Wizja zero, czyli jak małymi kroczkami dążyć do ideału

21 grudnia
BRD

Drogi, na których nie dochodzi do ani jednego wypadku śmiertelnego – brzmi jak utopia. Ale warto do niej dążyć. Dlatego w kilku krajach na świecie wdrażana jest koncepcja „wizji zero”. Do sukcesu wciąż jednak daleko.

„Wizja zero” to koncepcja zakładająca wprowadzenie rozwiązań, dzięki którym liczba wypadków śmiertelnych zmalałaby do zera. Wydaje się to niemożliwe albo co najmniej trudne do osiągnięcia. A jednak w krajach, które wprowadziły tę koncepcję, widać już spadek liczby ofiar. Sporymi sukcesami na tym polu może się pochwalić Szwecja. W latach 1997–2014 liczba ofiar wypadków drogowych spadła o 50 proc. Tendencja zniżkowa cały czas się utrzymuje. I to właśnie w Szwecji rocznie na drogach ginie najmniej osób. W 2017 roku liczba śmiertelnych ofiar wypadków wyniosła 253. Dwadzieścia lat wcześniej – 541. Szwedzi wyznaczyli już cel na 2020 rok. Chcą, żeby liczba ofiar śmiertelnych nie była większa niż 220 osób.

Najważniejsze jest życie i zdrowie człowieka

Na czym polega „wizja zero”? Najważniejsze założenie mówi, że nic nie jest ważniejsze od zdrowia i życia człowieka. Nic, a więc także jedno z największych osiągnięć cywilizacji, jakim jest mobilność. Odpowiedzialność za bezpieczne przemieszczanie się ciąży nie tylko na ustawodawcy, ale także na organizatorach ruchu i użytkownikach dróg. Organizacja masowej komunikacji wymusza zmiany, chociażby w infrastrukturze. Stąd nacisk na to, żeby jej użytkownicy mogli bezpiecznie dotrzeć do celu. A nie na to, żeby wykorzystać maksymalną wydajność systemu.

Jak „zerowy cel” osiągnąć? Przede wszystkim postawić na dostosowanie dróg do potrzeb ludzi. Co to znaczy? Infrastruktura musi eliminować ludzkie błędy i wspomagać kierowcę, np. poprzez rozdzielenie ruchu pieszo-rowerowego od samochodowego, pasów ruchu barierkami czy usuwanie drzew, słupów i innych elementów mogących zagrozić autom wypadającym z drogi. Są jednak kategorie, które wymykają się ludzkiemu umysłowi. Trudno w 100 proc. przewidzieć warunki atmosferyczne, predyspozycje kierowcy, możliwości techniczne samochodów. Można jednak minimalizować prawdopodobieństwo występowania wypadków, a także ich skutki.

Amerykanie zmieniają filozofię

Koncepcja „wizji zero” jest także popularna w Stanach Zjednoczonych. Amerykanie, jak przystało na kraj odkrywców, zajęli się sprawą z wielką precyzją. Najpierw przyjrzeli się statystykom, z których wynika, że co roku na amerykańskich drogach ginie 40 tys. osób. Do tego należy doliczyć jeszcze poszkodowanych na skutek udziału w wypadkach.

Przez długi czas Amerykanie uważali, że śmierć na drogach jest nieodłącznym elementem rozwoju ludzkiej cywilizacji. Tam, gdzie są szybkie auta, wąskie górskie serpentyny, niesprzyjające warunki atmosferyczne, tam po prostu muszą ginąć ludzie. Ale to się zmieniło. „Wizję zero” Amerykanie rozpatrują w ten sposób, że każdy ma prawo do bezpiecznego poruszania się po drogach. A politycy, inżynierowie i projektanci infrastruktury wspólnie odpowiadają za stworzenie bezpiecznego systemu.

Los Angeles ma już na koncie sukcesy

Seattle koncepcję „wizji zero” wprowadziło w życie w 2015 roku. Planowane działania mają zakończyć się piętnaście lat później. Jakie? Chodzi m.in. o przeprojektowanie drogi długości 1 mili, gdzie dochodziło do największej liczby wypadków. W 2016 roku zmniejszono limit prędkości do 25 mil na godzinę. Obszarem objęto ponad 2,4 tys. mil dróg i 80 mil ulic przelotowych. Stworzono specjalnie chronioną drogę dla rowerzystów, nowe przejścia dla pieszych, bo jak stwierdzono, to właśnie piesi, szczególnie powyżej 55. roku życia, są najbardziej poszkodowani w wypadkach drogowych. Władze miasta chcą przeprojektować kolejne ulice, wprowadzić nowe przepisy i regulacje miejskie.

Z kolei w Los Angeles możemy już mówić o realnych korzyściach z wprowadzenia „wizji zero”. Od 2012 do 2016 roku liczba poszkodowanych w poważnych wypadkach z udziałem pieszych i rowerzystów zmalała o 64 proc. Dotyczy to wyznaczonej strefy na obszarze 19 mil. W 2017 roku o 20 proc. spadła liczba ofiar śmiertelnych (w porównaniu do poprzedniego roku).

Dziesięć miast się stara

W USA koncepcję „wizji zero” wdraża dziesięć miast. Przede wszystkim ograniczono prędkości na drogach. Przeanalizowano bezpieczeństwo rowerzystów i pieszych, skupiono się na tych ulicach, na których dochodzi do najpoważniejszych wypadków. Pojawiły się także kamery sprawdzające, czy ograniczenia prędkości są przestrzegane. Jak bowiem wskazują dane, do 20 proc. wypadków rocznie w USA dochodzi właśnie dlatego, że kierowcy jeżdżą za szybko.

Małgorzata Tobiasz
BRD
Miej rękę na pulsie!
Najciekawsze informacje o branży TSL co tydzień na Twojej skrzynce e-mailowej
Fleetguru informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies
zamknij