Baba, której w mundurze już nie zobaczymy, i księżniczka, co nie tylko po kopalniach jeździ

5 lipca
W drodze

Jeździła z paletami, gruszką, a najdłużej wanną. Machała łopatą umorusana węglem, ściągała worki z gipsem, nawet odśnieżała autostradę. Mimo młodego wieku ma już bogaty bagaż, czy raczej ładunek doświadczeń. I nie chce słyszeć o innej robocie. Poznajcie Marysię Worynę, czyli „Babę Dużym w trasie”.

Swoje ciężarówki nazywa księżniczkami. Niedawno jedną scanię zastąpiła inną „księżniczką” tej samej marki. W intensywnie czerwonym kolorze. Tak jakby lakier na karoserii miał pasować do lakierowanych paznokci… „Baba Dużym w trasie” świetnie radzi sobie z kabinowym manicure i pedicure, co można zobaczyć na jej fanpage’u. Buteleczka lakieru, obok butelka schłodzonego desperadosa, a na tablecie „Chłopaki nie płaczą”. Marysia śmieje się, że tę komedię może oglądać w nieskończoność. Jeśli oczekiwanie na załadunek trwa całe dnie, trzeba jakoś zabić czas. Natomiast w długiej trasie ratunkiem jest muzyka, mocne rockowe brzmienia.

Fot. archiwum Marysi Woryny

Ostatnie miesiące ta gryfno dziołcha jeździła głównie po kopalniach, dokumentując to zdjęciami z opisami „urokliwej pracy wunglorza patelniorza”. Pod koniec czerwca „Baba Dużym…” była już w innej trasie. Na południu Europy. Zachwycona mknęła nową „księżniczką” przez Austrię i Włochy. Przyznała, że miała już dość jazdy wokół komina. Robiła ponad 10 tys. km miesięcznie, ale tylko po krajowych szlakach. Teraz będzie kursować do Werony, Genui czy Triestu, a nie do Katowic, Bytomia, Rybnika.

Tomasz Maciejewski: Kobieta za dużym kołkiem – rozumiem. Ale kobieta z dużą łopatą do węgla?

Marysia Woryna, „Baba Dużym w trasie”: Pochodzę ze Śląska. Jako kierowca byłam częstym gościem kopalń. Wungiel woziłam.

Kaj ciśniesz z tym wunglem?

Po naszej kochanej Polsce. Teraz powracam na międzynarodowe szlaki, również „wanną”, ale z trochę innymi ładunkami.

Wanna. Fajne te branżowe określenia.

Wanna albo patelnia.

I w tej wannie z łopatą. Mimo że chwilę wcześniej był kabinowy manicure.

Kolejki w kopalniach zawsze motywowały mnie do kobiecych zajęć i malowania paznokci. Niestety, często się łamały przy kuciu zamarzniętego materiału na naczepie czy polerowaniu zbiorników. No cóż, złamany paznokieć odrośnie, a satysfakcja ze zrobienia czegoś własnymi rękami jest nieopisana.

Fot. archiwum Marysi Woryny

Prawdziwa ślonsko dziołcha.

Nie od początku woziłam wungiel. Najpierw pracowałam w firmie budowlanej jako kierowca. I to tam miałam intensywną praktykę na różnym sprzęcie – od małych wywrotek po gruszkę. Małymi wywrotkami woziłam i często sama musiałam rozładować paletę gipsu czy inne budowlane rzeczy. Po zdaniu kategorii C+E od razu wsiadłam na wannę. To było głównym zajęciem, czyli jazda z kruszywem. Czasami trzeba było wsiąść na gruszkę i lecieć z betonem, a zimą miałam okazję odśnieżać autostradę. Dzięki tej firmie zawdzięczam ogarnięcie wiekowego sprzętu, a wiadomo, że w starszym aucie trzeba się czasem bardziej napocić.

Szkoła życia, nie tylko doświadczenie zawodowe. Wiedziałaś, na co się piszesz? Świadomie wybrałaś?

Do świata transportu trafiłam w zasadzie przez przypadek, ponieważ szłam w trochę innym kierunku. Do policji. Jednak po zdaniu prawa jazdy w wieku osiemnastu lat za kierownicą czułam się świetnie. Po jakimś czasie pojawił się pomysł pracy kierowcy międzynarodowego w busie do 3,5 t. Mimo złego doświadczenia na początku nie zraziłam się. Dzięki pracy w busach wiedziałam, że chcę jeździć, i to już dużymi.

Ale co z tą policją?

Był to czas zaraz po liceum. Zdałam wszystkie testy.

I?

Zrozumiałam, że to nie do końca dla mnie. Do ostatniego etapu podeszłam już raczej rekreacyjnie.

Czyli w mundurze Marysi nie zobaczymy?

Teraz nawet sobie nie wyobrażam, że miałabym rzucić ciężarówki i wstąpić do policji.

Fot. archiwum Marysi Woryny

Skąd ta miłość do ciężarówek? Tata jeździł?

Nikt w rodzinie nie jest kierowcą. I każdy się zastanawia, skąd mi się to wzięło. Do transportu poszłam w wieku 21 lat, wtedy zdałam prawo jazdy na kategorię C, rok później C+E. Czyli można powiedzieć, że na zestawach mam dopiero dwuletnie doświadczenie. Ale to czas bogaty w praktykę na różnym sprzęcie.

Wcześniej, jako nastolatka, interesowałaś się autami?

Tak. Zgodnie ze swoim motoryzacyjnym upodobaniem, gdy zrobiłam prawko, zaczęłam jeździć w wyścigach wraków. Przez dwa lata zabierałam swoje wrakowozy na zawody po Polsce. Sama je budowałam. Uwielbiam to.

Czyli nie tylko kierowca, ale mechanik, inżynier, rajdowiec.

Wyścigi wrakowozów to dobra zabawa. Dużo mnie nauczyły, jeśli chodzi o zachowania za kierownicą. Ale trzeba było to poświęcić na rzecz pracy kierowcy. Musiałam ograniczyć inne aktywności. Od zawsze jeździłam konno. To też miało być moim sposobem na życie, ale mechaniczne konie wygrały.

Fot. archiwum Marysi Woryny

Wyglądasz na szczęśliwą.

Jestem zadowolona i nie wyobrażam sobie innego zajęcia. Tę pracę trzeba lubić, poświęcić się jej w pełni. Mówią, że to styl życia. Ja się pod tym stwierdzeniem podpisuję. Dla mnie to z pewnością sposób na życie.

Na całe?

Nie wiem, czy na całe, bo nigdy nie zastanawiam się, co będzie za dziesięć lat. Teraz czeka mnie międzynarodówka, południowe kierunki. Jeszcze mniej będzie mnie w domu. Ale tutaj nikt za mną nie płacze, rodzice od zawsze musieli się przyzwyczajać, że w domu jestem raczej gościem. Jedynie, czego mi brakuje, to czasu na moje pasje – konie, wyścigi samochodowe. Chciałabym spróbować sił w jakichś KJS-ach lub rally crossie, mieć swojego konia, w końcu znaleźć więcej czasu na dopieszczanie swoich osobówek. Ale mam nadzieję, że na wszystko przyjdzie pora. Na razie robię to, co kocham.

Fot. archiwum Marysi Woryny

Wyścigi, konie i dopieszczanie osobówek…

Dwa japońskie cuda techniki: osiemnastoletnie mitsubishi galant, które jest moim oczkiem w głowie i czeka je dużo pracy, a do jeżdżenia na co dzień kupiłam sobie 23-letnią hondę civic. Kocham stare samochody.

Zmobilizowałaś mnie do pracy przy 33-letnim fiacie 126p.

Maluch. Super. Aż zazdroszczę. Mój tata miał malucha, kiedy byłam jeszcze małym smarkiem. Spotkać takiego klasyka graniczy teraz z cudem. Maluch na drodze zawsze wywołuje u mnie uśmiech. O takie auta trzeba dbać i chować pod kocem.

Jako eksponat jest piękne, ale przejechać nim teraz choćby 100 km? To byłaby męczarnia.

Kiedyś jakoś dawaliśmy radę. Maluchami jeździło się po całej Polsce.

A nawet nad Balaton. Teraz jak robić 800 km, to tylko limuzyną.

Taaak. Wygoda, klimatyzacja, bajery.

Inne samochody. Inni ludzie. Bogatsi, to i wyposażenie bogatsze.

Szkoda, że nie bogatsi życiowo i intelektualnie, ale takie czasy.

Różnie bywa. Ale klimę lubimy wszyscy, kiedy na zewnątrz mamy 34 stopnie w cieniu. Przed wyjazdami do Włoch chłodzenie kabiny sprawdzone?

Wszystko sprawne. I wszystko było w porządku na trasie. A tak w ogóle to zakochałam się we Włoszech. Nie lubię zimna i dlatego właśnie wybrałam pracę, w której jeździ się głównie na ciepłe Południe.

Fot. archiwum Marysi Woryny

Teraz wszędzie jest gorąco. Nawet w Skandynawii.

Prawda. Ale zimą cieplej będzie we Włoszech. A co do Skandynawii – podobno kierowcom pracuje się tam bardzo dobrze. Kiedy oglądam wszystkie zestawy tam jeżdżące, pokazują mi się gwiazdki w oczach. Ale problem właśnie w tym, że zima trwa tam długo.

Gwiazdki w oczach… czyli nie wykluczasz?

Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Może mimo zimna dam się kiedyś przekonać i tam pojechać. Choćby dlatego, żeby pojeździć taką piękną V8 z przyczepami. Przez pół roku.

Widać, że rozmawiam z automaniaczką.

Chyba tak. Doszłam do wniosku, że chcę jeździć więcej, dłużej, bardziej. Wungiel woziłam średnio po 11 tys. kilometrów miesięcznie. To spory wynik, jak na krajówkę. Zmieniłam pracę, by jeździć dalej.

Jak wygląda twoje życie w trasie? Pauzy? Co robisz, gdy już odeśpisz?

Jeśli tylko mam możliwość, uwielbiam robić coś przy aucie. Polerowanie, czyszczenie, sprzątanie. Kiedy warunki nie sprzyjają, pozostaje mi wstawienie postu na bloga, poczytanie książki lub zwykle przewijanie Internetu.

Fot. archiwum Marysi Woryny

Wiem, że lubisz polskie komedie. A muzyka? Relaksuje, pomaga podczas wielogodzinnej jazdy?

Muzyka jest dla mnie nieodłącznym elementem tej pracy. Trasa, muzyka w głośnikach i mnie nie ma. Rozpływam się.

Przy czym?

Wychowałam się na rocku, ciężkich brzmieniach. Często do nich wracam, ale w trasie sprawdza się wesoła muzyka, rytmiczna, żywa. Kiedy nachodzi mnie melancholia, kocham Anię Karwan czy Comę.

Co jeszcze, oprócz ulubionej muzy, zabierasz w trasę? Truckerka potrafi się pakować tak samo kompaktowo, ekonomicznie, jak trucker?

Temat bagażu jest bardzo trudny. Na szczęście w nowej scanii mam górne łóżko, które będzie dla mnie szafą.

A ta prawdziwa szafa, prawdziwe łóżko, ulubiony niesamochodowy fotel znajdują się…

W bardzo zacisznym miejscu, gdzie rodzice od zawsze mają swoje gospodarstwo. Na Śląsku się urodziłam. I tu żyję.

Jak sama powiedziałaś: kierowca jest w domu gościem, czyli gdy trafi się kilka dni wolnego, nadrabiasz zaległości.

6 czerwca zrobiłam sobie zaległy Dzień Dziecka. Musiałam wziąć urlop, żeby pozałatwiać zwykłe codzienne sprawy. Taka robota kierowcy. Kiedy mam wolny weekend, spędzam go raczej w rodzinnym gronie lub z przyjaciółmi. Czasami trafi się jakaś impreza motoryzacyjna. A jeśli mam okazję, to oczywiście koński grzbiet i stajnia.

Fot. archiwum Marysi Woryny

Jesteś kolejną truckerką amazonką, którą spotykam. To intrygujące, tak samo jak aplikacja do policji… Niewiele brakowało, a nakładałabyś mandaty na kierowców.

Rzeczywiście. Ale teraz już nawet nie myślę o takiej zmianie miejsc i funkcji.

A jak oceniasz relacje truckerzy – drogówka? Zdarzały ci się problemy?

Na swoim przykładzie zawsze pozytywnie oceniam te relacje. Jeśli człowiek, mimo swojej winy, nie próbuje ugrać kosmicznych rzeczy, to naprawdę można normalnie i sympatycznie przejść przez kontrolę lub zatrzymanie. Tak samo z ITD. Nigdy nie podchodziłam też do tego w ten sposób, że jestem kobietą, to się jakoś dogadam, mrugnę oczkiem i po sprawie… Ale da się wyczuć inne podejście służb do kierowcy ciężarówki – kobiety.

To inne, ludzkie podejście kierowcy lubią, tylko że mamy ogromny problem z BRD. Statystyki wypadków szokują. Jak bezpieczeństwo na drogach widzi „Baba Dużym w trasie”? Truckerzy zachowują się odpowiedzialnie?

W Polsce częściej łamie się przepisy. Jest to spowodowane tym, że po prostu jesteśmy u siebie. Wiadomo, królowie szos, a i mandaty są inaczej rozliczane. Za granicą brawura słono kosztuje, obowiązują inne przepisy. Tam nawet dostaje się czasowy zakaz wjazdu do danego państwa, więc zmusza to do przestrzegania prawa. Nie byłabym szczera, gdybym napisała, że ja zawsze jeżdżę przepisowo. Ale zawsze z głową i przewidywaniem, co może się stać.

Tomasz Maciejewski
W drodze
Miej rękę na pulsie!
Najciekawsze informacje o branży TSL co tydzień na Twojej skrzynce e-mailowej
Wyrażam zgodę na przetwarzanie przez X Project sp. z o.o., moich danych osobowych w postaci adresu poczty elektronicznej w celu przesyłania mi informacji marketingowych. WIĘCEJ

Wyrażam zgodę na przetwarzanie przez X Project sp. z o.o., moich danych osobowych w postaci adresu poczty elektronicznej w celu przesyłania mi informacji marketingowych dotyczących produktów i usług oferowanych przez X Project sp. z o.o., za pomocą środków komunikacji elektronicznej, stosownie do treści przepisu art. 10 ust. 1 i 2 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną.

Szczegółowe zasady dotyczące przetwarzania danych osobowych i zgód marketingowych wyrażone są w klauzuli informacyjnej. Przed wyrażeniem zgód marketingowych prosimy o zapoznanie się z jej treścią.

Fleetguru informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies
zamknij