„Czarne chmury nie przyniosły jeszcze ulewy”. Rozmowa z Maciejem Wrońskim, prezesem TLP

2 stycznia
Biznes

– To będzie rok przełomowy dla branży. Od tego, co się wydarzy, będą zależeć kolejne lata. Wiosną odbędą się wybory do europarlamentu. Europosłowie będą chcieli zakończyć rozpoczęte procesy legislacyjne. W związku z tym zapadną decyzje w sprawie „Pakietu mobilności”, wejdą w życie rozwiązania prawne w sprawie harmonizacji przepisów o zabezpieczeniu społecznym, a także rozwiązania ekologiczne w transporcie – mówi w rozmowie z Fleetguru Maciej Wroński, prezes TLP.

O sukcesach i porażkach branży transportowej w ubiegłym roku, a także o perspektywach na 2019 rok rozmawiamy z Maciejem Wrońskim, prezesem związku Transport i Logistyka Polska (organizacja pracodawców zrzeszająca ponad 60 firm transportowo-logistycznych, zatrudniających łącznie ponad 40 tys. pracowników).

Fot. TLP

Mikołaj Radomski: Jak ocenia pan 2018 rok w kontekście branży transportowej w Polsce, powiedzmy w skali od 1 do 10?

Maciej Wroński, prezes TLP: Trudne pytanie. Branża jest bardzo zróżnicowana. Inaczej na mijający rok patrzy się z pozycji dużej spółki prawa handlowego, która dysponuje dużą flotą i może stawać do poważnych przetargów, inaczej – niewielkiej firmy, biorącej ładunek ze spotu. Ale ja 2018 rok, w skali 10-punktowej, podsumowałbym na osiem.

To bardzo wysoka nota.

W ubiegłym roku mieliśmy dobrą koniunkturę, a czarne chmury, które już od kilku lat zbierają się nad całą naszą branżą, na szczęście nie przyniosły jeszcze ulewy. O statystycznie dobrej sytuacji świadczyć mogą stosunkowo duże zakupy pojazdów, a także wzrost stawek frachtów.

Jak się ta dobra koniunktura przejawiała? Zna pan już liczby za ubiegły rok?

Liczb jeszcze nie ma. Poznamy je, gdy wszystkie sprawozdania spłyną do Głównego Urzędu Statystycznego i do Eurostatu. Moja pozytywna ocena wynika z nastrojów, jakie panowały wśród przedsiębiorców przez większą część roku. A one związane były z liczbą zleceń. Gospodarka hulała, był więc popyt na usługi transportowe. Co więcej, zauważyliśmy w tamtym roku większą chęć zawierania przez klientów umów długoterminowych. A to może oznaczać, że popyt na transport w 2018 roku był większy niż podaż usług oferowanych przez przewoźników.

Czy pana zdaniem ostatnio wydarzyło się w branży coś przełomowego?

Trudno mówić o jakimkolwiek przełomie. Niemniej obserwujemy stały postęp technologiczny, polegający na coraz większym wykorzystaniu informatyki. Powoli, ale systematycznie wzrasta znaczenie platform cyfrowych pośredniczących na rynku usług transportowych, a w niedalekiej przyszłości organizujących pracę przewoźników. Niestety, nie odnotowaliśmy nic, co wskazywałoby na szybkie wejście nowych technologii do naszych pojazdów. Dotyczy to w szczególności możliwości zastąpienia pracy człowieka (kierowcy) przez inteligentne systemy pokładowe zainstalowane w autonomicznych pojazdach. A szkoda, bo to byłby prawdziwy przełom, który rozwiązałby jeden z największych problemów. Jest nim brak kierowców na europejskim rynku pracy.

Przewoźnicy mogą być zadowoleni. A kierowcy?

Myślę, że także będą dobrze wspominać 2018 rok. Szczególnie jeśli chodzi o zarobki. Albowiem wynagrodzenia kierowców są dzisiaj znacznie bliżej ich oczekiwań niż możliwości pracodawców.

Przy małej podaży zasobów ludzkich to pracodawcy – zgodnie z prawami rynku – muszą spełniać oczekiwania pracowników. Kierowca może rzucić pracę i znaleźć nową w ciągu tygodnia. A przewoźnik, aby znaleźć kogoś na jego miejsce, potrzebuje na to od czterech do pięciu tygodni. Dlatego to pracownicy obecnie dyktują warunki.

Widzi pan jakieś minusy mijającego roku?

Oczywiście są bariery, które utrudniają rozwój naszej branży, a w przyszłości mogą jej także poważnie zaszkodzić. Po pierwsze, brak pracowników. Paradoksalnie ten problem najbardziej dotyka małe firmy, które rekrutują ich na lokalnym rynku pracy. Duże firmy mają wyspecjalizowane działy HR-u lub korzystają z profesjonalnych agencji pracy. A to im pozwala sięgać do zasobów ludzkich nie tylko w Polsce, ale także poza naszym krajem, poza Unią Europejską. Myślę, że trudna sytuacja na rynku nie zostanie szybko rozwiązana.

Po drugie, wciąż nie wiadomo, jak potoczą się losy „Pakietu mobilności”. Trwające w Unii Europejskiej negocjacje nie pozwalają optymistycznie patrzeć w przyszłość. Po trzecie, niepokoją nas propozycje zmian dyrektywy o harmonizacji przepisów o zabezpieczeniu społecznym. Unijni politycy skłaniają się ku niekorzystnym rozwiązaniom. Pracodawcy będą opłacać składki za ubezpieczenie społeczne kierowców w krajach, do których oni jeżdżą, w wysokości i na zasadach określonych przez miejscowe prawo. I ostatnia kwestia, która rzuca się cieniem na 2018 rok, to przyjęte w Unii rozwiązania dotyczące ograniczenia emisji dwutlenku węgla w transporcie. Propozycje mówią o redukcji CO2 rzędu 30 – 35 proc. Obecnie brakuje pojazdów, które będą spełniać tak surowe wymagania. Wymiana floty będzie wiązała się z dużymi kosztami. A to oznacza poważne kłopoty dla firm mających słabą zdolność finansową. I znów największy problem z dostosowaniem się do przepisów będą miały małe firmy.

Zatem przyszłość rysuje się dość niepewnie.

To będzie rok przełomowy dla branży. Od tego, co się wydarzy, będą zależeć kolejne lata. Wiosną odbędą się wybory do europarlamentu. Europosłowie będą chcieli zakończyć rozpoczęte procesy legislacyjne. W związku z tym zapadną decyzje w sprawie „Pakietu mobilności”, wejdą w życie rozwiązania prawne w sprawie harmonizacji przepisów o zabezpieczeniu społecznym, a także rozwiązania ekologiczne w transporcie. Niestety, mało kto pamięta, że bez naszej branży nie ma gospodarki europejskiej. 80 proc. transportu potrzebuje gumowych kół. Spodziewamy się, że koszty transportu będą rosły. A w rozrachunku i tak zapłaci za nie indywidualny klient, czyli wszyscy mieszkańcy UE.

A jak ocenia pan wpływ związku na pisanie prawa w Polsce i Europie?

O ile na arenie europejskiej mówiliśmy jednym głosem z naszym rządem, o tyle współpraca przy tworzeniu prawa krajowego regulującego transport drogowy w zasadzie nie istniała. Konsultacje, w których uczestniczyliśmy, miały wyłącznie charakter formalny. Krajowe przepisy dla transportu idą w złym kierunku. Nie podobają nam się przyjęte rozwiązania dotyczące regulacji rynku, zasad odpowiedzialności za niezawinione naruszenia czy katalogu kar nakładanych na pracodawców. W tych kwestiach nie było żadnej rzeczowej i konstruktywnej dyskusji. Aczkolwiek są ministerstwa, z którymi współpraca jest poprawna. Dobrze rozmawia nam się z resortami pracy, przedsiębiorczości czy spraw zagranicznych. I jak się wydaje, nawet przy odmiennych poglądach na kwestie merytoryczne łatwiej jest tam o zrozumienie naszych racji i o kompromis.

Mikołaj Radomski
Biznes
Miej rękę na pulsie!
Najciekawsze informacje o branży TSL co tydzień na Twojej skrzynce e-mailowej
Wyrażam zgodę na przetwarzanie przez X Project sp. z o.o., moich danych osobowych w postaci adresu poczty elektronicznej w celu przesyłania mi informacji marketingowych. WIĘCEJ

Wyrażam zgodę na przetwarzanie przez X Project sp. z o.o., moich danych osobowych w postaci adresu poczty elektronicznej w celu przesyłania mi informacji marketingowych dotyczących produktów i usług oferowanych przez X Project sp. z o.o., za pomocą środków komunikacji elektronicznej, stosownie do treści przepisu art. 10 ust. 1 i 2 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną.

Szczegółowe zasady dotyczące przetwarzania danych osobowych i zgód marketingowych wyrażone są w klauzuli informacyjnej. Przed wyrażeniem zgód marketingowych prosimy o zapoznanie się z jej treścią.

Fleetguru informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies
zamknij