Jak założyć firmę transportową za 120 tys. zł i przetrwać? „Sokół” mówi, że lekko nie ma, ale warto!

7 sierpnia
Biznes

– Miałem wrażenie, że każdy chciał mnie, młodego kierowcę, jakoś oszukać. Nie chciałem słuchać ciągle tych samych tekstów, że nie będzie podwyżki, bo transport się nie opłaca, że za duży przepał. Wyobrażałem sobie, że w wieku 40 lat nie będę musiał jeździć. Będę zarządzał własną firmą i flotą – mówi w rozmowie z Fleetguru Patryk Sokołowski, znany jako Sokół On The Road.

Patryk Sokołowski „Sokół” ma zaledwie 23 lata, jednak jest już właścicielem małej firmy transportowej i dwóch zestawów dafa. Ciężko pracuje z ojcem, aby utrzymać własny biznes. Mówi, że nadchodzi kryzys w branży.

– Trzeba przeczekać, aż rynek się przeczyści. Branża jest jak dżungla, wygrają najwytrwalsi – mówi Sokołowski.

Zapraszamy do lektury wywiadu z przedsiębiorcą, który na Facebooku prowadzi popularny profil „Sokół On The Road”.

Fot. archiwum Patryka Sokołowskiego

Mikołaj Radomski: Od kiedy prowadzisz swój profil na Facebooku? Jak to się zaczęło w twoim przypadku?

Patryk Sokołowski „Sokół”: Lata temu bawiłem się w bloga, potem robiłem amatorsko filmy i wrzucałem na YouTube. Profil na Facebooku założyłem zaraz po rozpoczęciu własnej działalności. To było na przełomie maja i czerwca 2018 roku. Miałem właśnie nowe auto, przechodziłem obok niego na parkingu i pomyślałem, że mógłbym pokazywać życie prawdziwego kierowcy. Z punktu widzenia kogoś, kto zarządza własnym transportem. Chciałem pokazywać plusy i minusy tego zawodu, sukcesy i porażki. To ma być prawdziwe i normalne, a nie celebryckie.

No tak, ale masz dość spore grono fanów i osób, które lubią twój profil. Ponad 3,5 tys. To chyba nie są sami znajomi z klasy?

Jak na rok, to rzeczywiście dość dużo. Sporo zawdzięczam Sławkowi Nasierowskiemu i Maćkowi Tkaczykowi. Po wspólnych spotkaniach w trasie czy innych ciekawych sytuacjach udostępniali moje posty z Facebooka, które docierały do dużej liczby ludzi.

Fot. archiwum Patryka Sokołowskiego

Jesteś w kontakcie z ludźmi, którzy czytają twoje posty?

W wolnej chwili staram się odpisywać każdemu. Szczerze powiedziawszy, nie spodziewałem się, że aż tyle osób będzie do mnie pisało i pytało o różne rzeczy. Ale dzięki takiej interakcji udaje mi się spotkać w trasie wiele ciekawych osób, z którymi można sobie porozmawiać czy nawet miło spędzić weekend.

Kiedy zacząłeś jeździć tirem?

Pięć lat temu zrobiłem uprawnienia. Zaraz po ukończeniu osiemnastego roku życia. Ale w ciężarówkach siedzę od siódmego roku życia. Ojciec zaczął jeździć w 2004 roku. Wszystkie wakacje spędzałem z nim w trasie.

Fot. archiwum Patryka Sokołowskiego

Ojciec chciał, żebyś został kierowcą?

Raczej odradzał, bo to ciężki kawałek chleba. Są setki łatwiejszych zawodów. Ale ja się zawziąłem, bo wiedziałem, czego chcę. Gdy miałem osiemnaście lat, udało mi się pojechać w trasę z kierowcą z firmy, w której później zaczynałem. Wtedy powiedział, że jego szef potrafi pod pewnymi warunkami pożyczyć pieniądze na prawko, które później trzeba u niego odpracować.

Zanim rzuciłem szkołę, bo i tak rozwiązali moją klasę w technikum, udałem się do właściciela tej firmy i po długich rozmowach udało mi się go przekonać. Miał jednak warunek. Chodziło o to, że przyjdę do niego do pracy do warsztatu przez urząd pracy. Tam wiecznie się coś działo, bo firma przewoziła od gabarytów po zwykłe ładunki. Od Europy Zachodniej po Kazachstan. Zestawy non stop potrzebowały jakichś napraw.

Ten człowiek wychodził z założenia, że wiele rzeczy da się naprawić na drodze, tak by wrócić bezpiecznie i spokojnie do bazy. Teraz bardzo doceniam to, czego się tam nauczyłem. Dziś, gdy patrzę czasem na starszych kolegów, dziwię się, że nie potrafią ogarnąć naprawdę prostych rzeczy. Że nie wspomnę o wielkich problemach „zawodowców”, opisywanych na wielu forach, np. czy mają zmieniać koło, czy jednak szef powinien wzywać serwis.

W pierwszą trasę miałem pojechać ze zwykłym kontenerem z bazy do Cieszyna. Tam miałem go załadować i wrócić do bazy. Przed samym wyjazdem przyszedł jednak spedytor. Usłyszałem od niego, że mam zostawić ten kontener i podpinać platformę, z którą polecę w okolice Rzeszowa po elementy jakiejś suszarni. Pierwszy ładunek i 3,20 m szerokości – dla specjalistów z tej dziedziny pewnie pikuś, a dla amatora na pierwszy rejs spory stres.

Ile było firm, zanim poszedłeś na swoje?

Chyba pięć. A szósta to już moja.

Fot. archiwum Patryka Sokołowskiego

Co cię zmobilizowało do tego, żeby założyć firmę transportową?

Tak naprawdę miałem wrażenie, że każdy chciał mnie, młodego kierowcę, jakoś oszukać. Nie chciałem słuchać ciągle tych samych tekstów, że nie będzie podwyżki, bo transport się nie opłaca, że za duży przepał. Wyobrażałem sobie, że w wieku 40 lat nie będę musiał jeździć. Będę zarządzał własną firmą i flotą.

I rok temu, gdy miałeś 22 lata, założyłeś firmę transportową. Rzuciłeś się na głęboką wodę.

Moim atutem było to, że od roku jeździłem po założeniu własnej działalności. To bardzo pomogło w staraniu się o leasing. Byłem już wiarygodny, miałem jakieś obroty. Tak naprawdę w dokumentach musiałem rozszerzyć wpisy w ewidencji prowadzonej działalności. Wcześniej przejechałem się do DAF-a. Czemu DAF? Większość kilometrów w swojej niedługiej karierze przejeździłem autem tej marki i bardzo je sobie chwaliłem. Trafiłem na konkretnego handlowca z DAF-a (pozdrawiam bardzo serdecznie Jarka z DBK). Od niego dostałem namiar na agenta od leasingu. Po długich negocjacjach dostałem zielone światło. Znów pojawiłem się w DAF-ie, gdzie oficjalnie podpisałem zamówienie na auto i naczepę Kögla. Na auto czekałem około miesiąca. Później trzy tygodnie na licencję i wypis, a także na czytniki do opłat drogowych. Pod koniec kwietnia dostałem informację, że naczepa jest gotowa do odbioru. 1 maja 2018 roku wystartowałem do Burtenbach w Niemczech, gdzie z fabryki odebrałem „ogon”. A 3 maja załadowałem pierwszy fracht w swojej własnej firmie.

Fot. archiwum Patryka Sokołowskiego

Ile potrzebowałeś na start?

Około 120 tys. zł. To wystarczyło, żeby kupić auto, uzbroić je i mieć oczywiście na rozruch firmy, paliwo.

Zlecenia już na ciebie czekały?

Zdecydowałem się na spedycję firmy Adar. Decyzja poparta była wieloma rozmowami ze znajomymi kierowcami. Mówili, że jest OK, kasa się zgadza, jest na czas. Wydaje mi się, że praca dla firmy spedycyjnej to duże ułatwienie dla kogoś, kto dopiero zaczyna w transporcie. Wielu znajomych pytało mnie, dlaczego sam nie szukam ładunków na giełdzie. Miałem dwóch znajomych, którzy to robili. Na początku oczywiście była radość, bo stawki były dobre. Płatności miały spływać w ciągu 30 lub 60 dni, ale okazało się, że terminy nie są dotrzymywane. Mało tego, dostawali obciążenia za jakieś niewymienione palety czy rzekomo pobrane na załadunkach gumy lub pasy. Okazało się, że giełda nie jest dobra na początek. Znajomi też zaczęli rozglądać się za jakąś spedycją, żeby się nie martwić i mieć w miarę pewne pieniądze. Przy spedycji mam pewne pieniądze. Nie żebym robił komuś reklamę, jednak skoro wszystko jest OK, kasa jest na czas, opieka nad przewoźnikiem jest naprawdę na dobrym poziomie i nigdy nie zostaje pozostawiony sam sobie, dlaczego miałbym nie pochwalić?

Fot. archiwum Patryka Sokołowskiego

Jakie są stawki w spedycji?

W giełdach się nie orientuję. Ja jeżdżę za 97 eurocentów pusto-pełno z obrandowaną naczepą Adaru. Mnie zależy, spedycji też, żeby zrobić jak najwięcej kilometrów. Jak się ma dwa samochody, nie ma co stawać do przetargów. Takie małe firmy jak moja są jak mrówki, które muszą ciągle pracować.

A teraz gdzie wykonujesz przewozy?

Główne kierunki to Francja i Włochy. Jakieś 70 proc. wszystkich zleceń.

Fot. archiwum Patryka Sokołowskiego

Firma się powiększa?

Na początku marca odebrałem drugi zestaw. W nowym dafie usiadłem ja, wyjeżdżam w trasy na dwa i pół tygodnia. Drugim zestawem jeździ mój ojciec, który nauczył mnie fachu. Dobrze jest mieć zaufanego i sprawdzonego człowieka, o którego nie trzeba się martwić i prowadzić za rączkę. Szczególnie na początku.

Czyli wszystko idzie do przodu.

Niestety, widać, że jest mniej roboty. Sprawdziło się to, o czym mówi się od jakiegoś czasu, że musi przyjść jakiś kryzys, załamanie na rynku transportowym. Ponoć dojdzie do tego w listopadzie.

Fot. archiwum Patryka Sokołowskiego

Czym się objawia ten kryzys?

Kiedyś nie było problemu ze zleceniem, teraz czasem zdarza się, że trzeba czekać dzień lub dwa. Nawet taki gigant jak DSV ogranicza liczbę przewoźników, schodzi ze stawkami. Przed kryzysem było więcej kilometrów. Trzeba przetrwać ten okres i z nadzieją patrzeć w przyszłość.

Masz jakieś obawy o firmę?

Jestem spokojny. Tylko raz zdarzyło mi się czekać dzień we Francji. Robota się kręci. Na razie giełdach są pustki. Trzeba przeczekać, aż rynek się przeczyści. Branża jest jak dżungla, wygrają najwytrwalsi. Trzeba poczekać do kolejnego roku.

Fot. archiwum Patryka Sokołowskiego

A nie obawiasz się, że Unia Europejska namiesza w przepisach, bo kraje starej Unii chcą się pozbyć konkurencji z Europy Środkowo-Wschodniej?

Na razie trzeba przeczekać. Jeżeli wejdą w życie nowe przepisy, że auto będzie musiało zjeżdżać do Polski, trzeba będzie po prostu zmienić styl pracy. To może być rzeczywiście trudne dla ludzi, którzy już prowadzą firmy. Nie powinno się zmieniać reguł w czasie gry. Często na postojach o tym mówimy i śledzimy to, co się dzieje. Mam nadzieję, że nic rewolucyjnego się nie stanie.

Czy jeżdżąc po Europie odniosłeś wrażenie, że polskie firmy nie są mile widziane?

Naprawdę jesteśmy lepsi, bo jesteśmy bardziej pracowici. To widać, szczególnie gdy ktoś ma płacone za godzinę. Takiemu kierowcy zależy na tym, aby rozładunek trwał możliwie krótko. Przedstawiamy inne tempo pracy. Mamy świetny sprzęt. To nie to, co kilkanaście lat temu. Robimy świetną robotę, jest nas dużo i dlatego się nas boją. Natomiast kierowcy raczej nie dają odczuć żadnych uprzedzeń. Tylko jednostki dają odczuć, że nas tam nie chcą.

Fot. archiwum Patryka Sokołowskiego

Co byś powiedział młodym kierowcom, którzy myślą pójść na swoje i chcą założyć małą firmę transportową? Mają czekać, bać się czy zaryzykować? Dziś podjąłbyś taką samą decyzję?

Nie powiem, że jest łatwo. Nieraz jest po górkę i mam wątpliwości. Ale wtedy przypominam sobie, jak było kiedyś. Jeżeli ktoś myśli o pójściu na swoje, to lepiej niech poczeka do przyszłego roku. Wtedy powinno już być po kryzysie. Rynek się oczyści. Znikną najsłabsze firmy. Ale transport zawsze będzie potrzebny. Branża się rozwija mimo lepszych i gorszych momentów. Trzeba uważać, bo w tej branży można popłynąć na grubą kasę i pogrążyć się do końca życia.

Ojciec jest z ciebie dumny?

Żyję tym, co robię. Lubię to. Praca daje mi wolność. Każdego dnia śpisz gdzie indziej, poznajesz nowych ludzi. Nie ma nudy, a ja jej nie trawię. Ojciec dużo pomaga. Teraz jest zależny ode mnie. Nie ma czasu na pochwały i analizy. Jeździmy i robimy swoje. Jak zjeżdżam do domu, ogarniam papiery. A jak skończę, to relaks, ryby i odstresowanie. Trzeba oddzielić obowiązki od przyjemności, żeby nie zwariować.

Mikołaj Radomski
Biznes
Miej rękę na pulsie!
Najciekawsze informacje o branży TSL co tydzień na Twojej skrzynce e-mailowej
Wyrażam zgodę na przetwarzanie przez X Project sp. z o.o., moich danych osobowych w postaci adresu poczty elektronicznej w celu przesyłania mi informacji marketingowych. WIĘCEJ

Wyrażam zgodę na przetwarzanie przez X Project sp. z o.o., moich danych osobowych w postaci adresu poczty elektronicznej w celu przesyłania mi informacji marketingowych dotyczących produktów i usług oferowanych przez X Project sp. z o.o., za pomocą środków komunikacji elektronicznej, stosownie do treści przepisu art. 10 ust. 1 i 2 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną.

Szczegółowe zasady dotyczące przetwarzania danych osobowych i zgód marketingowych wyrażone są w klauzuli informacyjnej. Przed wyrażeniem zgód marketingowych prosimy o zapoznanie się z jej treścią.

Fleetguru informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies
zamknij