrolują. Pod byle pretekstem wypisują mandaty.

– W miarę spokojnie jest na północy. Chodzi mi o Hamburg, Rostock, Bremę. Dobrze jeździ się też do Zagłębia Ruhry. Ale koło Hanoweru? Tam jest wojna z przewoźnikami. Czepiają się wszystkiego – nie kryje oburzenia transportowiec z Olsztyna. – My jeździmy na zezwolenia. Ładunki ponadgabarytowe. I dostajemy mandat za brak znajomości niemieckiego. Kierowca ma znać ten język jak Goethe. Dobrze, że nie każą grać jak Beethoven – podsumowuje z sarkazmem pan Robert.

Potwierdzają to firmy z wszystkich zakątków Polski. Kierowcy opowiadają o zmasowanych kontrolach. Stanu technicznego pojazdów, dokumentów, tachografów.

– Stosujemy się do tych wszystkich „MiLoGów”, „Macronów”. Pilnujemy papierów. Nie obawiamy się rutynowych kontroli, ale jeśli policjant chce coś znaleźć, zwykle znajdzie – stwierdza Monika Jermak, prowadząca rodzinny biznes transportowy w Słupsku.

Ciężarowymi przez lata jeździł jej ojciec. Teraz za kółkiem pracują kolejne pokolenia. I narzekają na absurdalne przepisy w niektórych krajach UE. Wspomniany MiLoG to ustawa o minimalnym wynagrodzeniu powszechnym w Niemczech. Od 1 stycznia 2015 roku obowiązywało 8,50 euro za godzinę. Od 2017 – 8,84 euro. Jeszcze bardziej restrykcyjne przepisy – i wyższą stawkę, 9,67 euro – wprowadziła Francja. Tak zwany dekret Macrona z 2016 roku narzucił przewoźnikom liczne dodatkowe obowiązki, m.in. tłumaczenia wszystkich dokumentów, posiadania specjalnych zaświadczeń, a nawet przedstawicielstwa firmy we Francji!

– Niemcy zaczęli, teraz cisną Francuzi – komentuje pan Przemek.

– W Holandii też od jakiegoś czasu jest ciężko – dodaje Roman Dudek. – Bardzo dużo fotoradarów. Wysokie kary. 150 euro za przekroczenie prędkości o 10 kilometrów.

Przyznaje jednak, że tak samo surowo traktowani są wszyscy uczestnicy ruchu. Przekroczenie dozwolonej prędkości nawet o 3–4 km/h oznacza mandat.

– Dlatego wolimy obsługiwać Danię. Tam też pilnują przepisów, procedur, ale są jednak bardziej życzliwi dla kierowców. Nie ma takiej łapanki, jak w Niemczech i Holandii – twierdzi logistyk USP Transport.

Wielu kierowców chwali Skandynawię. Mimo że dla piratów drogowych nie ma tam taryfy ulgowej, a ceny paliwa i różne opłaty są wysokie. Pozytywne recenzje zbiera też Hiszpania.

– Mniejsze natężenie ruchu, standard dróg wysoki, oznakowanie czytelne, wszystko przewidywalne – wylicza Sebastian Smoliński.

– Niezłe autostrady, więcej parkingów, spokojniej, bezpieczniej – wtóruje Przemysław Jabłoński.

– Wielkie, dobrze wyposażone stacje przy granicy – dodaje kolejny argument kolega z Olsztyna.

Francja już nie elegancja

Ludzie z branży mówią, że kiedyś były to najlepsze kursy: przez Francję do Hiszpanii. Dobre drogi. Dobre pieniądze.

– Francja elegancja. Piękne krajobrazy, fajne jedzenie – opowiadają.

– Teraz kierowcy wolą jeździć na Wschód niż na Zachód. Brzmi niewiarygodnie, prawda? – komentuje Monika Jermak. – Dwa tygodnie temu mieliśmy włamanie do samochodu pod Marsylią. Około czwartej rano. Na trasie do Calais samochody atakują koczujący tam emigranci. Lepiej tego kierunku nie obsługiwać  – stwierdza pani Monika.

Port w Calais

We Francji okradziony został również Przemysław Jabłoński.

– Paliwo i towar – wyjaśnia przewoźnik z Włocławka.

– Nawet w biały dzień zdarzają się napady. Wchodzą do kabin. Biorą, co popadnie – opowiada Sebastian Smoliński. – Niedawno mieliśmy dramatyczną sytuację. Napastnicy z maczetami i nożami sterroryzowali kierowcę i wyciągnęli towar z naczepy. To była akurat poczta. Z Niemiec do Hiszpanii. Poginęły przesyłki. Na szczęście nikomu nie stała się krzywda. I wszystko nagrały kamery przemysłowe. Klienci nie mieli do nas pretensji.

Relacja pana Sebastiana wyjaśnia, dlaczego firmy transportowe niechętnie biorą zlecenia na elektronikę i inne wartościowe towary.

– Paleta owoców nie jest atrakcyjna dla złodzieja. Za ciężka, żeby ją ot, tak zdjąć z naczepy. Ale kartony z telefonami lub telewizorami to łakomy kąsek – tłumaczy właściciel firmy z Kalisza.

W Europie zrobiło się niebezpiecznie nie tylko z powodu migracji z Afryki i Bliskiego Wschodu.

– W Wielkiej Brytanii zmorą są kradzieże paliwa. Wieść gminna niesie, że robią to Polacy i miejscowe grupy przestępcze – zauważa Roman Dudek. – Wielu takich zdarzeń nie zgłasza się już policji, bo wykrywalność jest zerowa. Złodzieje są coraz bardziej zuchwali. Dlatego korzystamy z płatnych, strzeżonych parkingów. To zwiększa koszty, ale zmniejsza ryzyko – mówi logistyk ze Szczecina.

Tak jak codziennością stały się napady i kradzieże na przeprawie z kontynentu do Wielkiej Brytanii, tak standardem są dodatkowe zabezpieczenia kierowców i pojazdów: specjalne blokady wewnątrzkabinowe, masywne sztaby utrudniające otwarcie naczepy, stalowe zamki na wlew paliwa i rozmaite systemy alarmowe.

– Kierowcy pomagają sobie, zastawiając się, podjeżdżając tyłem naczepy jeden do drugiego. Na milimetry, żeby nie dało się wejść – opisuje pani Monika. – A kabinę zamyka się na masywny hak. Wygląda topornie, lecz jest skuteczny.

Drogi się zmieniają, łapówki nie

Kierowcy wspominają, że z takim sprzętem jeździło się kiedyś na Ukrainę, Białoruś, do Rosji.

– W latach 90. było tam nieciekawie. Trzeba było jechać od razu na urząd celny, który było otoczony drutem kolczastym i pilnowany przez wartowników z bronią – opowiada Michał, kierowca z Pomorza. – Teraz na Wschodzie jest bezpieczniej niż na Zachodzie. Paliwo tanie, więc nie kradną. Łapówki nadal biorą. Wszystko można załatwić za drobną opłatą. Tak na Białorusi, jak i na Litwie, która przecież jest w Unii i niby przyjęła europejskie standardy.

Wysokie standardy nie sięgnęły może etyki funkcjonariuszy publicznych, ale infrastruktura drogowa w krajach nadbałtyckich jest nieporównanie lepsza niż na trasach do Mińska, Moskwy, Odessy.

– Tam jest tak, jak w Polsce 30 lat temu – komentują obrazowo kierowcy.

Wyboje, dziury i obskurne benzynownie były do niedawna również na południe od naszych granic.

– Na Węgrzech są już niezłe drogi. Szczególnie w Budapeszcie i okolicach. Przy granicy z Rumunią gorzej. Tam nie wszyscy chcą jeździć – dzieli się spostrzeżeniami kierowca i właściciel firmy z Olsztyna.

– Kilkanaście lat temu w Rumunii było najgorzej, ale dużo budują, inwestują – przekonuje Sebastian Smoliński.

Zwraca uwagę, że nawet w krajach, gdzie nowoczesnych tras szybkiego ruchu jest mało, a oznakowania nie tak czytelne, jak na niemieckich autobahnach, jeździ się dość łatwo dzięki elektronice, informatyzacji poboru opłat, dokładnej nawigacji.

– Kiedyś można było się zgubić. Dziś wpisujesz lokalizację do „ulubionych” i jazda – śmieje się Sebastian.

– W Bułgarii też wszędzie budują. Nie jest jeszcze tak jak w Polsce, ale widać postępy – potwierdza Przemysław Jabłoński. – Dobrze, że zrobili nowy most przez Dunaj, na granicy bułgarsko-rumuńskiej. Kiedyś był tylko prom, zawsze bardzo długie kolejki i nerwy.

Nie każdy lubi bujanie

Przeprawa podnosiła zmotoryzowanym ciśnienie, nie tylko dlatego, że tracili na nią cały dzień. Wysłużone promy nadawały się na żyletki, a nie do przewozu 40-tonowych ciężarówek.

– Niektórzy kierowcy źle znoszą bujanie – zdradza Roman Dudek. – Unikają Wielkiej Brytanii nie ze względu na kradzieże paliwa, lecz w obawie przed chorobą morską. Poza tym niepewnie czują się w ruchu lewostronnym – podsumowuje przedstawiciel firmy USP Transport.

Specjaliści od logistyki, pracujący przez lata z tą samą kierowców, doskonale wiedzą, kto jakie zlecenia lubi, jakie kierunki, jak długie „przeloty”.

– Niektórzy chcą pracować na krótszych trasach. Zarobić mniej, ale częściej przebywać z rodziną – mówi Sebastian Smoliński. – To przecież zupełnie naturalne. Każdy szuka sobie zajęcia, które mu najbardziej odpowiada.

Krążą legendy o kierowcach z Białorusi, Ukrainy, Serbii, którzy potrafią krążyć po Europie dwa miesiące. Nie wracając do bazy.

– U nas też pracują „na przerzutach”. Ja jednak wolę robić kółka: Polska, Hiszpania, Portugalia albo do Włoch – opowiada Mariusz z Poznania.

Pytany o najbardziej przyjazny kraj dla kierowców zawodowych, przekonuje, że nie ma takiego. Ale nie wskazuje też kierunków, których należy unikać.

– Możesz przejechać cały kontynent, a okradną cię pod domem – stwierdza filozoficznie. – Nie ma znaczenia, gdzie są lepsze motele, restauracje, sklepy, bo kierowców i tak nie stać na luksusy. Ważne, żeby po szychcie znaleźć w miarę bezpieczny postój. Żeby w okolicy był „Aldik” i parę euro w portfelu.

Mówi, że za kółkiem – tak jak w każdej innej pracy – przydaje się odrobina szczęścia. Do fotoradarów, policji, pogody, kolegów, którzy poratują w potrzebie.

– To prawda. Ostatnio miałem awarię i pomogli mi Słowacy. Bezinteresownie – opowiada Przemysław Jabłoński.

– Solidarność kierowców? Na radiu wszyscy są mili. Podpowiedzą, jak ominąć korek. Ale na parkingu to nawet ludzie nie tylko z jednego kraju, jednego miasta, ale z tej samej firmy potrafią udawać, że się nie widzą – przekonuje transportowiec z Olsztyna.

– Nie jest tak źle. Wśród Polaków zawsze ktoś życzliwy się znajdzie. Na kolegów ze Wschodu też nie mogę narzekać. Jeśli nie pomoże ci Rosjanin, to Holender, Francuz, Niemiec tym bardziej nie – podsumowuje Sebastian Smoliński.

Tomasz Maciejewski
W drodze
Miej rękę na pulsie!
Najciekawsze informacje o branży TSL co tydzień na Twojej skrzynce e-mailowej
Wyrażam zgodę na przetwarzanie przez X Project sp. z o.o., moich danych osobowych w postaci adresu poczty elektronicznej w celu przesyłania mi informacji marketingowych. WIĘCEJ

Wyrażam zgodę na przetwarzanie przez X Project sp. z o.o., moich danych osobowych w postaci adresu poczty elektronicznej w celu przesyłania mi informacji marketingowych dotyczących produktów i usług oferowanych przez X Project sp. z o.o., za pomocą środków komunikacji elektronicznej, stosownie do treści przepisu art. 10 ust. 1 i 2 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną.

Szczegółowe zasady dotyczące przetwarzania danych osobowych i zgód marketingowych wyrażone są w klauzuli informacyjnej. Przed wyrażeniem zgód marketingowych prosimy o zapoznanie się z jej treścią.

Fleetguru informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies
zamknij