Żółte kamizelki protestują, polskie firmy tracą. Jednak wrogości nie ma

5 grudnia
W drodze

„Prawie 24 godziny stałem na francusko-hiszpańskiej granicy”. „Ja na dobę utknąłem koło Marsylii”. „Przejazd przez Belgię do portów też utrudniony” – alarmowali polscy transportowcy, którzy pod koniec listopada przebijali się przez „płonącą” Francję.

Protest „żółtych kamizelek” (znak rozpoznawczy manifestantów) sparaliżował komunikację w zachodniej Europie, a paryskie Champs-Elysees zamienił w pole bitwy. Bezpośrednim powodem wyjścia tysięcy Francuzów na ulice była zapowiedź podwyżki cen benzyny, lecz błyskawicznie pojawiły się też inne postulaty dotyczące emerytur, płacy minimalnej, ochrony zdrowia, reformy edukacji. Organizowane w weekend 17–18 listopada zgromadzenia rozlały się poza duże miasta i na wszystkie dni tygodnia. Zablokowane zostały ważne węzły drogowe, rafinerie i składy paliw, markety, przejścia graniczne. Policja informowała o 350 punktach zapalnych.

Kolejki do portów i tuneli

Żółtym kamizelkom musiały ustąpić pierwszeństwa tysiące ciężarówek. Wielkie korki powstały na autostradzie A6 pod Paryżem, a także A1 na północy kraju. Przy granicy z Belgią opony zapłonęły na zjazdach z A22, w pobliżu Lille. Od strony Hiszpanii, w pobliżu miasteczka La Jonquera, korek miał prawie 20 km! Niespokojnie było na południowym wybrzeżu, przy terminalach paliwowych w Port-la-Nouvelle (między Narboną a Perpignan) i w Fos-sur-Mer, niedaleko Nimes. „Żółte kamizelki” grasowały też w okolicy Bordeuax, Strasburga, Awinionu, Sens, Le Mans, Calais. Na trasie A43 w kierunku Włoch protestowano przy Tunnel du Fréjus. Alpejski tunel o długości prawie 13 km był otwarty tylko dla osobówek. Duże utrudnienia były również na północy, na szlakach dojazdowych do portów.

– Mieliśmy sporo zgłoszeń od naszych przewoźników. Interweniowaliśmy w ZMPD w Warszawie, a oni w MSZ i ambasadzie – informuje Grzegorz Żmigród z Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych. – Z tego, co wiem, służby dyplomatyczne zalecają po prostu omijanie blokowanych miejsc. Auta zawracają, zmieniają trasę. Nic więcej nie da się zrobić.

– Przecież nie będziemy forsować tych blokad – stwierdza podenerwowany Dariusz Matulewicz, właściciel firmy transportowej. – Trzeba czekać. Nasi klienci wiedzą o sytuacji, informujemy ich na bieżąco. Ale robi się to już uciążliwe. Generuje koszty. Ludzie zmęczeni, sprzęt wyłączony z pracy. Kto nam zrekompensuje straty? Francuski rząd?

Precyzyjnie opisuje miejsca, w których utknęły jego ciężarówki: miejscowość Lunel między Nimes a Montpellier, zjazd z autostrady N113; skrzyżowanie szlaków N 106 i D 60 przy mieście Alès na trasie do Marsylii.

– Nie blokują autostrad, tylko zjazdy. Palą opony, kilka osób chodzi w tę i z powrotem po jezdni, przy rondzie i wszystkie kierunki są zakorkowane – tłumaczy transportowiec. – Jeśli utrudnienia trwają pół godziny, to nie problem. A co robić, kiedy stoisz tak dobę?! Kierowcy są cierpliwi. Na razie mrozu nie ma, dają radę, choć toi-toie by się przydały. Podstawowe zaplecze socjalne – podkreśla Matulewicz.

Protest oddolny, służby bezradne, agresji nie ma

Trudno oczekiwać, że „żółte kamizelki” zapewnią przenośne toalety na blokadzie…

– Oczywiście. Ale władze powinny coś robić, a ja odnoszę wrażenie, że są bezradne, bierne – ocenia szef firmy przewozowej. – We Francji utknęło wielu polskich kierowców. Nie wiem, czy i jak MSZ interweniuje. Dzwoniłem do Warszawy. Usłyszałem, że centralnie nie da się z tym nic zrobić, ponieważ francuskie służby twierdzą, że to protesty oddolne, że nie ma jednego organizatora, więc nie ma z kim negocjować – cytuje Matulewicz.

Przywołana wyżej największa branżowa organizacja, czyli Zrzeszenie Międzynarodowych Przewoźników Drogowych, może tylko raportować i apelować o wsparcie do Ministerstwa Spraw Zagranicznych. A pracownicy MSZ? Przyjmują zgłoszenia, piszą raporty, czekają na aktualności przekazywane przez stronę francuską. Interweniować mogą w przypadkach, kiedy zagrożone jest bezpieczeństwo polskich obywateli.

– Nie słyszałem o niebezpiecznych incydentach, nie ma agresji wobec kierowców – uspokaja Sebastian Smoliński, przewoźnik z Dębniałek Kaliskich. – Stojący przed blokadą wykładają na szybę żółte kamizelki. Pokazują, że się solidaryzują z protestującymi. Jest spokój.

– Wrogości nie ma – potwierdza Matulewicz. – Zagrożone nie jest bezpieczeństwo, tylko terminowość. A to podstawa w naszej pracy.

Płonące samochody, splądrowane sklepy, walki z policją, czyli obrazki z Francji, które od kilkunastu dni pokazują wszystkie światowe media, dotyczą Paryża i innych największych miast. Wśród manifestantów działają grupki chuliganów. Ekonomiczny i polityczny protest, jak to zwykle bywa, stał się okazją do rozróby. Ale blokady dróg wyglądają inaczej, choć zdarzały się przypadki demolowania punktów poboru opłat.

– Jest kilkanaście czy kilkadziesiąt osób w kamizelkach. Chodzący przez jezdnię zmieniają się. Są dobrze zorganizowani. Co jakiś czas przepuszczają samochody. Po jednym – opisuje kierowca spod Kalisza.

Protesty się rozlały, dostawy z poślizgiem

Podkreśla, że rozumie prawo do protestu. I przynajmniej niektóre postulaty „żółtych kamizelek”. Zauważa jednak, że nawet kilkugodzinne opóźnienie może rozwalić cały łańcuch dostaw i system pracy za kółkiem. A niedotrzymane terminy słono kosztują.

– Jeden ładunek do Bydgoszczy stracił prawie dobę na hiszpańsko-francuskiej granicy. Drugi, z zaopatrzeniem sklepów we Wrocławiu, musiałem odbierać z autohofu pod Berlinem, bo kierowca nie dał rady dojechać do Polski przed dużą pauzą. Nie mogliśmy sobie pozwolić na jeszcze kilkanaście godzin poślizgu – wyjaśnia Sebastian Smoliński.

Podobne przygody miały setki, może nawet tysiące polskich przewoźników, którzy kursują po zachodnioeuropejskich szlakach.

– Protesty rozlały się na Belgię, a my tamtędy jeździmy do portu w Dunkierce. Były spore opóźnienia, objazdy – opowiada Roman Dudek, logistyk z USP Transport. – Kierowcy sobie pomagają, przekazują informacje, gdzie są nowe blokady, którędy można je bezpiecznie ominąć. Prewencja, przygotowywanie tras alternatywnych. To jest chyba najlepszy sposób, by przetrwać ten trudny moment dla przewoźników.

Zauważa, że „żółte kamizelki” działają głównie w centrach dużych miast. A tam kilkudziesięciotonowe pojazdy nie wjeżdżają, zatem jeśli odczeka się swoje na blokadzie granicznej, później można nawet kilkaset kilometrów przejechać bez przeszkód.

– Na drogach tranzytowych na razie barykad nie ma – komentuje logistyk.

Transportowiec z Kalisza zauważa jednak, że każdy kraj ma swoją drogową specyfikę, wynikającą m.in. z topografii. I na przykład przejazd przez Niemcy do Francji czy krajów Beneluksu jest łatwiejszy niż kursy na Półwysep Iberyjski.

– Między Francją a Hiszpanią są właściwie dwa duże przejścia popularne wśród kierowców ciężarówek. Jedno na górze, drugie na dole. Wystarczą zatem dwie grupy „żółtych kamizelek”, by zablokować tysiące pojazdów – stwierdza obrazowo Sebastian Smoliński.

Mówi, że jeden z jego współpracowników stał w weekend w 14-kilometrowym korku.

– Na blokadzie nikogo nie obchodzi, że jeden jedzie ze śrubkami, a drugi ze spożywką, łatwo psującym się towarem. Czekać muszą wszyscy.

Trasy alternatywne, wąskimi, krętymi drogami przez góry, wydają się zbyt niebezpieczne dla zestawu z 30-tonową naczepą. Poza tym akcje „żółtych kamizelek” są bardzo dynamiczne i spontaniczne. Kiedy służbom porządkowym udaje się rozbić jedną grupę demonstrantów, na innym węźle drogowym szybko pojawia się sterta płonących opon i europalet.

Władze ustępują. Drogi odblokują?

Zabawa w kotka i myszkę trwa już dwa tygodnie. Napięcie rośnie. Prezydent Emmanuel Macron powtarzał, że nie ustąpi „żółtym kamizelkom”, jednak 4 grudnia francuskie władze zapowiedziały zawieszenie podwyżek (paliw, prądu, gazu) na pół roku. Premier Edouard Philippe tłumaczył, że przez ten czas planowane zmiany przepisów, stawek podatkowych mają być konsultowane ze stroną społeczną. Ale czy to zakończy niepokoje? Protestujący zasypują rządzących kolejnymi postulatami socjalnymi. Sprzeciwiają się reformie szkolnictwa i systemu opieki zdrowotnej. W Paryżu pikietę zorganizowali kierowcy karetek, w Tuluzie – pracownicy komunikacji publicznej. W 100 miastach odbyły się uczniowskie strajki. Wśród żądań stricte politycznych najważniejszym jest dymisja prezydenta Macrona.

– Rząd wycofał się z podwyżek, ale nie wiem, czy protestującym tylko o to chodzi – komentuje Matulewicz.

Z informacji, które uzyskaliśmy od polskich firm przewozowych, wynika, że 5 grudnia, pomimo ogłoszenia decyzji o zawieszeniu podwyżek, protesty we Francji nadal trwały. Przełomowy może okazać się najbliższy weekend. Jeśli ludzie nie zorganizują kolejnej bardzo licznej demonstracji w dużym mieście, protesty mogą powoli wygasać.

Branża transportowa straci miliony euro

Truckersi zwracają uwagę, że wśród haseł kamizelkowych rewolucjonistów pojawiają się również kwestie dotyczące branży TIR. Chodzi m.in. o pracowników delegowanych, bardziej restrykcyjne regulacje dla działalności spedycyjnej, transportowej. Zaostrzenie przepisów ma wyeliminować tańszą konkurencję z Europy Środkowo-Wschodniej.

– To sprawa czysto polityczna – przekonuje Bogusław Gawlik, doświadczony kierowca z Małopolski. – Niby mamy w UE swobodę gospodarczą, a próbuje się podważać zasady wolnego rynku. Absurdalne przepisy mają utrudnić działalność m.in. polskim przewoźnikom. Moim zdaniem Francuzi sami kręcą na siebie bat. Pewnych robót nie wykonają, bo albo nie mają ludzi, albo są to zlecenia słabo płatne. A jednocześnie krzyczą, że im się robotę zabiera.

– Trzeba przeczekać – podsumowuje Grzegorz Żmigród. – Kierowcom jest ciężko, lecz oni są przyzwyczajeni do rozmaitych przeszkód. Ruch na europejskich drogach jest bardzo duży. Wypadki, korki, objazdy to codzienność.

Nawet jeśli protesty „żółtych kamizelek” wkrótce zostaną wygaszone, straty branży transportowej będą liczone w milionach euro. Gospodarkę francuską blokady i zamieszki mogą kosztować miliardy. Chodzi nie tylko o spalone auta, zniszczone witryny sklepowe, zdemolowaną infrastrukturę. Protesty mocno uderzyły w branżę turystyczną. Na początku grudnia amerykańskie i brytyjskie media informowały, że masowo odwoływane są rezerwacje w paryskich hotelach i różne weekendowe imprezy.

Tomasz Maciejewski
W drodze
Miej rękę na pulsie!
Najciekawsze informacje o branży TSL co tydzień na Twojej skrzynce e-mailowej
Wyrażam zgodę na przetwarzanie przez X Project sp. z o.o., moich danych osobowych w postaci adresu poczty elektronicznej w celu przesyłania mi informacji marketingowych. WIĘCEJ

Wyrażam zgodę na przetwarzanie przez X Project sp. z o.o., moich danych osobowych w postaci adresu poczty elektronicznej w celu przesyłania mi informacji marketingowych dotyczących produktów i usług oferowanych przez X Project sp. z o.o., za pomocą środków komunikacji elektronicznej, stosownie do treści przepisu art. 10 ust. 1 i 2 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną.

Szczegółowe zasady dotyczące przetwarzania danych osobowych i zgód marketingowych wyrażone są w klauzuli informacyjnej. Przed wyrażeniem zgód marketingowych prosimy o zapoznanie się z jej treścią.

Fleetguru informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies
zamknij