Iwona Blecharczyk: Tylko jedno doprowadza mnie do szału – gdy ktoś mówi o mnie tirówka

9 maja
W drodze

Dziewczyna za kierownicą ciężarówki to kierowczyni czy truckerka? – Szczerze powiedziawszy, jest mi to całkowicie obojętne. Ważniejszy jest wydźwięk tego, co ktoś mówi o kobietach kierowcach. Wielokrotnie słyszałam, że to nie jest praca dla nas. Ale postawiłam na swoim i byłam bardzo szczęśliwa – mówi w rozmowie z Fleetguru najsłynniejsza polska trucking girl, Iwona Blecharczyk.

Pochodzi z Podkarpacia, była nauczycielską angielskiego, pracowała przy maszynie do szycia, woziła busem pracowników do Anglii. Wreszcie usiadła za kierownicą wielkiej ciężarówki. I zdobyła wielką popularność. Jest najbardziej znaną truckerką w Polsce. Swoją pracę opisuje i ilustruje na portalach społecznościowych. Ma setki tysięcy fanów. Jej filmy na YouTube obejrzały miliony. Komentujący gratulują, dopytują, proszą o radę, a nawet… wyznają miłość. Iwona Blecharczyk stała się ikoną świata transportowców. Zapewne jest inspiracją dla wielu dziewczyn, które dopiero przymierzają się do prawa jazdy kategorii C.

Fot. archiwum Iwony Blecharczyk

Trucking girl przetarła szlak. Dużymi jeździ od ośmiu lat. Najpierw na tzw. firankach, później chłodnią i z innymi naczepami. Pod koniec 2014 roku przesiadła się na gabaryty. Wozi części farm wiatrowych, kilkudziesięciometrowe skrzydła. Mimo że spędza wiele godzin za kółkiem, znajduje czas na inne aktywności. 26 kwietnia rozkręciła akcję „Kierowca nie pies. Trucker is not a dog”, która ma zwrócić uwagę na problem braku dostępu kierowców do toalety. Jak koszmarne warunki panują na niektórych parkingach, jak traktuje się kierowców czekających nawet kilkanaście godzin na rozładunek wiedzą tylko ci, którzy jeżdżą. Na apel Blecharczyk odpowiedziały setki kolegów po fachu. Pani Iwona rozkręcała również inne branżowe inicjatywy – promowała m.in. plenerowe siłownie dla truckerów, by w czasie pauz mogli się trochę pogimnastykować i zadbać o zdrowie.

Jej zaangażowanie zostało docenione, otrzymała m.in. nagrodę Barbie Shero, przyznawaną charyzmatycznym, odważnym kobietom. Iwona Blecharczyk jest drugą – po Martynie Wojciechowskiej – Polką, która znalazła się w galerii sław. Zapraszamy do lektury rozmowy z najpopularniejszą polską truckerką!

Fot. archiwum Iwony Blecharczyk

Tomasz Maciejewski: Mała Iwonka bawiła się lalkami czy samochodami?

Iwona Blecharczyk: Nie rozumiem, dlaczego ludzie tak bardzo ukierunkowują innych. Jeżeli bawiłam się lalkami, to czy to oznacza, że nie mogłam się bawić samochodzikami i interesować motoryzacją?

Nawiązuję tylko do Barbie Shero, nie próbuję pani szufladkować.

OK, wierzę.

Fot. archiwum Iwony Blecharczyk

A zatem...

Można być zainteresowanym wszystkim, co nas otacza, i nie ograniczać się do jednej dziedziny. Tak właśnie było w moim przypadku. Bawiłam się lalkami i szyłam im ubranka, gotowałam z babcią, piekłam proste ciasta typu szarlotka już w drugiej klasie podstawówki, opiekowałam się zwierzętami, gdy któreś było chore, to podawałam im lekarstwa czy zakładałam usztywniające opatrunki kurom ze złamaną nogą. Ale jednocześnie spędzałam dużo czasu z tatą w garażu, pomagałam mu przy przeróżnych naprawach maszyn, jeździłam na rowerze, budowałam park linowy w sadzie. Sztandarowe dziecko lat 90. Jedyne, czego nie robiłam, i zostało mi do dziś, to nie przepadam za oglądaniem telewizji.

Był garaż, maszyny… Czy do pracy za kierownicą ciężarówki ktoś zainspirował? Tradycja rodzinna? A może jakieś zdarzenie?

Nie. Jestem pierwszym kierowcą zawodowym w rodzinie. Od dziecka byłam bardzo ciekawa świata, ale z rodzicami nigdy nie jeździliśmy daleko. Byłam ciekawa, jak wyglądają inne kraje, jacy są ludzie tam żyjący. Jednocześnie bardziej lubiłam duże maszyny niż osobówki. Jeździłam busem do Anglii, ale oglądałam się na drodze za ciężarówkami. Bardzo chciałam nimi jeździć, ale tak naprawdę nigdy nie wierzyłam, że będzie mi to dane...

Kiedy przeczytałem, że bez problemu zdała pani egzamin na ciężarówki, pomyślałem sobie, że po prostu są takie osoby, których przeznaczeniem jest jeździć. Bo ja pewnie bym nie zaliczył nawet za siódmym razem.

Niektórzy piszą, że egzaminy poszły bez problemu, a to nieprawda. Egzamin na kategorię C zdałam dopiero za trzecim razem. Pierwszy szedł książkowo – plac zdały chyba tylko trzy osoby z dziesięciu, w tym ja. Po mieście jeździłam idealnie, ale egzaminator ewidentnie chciał mnie oblać. Ciągał mnie godzinę i 10 minut po mieście, choć cały egzamin – o ile pamiętam – miał trwać 45 minut. W końcu stwierdził, że na rondzie komuś wymusiłam pierwszeństwo i zadowolony mnie oblał. Przy drugim podejściu, gdy zobaczyłam, że idzie ten sam wredny egzaminator, dyrektor ośrodka zresztą, tak bardzo się zestresowałam, że egzamin był oblany po 10 minutach. Dopiero za trzecim razem, gdy pojawił się normalny egzaminator, bez problemu, na luzie zdałam. Reszta egzaminów, na E i później D, poszła tak samo.

Fot. archiwum Iwony Blecharczyk

Zanim została pani kierowcą zawodowym, była praca w szkole. Toż to rewolucja!

Jeżeli chodzi o zmianę pracy, to rzeczywiście była rewolucyjna. Pierwsze miesiące za kierownicą kosztowały mnie bardzo dużo stresu, ale bardzo dobrze wspominam tamten okres mojego życia. Pierwszy raz postawiłam wtedy tak bardzo na swoim i pomimo tak wielu głosów, że to nie praca dla kobiety – udało mi się i byłam bardzo szczęśliwa.

Rozumiem, że od uczniów czasami ma się ochotę uciec nawet do kamieniołomów… Ale co konkretnie zdecydowało o porzuceniu szkoły?

Cha, cha, cha! Zdecydowanie! Bardzo nie podobał mi się program nauczania języka angielskiego. Ja jestem bardzo praktyczną osobą. W tamtym czasie byłam już po kilku latach jazdy weekendowej do UK, więc wiedziałam doskonale, co się człowiekowi przydaje w prawdziwym życiu i chciałam uczyć właśnie takich rzeczy. Ale program stawiał w większości na teorię. Trudno mi było zachęcić dzieci do nauki tego, co sama uważałam za zbędne. Satysfakcja z pracy na poziomie zero. A robota za kierownicą – idealna! Zwiedzałam, jeździłam do krajów, które marzyłam zobaczyć, i choć bardzo trudno jest zwiedzać w tej pracy, mi się udawało. I jeszcze zarabiałam. Jak nie kochać tej pracy?!

Jest pani bardzo znaną truckerką. Tysiące, nawet miliony śledzą pani pracę na Facebooku, YouTube. Ale czy jest coś w zawodzie kierowcy, jego codzienności, czego pani raczej nie fotografuje, nie nagrywa, nie opisuje? Co jest w tym fachu najtrudniejsze? Co stanowi próbę charakteru? Czy zdarzają się momenty, kiedy mówi się: dość?

Chyba każdy kierowca miał w swojej karierze kryzys i poważnie zastanawiał się na sensem pozostania w zawodzie. Ja miałam taki kryzys już po pierwszym roku pracy. Trwał jakieś trzy tygodnie. Gdy minął, jeszcze bardziej cieszyłam się pracą. Ostatnio dużo się we mnie zmienia. Po rocznym pobycie w Kanadzie zmieniłam podejście do wielu spraw. Niektóre wciąż we mnie dojrzewają.

Fot. archiwum Iwony Blecharczyk

Do tej pory nie pokazywałam przykrych stron zawodu, bo uważałam, że ludzie mają dość swoich zmartwień i nie chciałam obciążać ich szarymi kolorami rzeczywistości kierowcy. Ostatnio jednak coś się zmieniło. Sama nie wiem, w którym kierunku to pójdzie, bo moja działalność internetowa od zawsze była w stu procentach naturalna, a nie planowana. Jestem w trakcie jakiejś przemiany i zobaczymy, jak będzie.

Jeżeli chodzi o największe wyzwanie w tej pracy – na każdym etapie kariery jest inne. Na początku wyzwaniem dla kierowcy jest nie rozwalić niczego i dojechać bez uszkodzeń pod adres. Po wielu latach, gdy w pracy nic już nie zaskakuje, wyzwaniem jest utrzymanie siebie w dobrej kondycji psychofizycznej. I to jest chyba najcięższy aspekt tej pracy w perspektywie wieloletniej kariery. Nie zwariować i nie roztyć się.

A propos: jak w tej pracy pielęgnować kobiecość? Warunki są trudne. Kabina to nie wygodna sypialnia. Z łazienką bywa różnie. Kuchnia – polowa. Do tego zmęczenie, jazda po nocach. Jak dbać o zdrowie, dietę, wygląd?

Nie jest łatwo, ale każdy, kto chce, znajduje sposób. Kondycja fizyczna amerykańskich truckerów, którzy jeżdżą bardziej przestronnymi i wygodniejszymi ciężarówkami, dowodzi, że tak naprawdę chodzi o chęci, nie o wygodę. Pracuję już ósmy rok w zawodzie i wciąż ważę tyle samo, co na początku. To tylko kwestia determinacji. Ludzie żyjący w domach nie dbają o siebie, chodź mają luksusowe warunki. Wystarczy przejrzeć Internet, by zobaczyć, jak wielu kierowców codziennie ćwiczy i rzeźbi swoje ciało, czy też popatrzeć na dziewczyny w trasie – piękne, zadbane, uczesane i umalowane.

To prawda. Piękniejsza część truckerskiego świata czasami zadziwia. A co jest pięknego w samym jeżdżeniu? Co daje radość, energię, satysfakcję?

To zależy od człowieka. Dla jednego to zwiedzanie, dla innego to zarabianie. Ja w tej pracy uwielbiam stawianie sobie wyzwań. Na różnych etapach mojej kariery były one kompletnie inne. Ale to jest właśnie to, co mnie kręci w tej pracy.

Fot. archiwum Iwony Blecharczyk

Czy odczuwa pani swego rodzaju presję jako najbardziej rozpoznawalna kierowczyni? Jest pani oceniana, obserwowana, nieraz chwalona, czasem surowo recenzowana. Jest pani również inspiracją dla wielu dziewczyn, które chciałyby jeździć. Piszą do pani? Pytają?

Nie, nie czuję żadnej presji. Jestem, jaka jestem. To, co pokazuję w Internecie, jest naturalne i szczere. Jestem szczera w swoim przekazie i rozumiem to, że jakiś procent ludzi mnie nie lubi. Takie jest prawo natury – jak dzień i noc. Bardziej martwiłabym się, gdyby wszyscy mnie uwielbiali. Oznaczałoby to, że później wszyscy będą mnie nienawidzić. Takie prawo równowagi. Inna kwestia, że większość czasu spędzam w trasie. Tutaj wcale nie czuję swojej popularności. Żyję jak każdy inny kierowca.

Fot. archiwum Iwony Blecharczyk

Dziewczyny rzeczywiście często do mnie piszą i zadają przeróżne pytania – ale zazwyczaj są podobne. Chciałyby, ale boją się, że nie dadzą rady. Co odpisuję – łatwo się domyślić.

Tego dziwnego rzeczownika „kierowczyni” użyłem celowo. W moim słowniku on nie występuje, lecz niektóre media tak nazywają kobiety kierowców. Co pani na to? Czy kierowczyni jest potrzebna, skoro mamy truckerkę?

Szczerze powiedziawszy jest mi to całkowicie obojętne. Dla mnie ważniejszy jest wydźwięk tego, co ktoś mówi o kobietach kierowcach. Jest tylko jedno określenie, które doprowadza mnie do szału – tirówka. To słowo ma zdecydowanie pejoratywny wydźwięk i używanie go w stosunku do „kierowniczki” jest dla mnie jak zwracanie się per „dziwko”. Przepraszam za brzydkie słowo, ale tak właśnie się czuję, gdy ktoś mówi o mnie tirówka.

Jakie są pani marzenia, cele, plany? Zawodowe, osobiste, życiowe?

Jak już wcześniej mówiłam, jestem w trakcie jakieś transformacji. Mam jedno wielkie marzenie, ale wciąż nie wiem, czy się za nie zabrać. Gdy podejmę decyzję, zacznę o nim mówić publicznie. Na razie jest tylko moje.

Co Iwona Blecharczyk lubi robić po zgaszeniu silnika? Jak spędza urlop?

Bardzo dużo pracuję i w ciągu tych ośmiu lat tylko raz wzięłam urlop po to, by odpocząć. Pojechałam wtedy do mojej przyjaciółki do Saint-Tropez. Mój drugi urlop w życiu to zeszłoroczna wycieczka samochodowa po Stanach.

Teraz już nie planuję więcej urlopu wypoczynkowego. Jeżeli biorę urlop, to tylko dla jakiejś dodatkowej pracy. A jeżeli przydarzy się kilka dni wolnych przy okazji świąt, spędzam je z rodziną.

Całe życie jeżdżę, więc wolny czas lubię spędzić spokojnie u rodziców i spotkać się z przyjaciółmi.

Tomasz Maciejewski
W drodze
Miej rękę na pulsie!
Najciekawsze informacje o branży TSL co tydzień na Twojej skrzynce e-mailowej
Wyrażam zgodę na przetwarzanie przez X Project sp. z o.o., moich danych osobowych w postaci adresu poczty elektronicznej w celu przesyłania mi informacji marketingowych. WIĘCEJ

Wyrażam zgodę na przetwarzanie przez X Project sp. z o.o., moich danych osobowych w postaci adresu poczty elektronicznej w celu przesyłania mi informacji marketingowych dotyczących produktów i usług oferowanych przez X Project sp. z o.o., za pomocą środków komunikacji elektronicznej, stosownie do treści przepisu art. 10 ust. 1 i 2 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną.

Szczegółowe zasady dotyczące przetwarzania danych osobowych i zgód marketingowych wyrażone są w klauzuli informacyjnej. Przed wyrażeniem zgód marketingowych prosimy o zapoznanie się z jej treścią.

Fleetguru informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies
zamknij