Psia grypa. Czy protest policji zagraża bezpieczeństwu na drogach?

8 listopada
BRD

Fala zwolnień lekarskich w policji rozlała się na całą Polskę. W niektórych regionach prawie połowa funkcjonariuszy, zamiast wyruszyć na patrole, została w domach. Czy to oznacza, że drogowi piraci mogą czuć się bezkarni?

Z informacji podanych przez policyjne związki zawodowe wynika, że na zwolnieniach lekarskich przebywa już 30 tys. funkcjonariuszy, głównie z drogówki i prewencji. Efekt protestu policjantów w całym kraju widać gołym okiem na drogach.

– Żadnego radiowozu na drodze. Nikogo – mówi pan Edward, który regularnie jeździ ze Słupska do Trójmiasta. – Zazwyczaj na szóstce można spotkać nawet kilka patroli przy drodze, a ponadto nieoznakowane radiowozy.

Chorowici czy zdesperowani?

Policjanci sięgnęli po radykalne środki w postaci L4, bo ich zdaniem wcześniejsze nie skutkowały. W ramach protestu funkcjonariusze jak dotąd zaniechali wystawiania mandatów przy drobnych wykroczeniach i zrezygnowali  używania prywatnych telefonów do celów służbowych. Zwolnienia lekarskie to oddolna inicjatywa funkcjonariuszy, z którą NSZZ Policjantów nie ma nic wspólnego. Tak twierdzą szefowie struktur w regionach.

– Masowe odchodzenie na zwolnienia to nie jest nasza akcja. Ludzie sami wiedzą, kiedy czują się przemęczeni i chorzy – tłumaczy w rozmowie z „Gazetą Wrocławską” Piotr Malon, przewodniczący zarządu dolnośląskiego NSZZ Policjantów.

W ostrzejszych słowach swoich kolegów tłumaczy szef NSZZ policjantów Rafał Jankowski.

– Policjanci po prostu postanowili zająć się własnym zdrowiem. Wszyscy czują się, mówiąc brutalnie, olani przez tych, którzy mieli zmienić warunki, w jakich funkcjonariusze są zatrudnieni – mówi Jankowski.

Walczą o płace i warunki pracy

O jakich warunkach mówi Jankowski? Zdaniem związku policjanci są przepracowani i zarabiają za mało. Według danych Komendy Głównej Policji nowo zatrudniony policjant może liczyć na 2,8 tys. zł na rękę, a jego koledzy na kolejnych szczeblach na 3,1 i 3,4 tys. zł. Są to jednak zarobki uśrednione, do których doliczone są dodatki i trzynastki. Niskie wynagrodzenia nie zachęcają do podejmowania pracy w policji. Już teraz brakuje około 6 tys. funkcjonariuszy. Policjanci skarżą się, że obecny rząd traktuje ich tak samo, jak poprzedni. Pomimo obietnic rząd PO-PSL nie przyznał podwyżek, a do tego w 2014 roku pozbawił funkcjonariuszy prawa do pobierania pełnej pensji podczas 90 dni zwolnienia chorobowego (otrzymują 80 proc.). Teraz policjanci domagają się 650 zł podwyżki od 1 stycznia 2019 roku, płatnych nadgodzin i przywrócenia korzystnego systemu emerytalnego.

Niebezpiecznie i mniej mandatów

W konsekwencji „protestu L4”, czy też „psiej grypy” – jak natychmiast tę formę protestu nazwano w Internecie – na ulicach i drogach całej Polski policji jest znacznie mniej. Doszło do tego, że na patrole w teren wysyłani są policjanci na co dzień pracujący przy biurkach, analitycy i funkcjonariusze pionu kryminalnego, a do zdarzeń na drogach jeżdżą sami komendanci. Zdaniem wielu sytuacja robi się bardzo poważna. Jeżeli policjanci nie dogadają się z rządem i nie wrócą do pracy, na polskich drogach może zrobić się bardzo niebezpiecznie.

– Każdy słyszy i widzi, że nie ma policji na drodze, więc nie zważa na ograniczenia prędkości. Niektórzy zachowują się jak dzieci bez opieki dorosłych albo psy spuszczone ze smyczy. Piraci drogowi mogą się cieszyć. Widziałem już kilku na szóstce – zauważa pan Edward.

Komendant apeluje

O zagrożeniu bezpieczeństwa mówi otwarcie komendant główny policji gen. insp. Jarosław Szymczyk, który wystosował apel do policjantek i policjantów. Czytamy w nim: „Wierzę, że wszyscy mamy pełną świadomość tego, co się może stać, kiedy zabraknie nas na ulicach. Dlatego staję przed Wami jako jeden z Was i proszę o zrozumienie. Nie dopuśćmy do tego, by na ulicach zaczęli rządzić bandyci. Włożyliście wiele wysiłku, by doprowadzić do takiego poziomu bezpieczeństwa, jaki mamy. Nie pozwólmy sobie tego odebrać. Nie pozwólmy, by zrzucono na nas odpowiedzialność za to, że gdzieś może nas zabrakło i doszło do tragedii”.

Efekty protestu już widać w statystykach policyjnych. W ciągu pierwszych ośmiu miesięcy tego roku wpływy z mandatów zmniejszyły się o ponad 143 mln zł w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego (odpowiednio 2017 – 517 mln zł, 2018 – 347 mln zł). Prawdziwy krach nastąpił w wakacje. W lipcu drogówka wystawiła zaledwie 147 tys. mandatów (trzy razy mniej niż w lipcu ubiegłego roku). W sierpniu było jeszcze gorzej. Liczba mandatów spadła z 455 tys. do zaledwie 74 tys. Danych za wrzesień i październik na razie brak, lecz można się spodziewać, że sytuacja jest podobna. Jeżeli tak, to do budżetu państwa w tym roku wpłynie o wiele mniej pieniędzy z mandatów, niż zakładano.

Mikołaj Radomski
BRD
Miej rękę na pulsie!
Najciekawsze informacje o branży TSL co tydzień na Twojej skrzynce e-mailowej
Wyrażam zgodę na przetwarzanie przez X Project sp. z o.o., moich danych osobowych w postaci adresu poczty elektronicznej w celu przesyłania mi informacji marketingowych. WIĘCEJ

Wyrażam zgodę na przetwarzanie przez X Project sp. z o.o., moich danych osobowych w postaci adresu poczty elektronicznej w celu przesyłania mi informacji marketingowych dotyczących produktów i usług oferowanych przez X Project sp. z o.o., za pomocą środków komunikacji elektronicznej, stosownie do treści przepisu art. 10 ust. 1 i 2 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną.

Szczegółowe zasady dotyczące przetwarzania danych osobowych i zgód marketingowych wyrażone są w klauzuli informacyjnej. Przed wyrażeniem zgód marketingowych prosimy o zapoznanie się z jej treścią.

Fleetguru informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies
zamknij