Wyznacz trasę

Mimo licznych głosów krytyki progi zwalniające nie znikną z naszych ulic. Są tanie i dyscyplinują kierowców

23 stycznia
BRD

Nie do końca spełniają swoje zadanie, ale alternatywy nie ma. Mimo wielu głosów krytycznych progi zwalniające raczej nie znikną z polskich ulic.

Z prośbą o ograniczenie liczby progów zwalniających wystąpił do Ministerstwa Infrastruktury poseł Józef Lassota. W jego interpelacji można przeczytać, że: „Na polskich drogach progów zwalniających jest więcej niż w innych krajach Unii Europejskiej. Podczas gdy u nas ich przybywa, w innych państwach europejskich tendencja ta jest odwrotna. Zastępowane są zwężeniami czy też szykanami, a powodów takiego stanu rzeczy może być wiele. Od troski o wibracje, stan zawieszeń po troskę o środowisko, gdyż hamujące samochody zwiększają także stężenie szkodliwych pyłów”.

Znaki nie urywają kół

Ale nie wszyscy chcieliby likwidacji próg zwalniających.

– Likwidowanie progów, kiedy na drogach giną ludzie, nie jest rozsądne, a może wręcz okazać się szkodliwe – odbija piłeczkę Arkadiusz Kuzio, ekspert z Akademii Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. – Jeśli dochodzi do potrąceń na ulicach o mniejszym natężeniu ruchu lub na drogach osiedlowych, to jedynym lekarstwem jest zastosowanie progów zwalniających lub podrzutowych. Kuzio uważa, że inaczej nie wymusimy na kierowcach, żeby zwolnili, zastosowali się do przepisów i znaków drogowych.

– Znaki są bowiem często ignorowane i mają jedną wadę – nie urywają kół w samochodach – argumentuje ekspert ds. BRD. – Żeby wymusić spowolnienie prędkości, musimy powrócić do stałych punktów kontrolnych policji oraz fotoradarów. Na drogach wewnętrznych lub w strefach zamieszkania pozostają nam progi i szykany drogowe, a także skrzyżowania równorzędne.

Do wyboru, do koloru

W Polsce progi zwalniające mnożą się jak grzyby po deszczu. Zarządcy dróg montują je tam, gdzie chcą. Często po kilkanaście sztuk na krótkim odcinku drogi. Co ciekawe, nie istnieją przepisy, które określałyby standard ich wykonania. O tym decyduje zarządca drogi. Dlatego spotykamy progi wykonane z kostki brukowej, tworzywa sztucznego i asfaltu. Ich wysokość także jest uzależniona od preferencji zamawiającego.

Po co montuje się progi? Chodzi o ograniczenie prędkości samochodów. I z tego zadania wywiązują się dobrze. Pokonanie przeszkody bez zwolnienia przed progiem może skończyć się uszkodzeniem nadwozia.

Progi możemy podzielić na kilka kategorii.

– Mamy progi zwalniające, które zmuszają nas do zdjęcia nogi z gazu, bo bezpieczna prędkość pozwalająca je pokonać to 25 – 30 km/h – mówi podinspektor Stanisław Sojko z wydziału ruchu drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie. – Są też tzw. progi podrzutowe. Trzeba je pokonywać z prędkością nie większą niż 8 – 10 km/h. Stosowane są najczęściej na terenach zamkniętych o ograniczonym dostępie. Są jeszcze progi listwowe, płytowe i wyspowe.

Alternatywa? Fotoradary są za drogie

Skoro progi mogą powodować szkody w naszych autach, a do tego nie są ekologiczne, bo zamiast jeździć ze stałą prędkością, raz musimy zwolnić, a raz przyśpieszyć, to czy można je czymś zastąpić?

– Nie ma alternatywy – uważa Arkadiusz Kuzio z Akademii Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. – Możemy oczywiście postawić fotoradary, ale wiąże się to z kosztem ok. 1,5 mln zł za sztukę. Wszędzie ich więc nie postawimy. Do tego dochodzi jeszcze kwestia ich obsługi i wydolność sprzętu. Na drogach krajowych, wojewódzkich i tam, gdzie jeździ komunikacja miejska, niemożliwe jest zastosowanie szykan drogowych. Do niszczenia podwozia auta podczas przejazdu przez próg zwalniający dochodzi wówczas, kiedy kierujący nie przestrzega ograniczenia prędkości. Po to są progi podrzutowe o różnym stopniu nachylenia, dla różnych ograniczeń prędkości. To lekarstwo na niesfornych kierowców.

Kuzio twierdzi, że rozsądny kierowca, przestrzegający ograniczeń prędkości, na pewno z takiego przejazdu wyjdzie bez szwanku.

– Zwężenia jezdni, wysepki, szykany drogowe, które zmieniają kierunek jazdy, wymuszając na kierowcach ograniczenie prędkości, są pewną alternatywą dla progów – uważa Sajko.

Szwedzi postawili na actibumpy

W odpowiedzi na interpelację posła Józefa Lassoty podsekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury Marek Chodkiewicz ograniczył się jedynie do wskazania, że podmiotami decydującymi o ustawianiu progów są GDDKiS, marszałkowie województw i starostowie. Resort nie dysponuje także statystykami wskazującymi na to, ile wypadków drogowych w Polsce zostało spowodowanych w momencie przejeżdżania przez progi zwalniające.

– Niestety, żaden rząd nie jest zainteresowany poprawą bezpieczeństwa na polskich drogach – uważa Arkadiusz Kuzio – Życie dowodzi, że mandat w wysokości 500 zł już nie robi wrażenia na kierujących i szybko jest zapominany. Kara musi być bolesna. Z badań wynika, że najbardziej boimy się utraty uprawnień.

A może Polska powinna wziąć przykład ze Szwecji, gdzie na drogach montowane są tzw. actibumpy. To rodzaj progu zwalniającego, który na bieżąco reaguje na prędkość zbliżającego się do niego pojazdu. W słupkach zamontowanych przy actibumpie znajduje się radar, który odczytuje, czy auto porusza się zgodnie z przepisami. Jeśli tak, próg się chowa. Jeśli zaś kierowca ma ciężką nogę, to przejazd przez actibump spowoduje przyśpieszone bicie serca. System jest na tyle sprytny, że przepuszcza konkretne pojazdy, takie jak karetki czy autobusy komunikacji miejskiej.

Fot. EdevaAB, CC BY-SA 4.0
Małgorzata Tobiasz
BRD
ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER Z NAJNOWSZYMI WIADOMOŚCIAMI Z BRANŻY TSL
Fleetguru informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies
zamknij