Elektryczną hulajnogą po chodniku. Rządzący nie nadążają za zmieniającym się światem

2 kwietnia
BRD

Segwaye, elektryczne hulajnogi i deskorolki – w polskich przepisach takie urządzenia po prostu nie istnieją. Stąd chaos na naszych ulicach. Ministerstwo Infrastruktury zapowiadało, że tę kwestię ureguluje. Teraz już nawet nie zapowiada.

Do jakich zasad muszą się dostosować Polacy jeżdżący na segweyach, elektrycznych hulajnogach i deskorolkach? Czy obowiązują w tej kwestii jakiekolwiek przepisy – z tymi prowokacyjnymi pytaniami zwróciliśmy się do Komendy Głównej Policji. Odpowiedzi nie otrzymaliśmy. I nic dziwnego. Bo takie urządzenia nie są ani rowerami, ani pojazdami mechanicznymi. W polskim prawie jest więc spora luka…

Chodnik nie jest od jeżdżenia

Nie jest to pierwszy przypadek, gdy polskie prawo nie reaguje na zmiany we współczesnym świecie. Segwaye, elektryczne hulajnogi i deskorolki stają się coraz bardziej popularnymi środkami transportu. Poruszają się nimi wszyscy, bez względu na wiek. W dużych miastach istnieją nawet wypożyczalnie tego typu sprzętu. Tymczasem w przepisach takie pojazdy nie istnieją, a ich użytkownicy są traktowani jak piesi. Co to oznacza? Nie można jeździć elektryczną hulajnogą czy deskorolką po ścieżkach rowerowych. Tym bardziej zabronione jest wyjeżdżanie na drogę. Pozostaje więc chodnik.

– To jednak niebezpieczne rozwiązanie – ocenia Katarzyna Dobrzańska-Junco, prezes zarządu Centrum Inicjatyw na rzecz poprawy Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. – W Hiszpanii były już śmiertelne wypadki spowodowane przez kierującego elektryczną hulajnogą. Chodzi np. o potrącenie w sierpniu 2018 roku starszej pani, która spacerowała chodnikiem. Upadła na chodnik i uderzyła głową w krawężnik. Zmarła w szpitalu.

Katarzyna Dobrzańska-Junco podkreśla, że oprócz osób starszych najbardziej narażone na szarżujących użytkowników nowinek technicznych są dzieci.

– Spacer z małym dzieckiem w ścisłym centrum np. Krakowa nie jest raczej relaksujący. Dziecko trzeba cały czas trzymać za rękę, bo co chwilę z prawej i lewej śmigają m.in. rozentuzjazmowani użytkownicy segwayów, bardzo często turyści, także po spożyciu alkoholu.

Na zapowiedziach się skończyło

Konieczność uregulowania sytuacji widzą również parlamentarzyści. I ślą do Ministerstwa Infrastruktury liczne interpelacje. „Czy resort pracuje nad zmianami w ustawie z 20 czerwca 1997 roku Prawo o ruchu drogowym (Dz. U. z 2018 roku, poz. 1990) w zakresie transportu osobistego, dostosowując przepisy do rozwoju nowych środków transportu osobistego?” – pytała poseł Aldona Młyńczak z Platformy Obywatelskiej, sugerując jednocześnie pewne rozwiązanie. Jakie? „Proponowanym rozwiązaniem jest udostępnienie dla pojazdów tego typu dróg dla rowerów przy jednoczesnym wprowadzeniu zmian w prawie, które zwiększą wymaganą minimalną szerokość dróg rowerowych. Wprowadzenie takich zmian w prawie zwiększa komfort pieszych i jednocześnie ułatwia korzystanie z nowych środków transportu osobistego” – czytamy w interpelacji.

Zmiany w przepisach były zapowiadane już jakiś czas temu. Do ustawy Prawo o ruchu drogowym miała zostać wpisana definicja urządzenia transportu osobistego, czyli UTO. Zapowiadano także zajęcie się przepisami określającymi sposób poruszania się takimi pojazdami. Projekt zakładał, że będą to urządzenia o szerokości do 90 cm, przeznaczone do poruszania się pieszych, napędzane siłą mięśni bądź za pomocą silnika elektrycznego, który osiągałby prędkość do 25 km/h.

Segwaye wyłączone z projektu

Z odpowiedzi na interpelację, udzielonej przez Marka Chodkiewicza, podsekretarza stanu w Ministerstwie Infrastruktury, dowiedzieliśmy się jednak, że na razie zmian w przepisach nie będzie. Uregulowania dotyczące urządzeń transportu osobistego zostały wyłączone z projektu. Dlaczego? „Wykraczały poza zakres wdrożenia do krajowego porządku prawnego postanowień dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2014/45/UE w sprawie okresowych badań zdatności do ruchu drogowego pojazdów silnikowych i ich przyczep”.

– Uważam, że systemowe rozwiązania są jak najbardziej potrzebne – komentuje Katarzyna Dobrzańska-Junco. – Prawo nie nadąża za zmieniającymi się realiami. Zamiast przewidywać i zapobiegać, gasimy stare pożary. Tak jest także w przypadku segwaya czy elektrycznej hulajnogi. Według Dobrzańskiej-Junco kierujący segwayami i elektrycznymi hulajnogami nie powinni poruszać się po chodniku, tylko po ścieżce rowerowej. A rozwijana przez nich prędkość nie powinna przekraczać 25 km/h.

Przepisów nie ma, wszyscy na tym tracą

Tymczasem z powodu braku systemowych rozwiązań służby nie mogą nałożyć mandatu w momencie, gdy na chodniku dojdzie do potrącenia pieszego przez kierującego elektryczną deskorolką czy hulajnogą. Jest też druga strona medalu. Użytkownicy takich urządzeń nie mogą wjechać na ścieżkę rowerową. Bo za to akurat grozi im mandat w wysokości nawet 500 zł. Na różnych forach internetowych użytkownicy piszą, że zakaz poruszania się po ścieżkach rowerowych to potwierdzenie braku elastyczności ze strony rządzących. Nikomu nic by się przecież nie stało, gdyby infrastruktura rowerowa służyła także innym.

– Jednak jeśli takie rozwiązanie miałoby zostać wprowadzone, potrzebna jest także edukacja zauważa Katarzyna Dobrzańska-Junco. – Widzę ogromną potrzebę wprowadzenia zagadnień związanych z bezpieczeństwem ruchu, poruszania się pieszych i przestrzeni przeznaczonych dla pieszych i rowerzystów choćby w szkołach, na zajęciach poświęconych zasadom bezpieczeństwa w ruchu drogowym.

Małgorzata Tobiasz
BRD
Miej rękę na pulsie!
Najciekawsze informacje o branży TSL co tydzień na Twojej skrzynce e-mailowej
Fleetguru informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies
zamknij