Prezes taksówkarskiego związku: To nie jest walka z Uberem. To walka dobra ze złem!

9 lipca
Biznes

– Żadna nowoczesność nie powinna powodować zmian dobrego prawa na złe – tak nowelizację ustawy o transporcie drogowym, potocznie nazywaną Lex Uber, komentuje Fleetguru Tadeusz Stasiów, prezes Samorządnego Związku Zawodowego Taksówkarzy RP.

Nowa ustawa transportowa od lat była zapowiadana przez rząd i oczekiwana przez branżę. Wreszcie w 2018 roku prace legislacyjne przyspieszyły. Opracowywane przez Ministerstwo Infrastruktury regulacje prawne musiały uwzględnić prawodawstwo unijne, ale przede wszystkim aktualną sytuację na rynku przewozów samochodowych. Najgłośniejszym i najbardziej kontrowersyjnym problemem stało się usankcjonowanie tzw. pośredników. Symbolizuje ich amerykański Uber, prowadzący działalność już w kilkudziesięciu krajach, dlatego nowelizację szybko ochrzczono „lex Uber”.

Jaka jest definicja pośrednictwa przy przewozie osób? „To działalność gospodarcza polegająca na przekazywaniu zleceń przewozu z wykorzystaniem domen internetowych, aplikacji mobilnych, programów komputerowych oraz systemów teleinformatycznych lub innych środków przekazu informacji. Czego będzie dotyczyć? Przewozu osób samochodem osobowym, pojazdem samochodowym przeznaczonym konstrukcyjnie do przewozu powyżej siedmiu i nie więcej niż dziewięciu osób łącznie z kierowcą lub przewozu taksówką”.

Zliberalizowane przepisy

Kierowcy jeżdżący „na aplikacjach” oraz koordynujące ich pracę korporacje liczyły na liberalizację przepisów. I ustawodawca spełnił ich postulaty. Pojazdy wykorzystywane do przewozu osób nie będą musiały być wyposażone w taksometry i kasy fiskalne. Alternatywnym urządzeniem do naliczania opłaty może być właśnie aplikacja mobilna. Zredukowane zostały również wymagania wobec przedsiębiorców prowadzących działalność transportową i ich pracowników. Kierowcy nie będą musieli już zdawać egzaminów z topografii miasta i znajomości przepisów prawa miejscowego (było to uprawnieniem samorządów – gmin miejskich powyżej 100 tys. mieszkańców). Obniżone zostały również opłaty za uzyskanie licencji przewoźnika na samochody osobowe i pojazdy przeznaczone do przewozu nie więcej niż dziewięciu osób.

Wprowadzono także katalog sankcji za naruszenia przepisów. Pośrednik w przewozie osób będzie musiał m.in. sprawdzić, czy podmiot, który wykonuje zlecenia przewozu osób na jego rzecz, ma ważną licencję. Za niewywiązanie się z tego obowiązku będzie na niego nakładana kara w wysokości 10 tys. zł. Jednocześnie kierowca taksówki, który będzie pobierał zapłatę za kurs – niezgodnie z cenami i taryfami ustalonymi przez radę gminy – będzie zagrożony karą 2 tys. zł.

Demonstranci nie dali rady

W ocenie taksówkarzy sankcje są pozorne, bo będą nieodczuwalne dla tak wielkich firm, jak Uber czy Bolt. Związki zawodowe i inne organizacje zrzeszające przewoźników przekonują, że znowelizowana ustawa transportowa de facto legalizuje nieuczciwą konkurencję. Przyjęte regulacje są niekorzystne dla budżetu państwa. Ponadto nie gwarantują odpowiedniej jakości usług oraz bezpieczeństwa przewożonych osób. Argumenty i propozycje środowiska taxi, wykrzyczane m.in. podczas kwietniowego protestu przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów i siedzibą resortu infrastruktury, nie zostały jednak uwzględnione w „lex Uber”. 26 kwietnia Sejm przegłosował nowelizację. Nadzieje taksówkarskich stowarzyszeń na prezydenckie veto również okazały się płonne. List otwarty wysłany do prezydenta Andrzeja Dudy pozostał bez odpowiedzi. Natomiast 4 czerwca Kancelaria Prezydenta RP poinformowała o podpisaniu ustawy o transporcie drogowym. W krótkim uzasadnieniu czytamy: „Celem nowelizacji jest wprowadzenie jednakowych dla wszystkich przedsiębiorców warunków prowadzenia pośrednictwa przy przewozie osób, zapewniając uczciwą i równą konkurencję, bezpieczeństwo pasażerów oraz skuteczną kontrolę prawidłowości wykonywania tego rodzaju działalności gospodarczej”.

Nowe przepisy wejdą w życie 1 stycznia 2020 roku.

O zmianach legislacyjnych, decyzjach polityków, działaniach lobbystów, sytuacji w branży transportowej i przyszłości usług taxi mówi Fleetguru Tadeusz Stasiów, prezes Samorządnego Związku Zawodowego Taksówkarzy RP.

Fot. archiwum Samorządnego Związku Zawodowego Taksówkarzy RP

Tomasz Maciejewski: Ostatnim ratunkiem dla taksówkarzy było zawetowanie ustawy transportowej przez prezydenta czy będzie można jeszcze coś wywalczyć?

Tadeusz Stasiów, prezes Samorządnego Związku Zawodowego Taksówkarzy RP: Przegraliśmy tę batalię. Wydaje się, że jest pozamiatane. Ale broni nie składamy. Będziemy walczyć, jak to się mówi, do ostatniej kropli krwi. Bo to nie jest walka z Uberem czy inną firmą, tylko walka dobra ze złem.

Mocne. Tylko czy konkurencję powinno się oceniać w kategoriach moralnych, czy jednak biznesowych? Na rynku przywozów obserwujemy po prostu starcie różnych grup interesów. Taksówkarze, lokalne firmy kontra wielkie korporacje, które wymyśliły sposób na wykorzystanie nowoczesnych technologii i zarabianie pieniędzy.

Mówiąc o walce dobra ze złem nie oceniam konkretnej firmy typu Uber, tylko problem, który trawi nasze środowisko i – szerzej – polską gospodarkę. Chodzi o relacje między przedsiębiorcami, którzy spełniają wszelkie wymogi, respektują przepisy, a tymi przedsiębiorcami – nazwijmy ich tak w cudzysłowie – którzy przepisy obchodzą, naginają lub łamią. Jako taksówkarz staram się pracować uczciwie, zgodnie z obowiązującymi zasadami gospodarczymi, ale też społecznymi. Przede wszystkim reguluję wszystkie należności finansowo-podatkowe. Żeby prowadzić działalność, muszę spełnić określone wymogi. Podlegam kontroli różnych służb, instytucji. Jestem też kontrolowany, weryfikowany przez klientów. Wystawiam paragon, dokumentuję wykonaną usługę. I ponoszę za nią odpowiedzialność. Oczekuję, że te zasady będą obowiązywać wszystkich pracujących w tej branży. Nie mam nic przeciwko innowacjom, ale sprzeciwiam się dyskryminacji.

Dlatego taksówkarze organizują zasadzki na kierowców pracujących dla Bolta czy Ubera?

Od czterech lat zwracamy uwagę na problem, którym powinno zająć się państwo, a nie my, taksówkarze, przedsiębiorcy, obywatele. No bo przecież, jeśli ktoś prowadzi działalność niezgodnie z przepisami, oszukuje i okrada państwo.

Inspekcja Transportu Drogowego i policja kontrolują nielegalnych przewoźników, nakładają kary.

Dość długo nie reagowały na ten proceder. Bierność organów wykonawczych częściowo usprawiedliwia brak skutecznych przepisów wykonawczych. Kary administracyjne są śmieszne. Co ciekawe, jeśli przez dwa lata się ich nie ściągnie, postępowanie jest umarzane.

Ostatnio trochę się ruszyło, jest reakcja służb. Niestety, powierzchowna. Na zasadzie łapania kierowców, którzy nie mają uprawnień do wykonywania działalności transportowej. Natomiast nie likwiduje się przyczyny. Nie robi się nic z tymi, którzy organizują nielegalną działalność i czerpią z niej ogromne profity. I proszę nie mówić o tych podmiotach, że to nasza konkurencja. To nawet nie jest nieuczciwa konkurencja, bo tak można nazwać firmę, która stosuje dumping cenowy. Mamy do czynienia z łamaniem obowiązującego prawa i – powtórzę – okradaniem państwa polskiego.

Tym trudniej zrozumieć, dlaczego taksówkarze i reprezentujące ich stowarzyszenia przegrały batalię o kształt nowej ustawy transportowej.

Do dziś zadaję sobie to pytanie. Organizacje – dość liczne i sprawne – nie dały rady przekonać polskiego prawodawcy, by mądrze zmienił przepisy.

Może list ambasador USA w Polsce zrobił na ministrze infrastruktury większe wrażenie?

Ludzie listy piszą. Ambasadorowie też. Na pewno zagraniczne podmioty nie były pierwszymi, które lobbowały za określonymi zapisami w ustawie. To działo się wcześniej. List pani ambasador Georgette Mosbacher nie był pierwszy. Takie pisma, apele, sugestie idą ze wszystkich stron zainteresowanych jakimiś prawnymi rozwiązaniami. Pisać mogą Amerykanie, Niemcy albo Polacy. Nie pozwolę sobie na oskarżenia, ponieważ nie mam dowodów. Lobbing jest dozwolony. Natomiast adresat nie musi tych uwag, sugestii czy próśb uwzględnić. Przy ustawie transportowej nie wiem czyje i jakie argumenty były najbardziej przekonujące. Wiem natomiast, że w pracy nad ustawą brały udział firmy obce. Jakby projektodawca zapomniał, gdzie prawo ma być stanowione i przez kogo. Prawo ma być tworzone przez naród. Oczywiście nie bezpośrednio. Nie oczekuję, że do rozmów, konsultacji zaprosi się wszystkich taksówkarzy, wszystkie korporacje taksówkarskie w Polsce. Ale głos branży, głos polskich przedsiębiorców, powinien ważyć dużo.

Fot. archiwum Samorządnego Związku Zawodowego Taksówkarzy RP

Był brany pod uwagę. Sam pan stwierdził, że lobbing był z różnych stron.

Tak. Trzeba przyznać, że Uber wykorzystał inicjatywę kilku polskich organizacji taksówkarskich, by wprowadzić instytucję pośrednika. I teraz – jeśli chodzi o literę prawa – sytuacja jest niekorzystna.

Pośrednik to główny problem z perspektywy taksówkarzy?

W moim odczuciu pośrednik to tylko przykrywka. Instytucja pośrednika jest klamrą dla trzech rodzajów przewozów – taksówką, samochodem osobowym i powyżej siedmiu, a nie więcej niż dziewięciu osób. Jego odpowiedzialność, jako organizatora przewozów, jest jednak fikcyjna. Nie będzie można go ukarać. Nowelizacja w praktyce nic nie zmienia.

Pośrednik nie spowoduje likwidacji patologii szalejącej w transporcie drogowym w przewozach osób pojazdami osobowymi. On tylko ułatwi im egzystencję. W tej nowelizacji są jeszcze inne niebezpieczne zjawiska. Chociażby to, że od przedsiębiorcy wykonującego przewozy osób nie będzie wymagany certyfikat kompetencji zawodowej oraz szkolenie i egzamin z wiedzy prawa miejscowego i topografii miasta. Zniesienie tych wymogów projektodawca uzasadnił, że jest GPS i on wystarczy. My stoimy na stanowisku, że nauki nigdy za dużo. Jesteśmy za szkoleniami mającymi na celu uzyskanie odpowiednich kwalifikacji. Natomiast wszelkie nowinki powinny być wykorzystywane jako środki pomocnicze w wykonywaniu odpowiednich czynności zawodowych, nie odwrotnie.

W ustawie są przewidziane kary. Wyższe niż obecnie.

To jest zamazywanie obrazu wysokimi kwotami. 40 tys. zł kary robi wrażenie. Tylko że nie ma ustawowej możliwości zastosowania tych sankcji wobec pośrednika. On zawsze będzie kryty, bo będzie miał zatrudniony legalnych przewoźników. Proszę sobie wyobrazić, że ja jestem pośrednikiem. Wykupuję licencję za 200 czy 300 zł, nawiązuję współpracę z przedsiębiorcą, który legalnie prowadzi działalność, zatrudnia kierowców. Jeśli pojawi się jakiś problem, odpowiedzialność poniesie ta firma transportowa, ewentualnie jej pracownicy, nie ja. Co ciekawe, w nowelizacji ustawy transportowej nawet tak podstawowa kwestia jak „przewóz samochodem osobowym” nie została w żaden sposób określona. Takich luk jest więcej.

Nie można było ich wypełnić mądrą treścią?

Oczywiście, że można było. Wystarczyłyby trzy, cztery zapisy, które wyeliminowałyby albo przynajmniej mocno utrudniły nieuczciwą działalność. Z jakiegoś powodu tego nie zrobiono.

To co mogą teraz zrobić ci, którzy jeżdżą z taksometrami i kasami fiskalnymi? Jakie działania planujecie? Uliczne protesty czy raczej przekonywanie polityków?

Wypowiem się za nasz związek. Wprawdzie jesteśmy jedyną organizacją ogólnokrajową, ale nie mam prawa mówić w imieniu całego środowiska. Zawsze staraliśmy się rozwiązywać problemy rozmowami, negocjacjami, propozycjami na piśmie, a nie blokowaniem ulic. Jeśli będzie taka wola kolegów, oczywiście możliwe są akcje uliczne. Zresztą taka jest rola związku, by organizować, koordynować manifestacje. Ale raczej chcemy przekonywać siłą argumentów.

Jesienią wybory. To dobry czas na protesty.

Demonstracje, marsze, strajki są – jak widać od jakiegoś czasu – niezbyt skuteczne. Wszystko się rozmywa. Słabnie. Na początku są nośne hasła i duże emocje. A dalej? Zanika to, co jest kluczowe, czyli konkretne problemy i sposoby ich rozwiązania.

Fot. Dariusz Piorunkiewicz

No to trzeba przekonać parlamentarzystów, by znowelizowali nowelizację.

Nie mamy już nadziei na zmianę.

Ale przecież na wstępie zadeklarował pan, że taksówkarze nie skapitulują.

Tak. Będziemy tłumaczyć, dlaczego ta ustawa jest zła. I jesteśmy przekonani, że za jakiś czas polscy politycy również to dostrzegą. Raczej nie przed 1 stycznia, kiedy mają wejść w życie nowe przepisy. Jednak przykłady Danii czy Węgier pokazują, że powoli zmienia się myślenie o przewoźnikach takich jak Uber. Izrael też sobie z nimi poradził. W ciągu dwóch tygodni.

W innych krajach władze sięgają po różne legislacyjne i administracyjne środki, by nadzorować, a jednocześnie chronić branżę taxi, lecz klienci chcą jeździć na aplikacje. Taniej.

To nie taniością wzięto społeczeństwo, tylko siłą reklamy. Rozpropagowano działalność Ubera i innych. Że to takie fajne, nowoczesne, tańsze. Może na początku było trochę taniej. Kupiono klientów bonusami, dotacjami. Zachętami, że pierwszy przejazd za darmo, że 40 zł do wykorzystania. Wielkie korporacje mogą sobie pozwolić na takie prezenty. Później okazuje się, że wcale taniej nie jest. Taksówki w Warszawie jeździły od 1,20 zł wzwyż. Tak samo Uber, czyli tańszy nie był.

Ale opłata za kurs zwykle okazywała się niższa.

W Uberze ceny są bardzo ruchome. Czasami płaci się drogo, czasami normalnie. Jeśli kierowca podjeżdża po klienta i nie ma go w umówionym miejscu, to 10 zł ściągają z konta. Za chwilę jest reklamacja, auto wraca po pasażera, który – okazuje się – stał kawałek dalej… I za kurs płaci na przykład 15 zł, czyli w sumie ile go to kosztowało? Za przejazd taksówką prawdopodobnie nie zapłaciłby 25 zł. Taksówkarz poczeka. Taksówkarzowi nie płaci się za dojazd.

Same plusy. Tylko jak przekonać miliony klientów, które zrezygnowały z tradycyjnych usług taxi? Z roku na rok przewozy na „apkach” zyskują, taksówkarze tracą.

Tak jak mówiłem, efekt nowości i siła reklamy, która przeinaczyła tok myślenia. Zamawianie przewozów przez aplikację stało się modne. A z drugiej strony – stale obserwujemy antyreklamę taksówkarzy. Że naciągacze, złodzieje. Ten czarny PR uprawiany przez lata zrobił swoje. Gdy w usługach transportowych zdarzają się jakieś incydenty, kradzieże, wypadki, to media, a za nimi ludzie komentują: znów taksówkarz nawywijał. Po sprawdzeniu okazuje się, że to kierowca pracujący dla Bolta czy Ubera, ale sprostowania nie ma. W Warszawie powodują oni dość dużo kolizji i poważniejszych zdarzeń drogowych. Ostatnio jeden chłopak wjechał w dom. Wypadek każdemu może się przytrafić, jednak kwalifikacje tych kierowców naprawdę pozostawiają sporo do życzenia. Jeśli w takiej sytuacji ucierpi pasażer, raczej nie będzie mógł liczyć na odszkodowanie, pieniądze z NNW. Standardowe ubezpieczenie prywatnego auta nie obejmuje przecież zarobkowej działalności transportowej.

Takie argumenty należałoby poprzeć konkretnymi danymi liczbowymi, statystykami zdarzeń drogowych. Zlecić profesjonalną kampanię informacyjną.

Chętnie byśmy to zrobili, gdybyśmy mieli pieniądze. Na badania, raporty, kampanie społeczne. W akcjach promocyjnych, wizerunkowych pomagało nam miasto stołeczne Warszawa. Były komunikaty zachęcające do korzystania tylko z legalnych taksówek, pokazujące, jak wygląda prawdziwa warszawska taksówka. Ale jako związek nie mamy budżetu na marketing. Z pracy na taxi nie ma kokosów. To, że taksówkarz jeździ nowym autem, nie znaczy, że zarabia wielkie pieniądze. Środowisko jest zadłużone. Samochody kupujemy na kredyt. Niektórzy koledzy wyjeżdżają na jakiś czas za granicę, by zarobić na lepsze auta. Wiemy, że klienci oczekują coraz wyższego standardu usług. Chcielibyśmy, tak jak w Niemczech, co kilka lat wymieniać flotę. Niestety, u nas nie da rady uzbierać na nowy samochód nawet przez dziesięć lat.

To część taksówkarzy chyba powinna zmienić branżę.

Taksówek jest za dużo. W Warszawie około 11 tys. I drugie tyle nielegalnych przewoźników. A z fachowych analiz wynika, że 8–9 tys. taksówek wystarczyłoby. Konkurencja jest duża. Trwa wyścig cenowy. Stawka maksymalna w wysokości 3 zł utrzymuje się od dawna. A jak przez ten czas wzrosły koszty prowadzenia działalności? Jak podrożały produkty w sklepach, czynsz, opłaty za media?

Taksówkarze lubią narzekać.

Nie. Próbuję tylko pokazać, w jakiej jesteśmy kondycji jako grupa zawodowa. Próbuję wyjaśnić, dlaczego brakuje kasy na PR, reklamę. Dlaczego przegrywamy nie tylko batalię o kształt nowej ustawy transportowej, ale także wojenki medialne. Nie przebijamy się z naszym przekazem.

Przecież właśnie się pan przebija.

Niech będzie. To przypomnę, że jeżdżenie na aplikację to nie jest novum, wymyślonym przez Ubera. Aplikacje na telefony komórkowe działają u nas od 2003 roku. Tylko że wtedy Internet dopiero się rozwijał. Były wysokie opłaty i rozmaite ograniczenia techniczne. Teraz mamy inną epokę, jeśli chodzi o cyfrowe technologie. Aplikacje działają lepiej, dokładniej. Są czytelne, proste w obsłudze. Tak zwana pinezka spodobała się klientom. Trzeba przyznać, że Uber i inni pośrednicy świetnie wyczuli moment. Najpierw w Stanach Zjednoczonych, później w Europie. Zbudowali elastyczny model biznesowy. Inny system naliczania płatności. Ale nie sama aplikacja spowodowała ten run, tylko sposób wykorzystania aplikacji.

Nikt nie bronił tradycyjnym przewoźnikom korzystania z nowinek.

W tym momencie wraca temat finansów i ściśle z tym związanego potencjału technologicznego, organizacyjnego, zasięgu działania. Żadna korporacja taksówkarska w Polsce, nawet największa i najlepiej zarządzana, nie jest w stanie rywalizować z globalnymi graczami. Przecież jeśli mówimy o największych organizatorach przewozów, to w tle widzimy takiego giganta jak Google. Może dlatego rządy wielu państw tak życzliwie patrzą na pośredników? Oni symbolizują globalizację, postęp cywilizacyjny, a tak naprawdę – władzę wielkiego kapitału! Trudno zaakceptować sytuację, kiedy na drobnych przedsiębiorców, taksówkarzy czy choćby sklepikarzy, nakłada się obciążenia fiskalne, mnoży wobec nich wymagania, a największym pozwala się unikać obciążeń. Czy opinia publiczna wie, że pracownicy Ministerstwa Sprawiedliwości i innych resortów korzystają z Ubera, który łamie obowiązujące w Polsce prawo?! Tak samo można skomentować działania Ministerstwa Infrastruktury. Nie wiemy, dlaczego rządzący zapraszają do stołu, dlaczego słuchają tych, którzy łamią przepisy, a nie nas?! Działających legalnie przewoźników. Powtórzę: zmienianie prawa, by ułatwić działalność tym, którzy to prawo lekceważą, omijają, naginają, jest absurdem! Żadna nowoczesność, innowacyjność nie powinna powodować zmian dobrego prawa na złe.

Fot. Dariusz Piorunkiewicz

Problem jest globalny, więc taksówkarze też powinni działać globalnie, międzynarodowo, zaangażować choćby instytucje UE. Pośrednicy napsuli krwi taksówkarzom z Berlina, Londynu, Paryża, Madrytu, Rzymu.

Moim zdaniem bez pomocy państwa działania taksówkarzy, czy to angielskich, czy hiszpańskich, niemieckich, polskich, będą walką z wiatrakami. Władze państw europejskich wiedzą, w czym problem. I – z kilkoma wyjątkami – na razie nic nie robią. Inna sprawa, że nasza pozycja, w zestawieniu z taksówkarzami w Anglii czy Niemczech, jest nieporównywalna. Jesteśmy zainteresowani współpracą międzynarodową, ale czy polskich, czeskich, węgierskich taksówkarzy stać na takie inicjatywy? Dla kolegów z Zachodu wyłożyć 100 euro czy 100 funtów, np. na jakiś specjalny fundusz, dzięki któremu można skuteczniej walczyć o interesy branży, to nie problem. Dla kierowcy pracującego w Warszawie dodatkowa składka 500 zł to bardzo dużo. Były już tego typu pomysły, lecz bez konkretów.

Jeśli taksówkarze się nie zorganizują, jeśli nie zainwestują w prawników i lobbystów, to przyszłość maluje się w ciemnych barwach.

Proszę mnie nie przekonywać. Od dawna walczymy o powstanie samorządu zawodowego taksówkarzy, do którego przynależność byłaby obowiązkowa. Właśnie tak jak w Anglii, Niemczech. Tylko taka struktura, masowość i kumulacja składek pozwoliłaby działać skutecznie. Dlaczego żaden z kolejnych rządów nie chce takiej organizacji? Bo byłaby ona mocna. Miałaby większe możliwości kontroli, nacisku. Mogłaby też lepiej nadzorować swoich członków. Również eliminować patologie. Od lat 90. zabiegam o ustawowe umocowanie zawodu taksówkarza. W pewnym sensie to zawód zaufania publicznego. Powinien wiązać się z obowiązkami, ale też przywilejami. Dotychczas, obojętnie jaka konfiguracja rządzi, nie sposób się z tym przebić. Może kiedyś ustawodawca to zrozumie.

Tomasz Maciejewski
Biznes
Miej rękę na pulsie!
Najciekawsze informacje o branży TSL co tydzień na Twojej skrzynce e-mailowej
Wyrażam zgodę na przetwarzanie przez X Project sp. z o.o., moich danych osobowych w postaci adresu poczty elektronicznej w celu przesyłania mi informacji marketingowych. WIĘCEJ

Wyrażam zgodę na przetwarzanie przez X Project sp. z o.o., moich danych osobowych w postaci adresu poczty elektronicznej w celu przesyłania mi informacji marketingowych dotyczących produktów i usług oferowanych przez X Project sp. z o.o., za pomocą środków komunikacji elektronicznej, stosownie do treści przepisu art. 10 ust. 1 i 2 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną.

Szczegółowe zasady dotyczące przetwarzania danych osobowych i zgód marketingowych wyrażone są w klauzuli informacyjnej. Przed wyrażeniem zgód marketingowych prosimy o zapoznanie się z jej treścią.

Fleetguru informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies
zamknij